20250629_153400

W poezji na pewno powiedziano już wszystko i więcej się nie da, ale… można tworzyć dalej. I wiele osób to robi, a niektórzy nawet dosyć dobrze.

Stefan Pastuszewski w tomiku Na krawędzi opisuje dokładnie i wnikliwie to co dostrzega wokoło siebie. A jeszcze skrupulatniej i dogłębniej to wszystko czego nie widzi, albo czego w ogóle nie ma. Kroczy wąską ścieżką, tak na krawędzi rzeczywistej rzeczywistości i materii całkowicie zmyślonej. Raz głębiej wkraczając w jeden obszar, a drugim razem poświęcając więcej słów i wyrazów drugiej stronie.

Mój profesor matematyki Andrzej Kiełczewski h. Pomian, daleki krewny Poli Negri, często powtarzał, że odejmowanie zła od zła jest najlepszym dodawaniem w sferze wartości. I że lepiej nie można. U Stefana Pastuszewskiego niektóre obserwacje i sposób ich opisania są pokazywaniem dobrej strony w tym co nie musi być do końca wartościami dodanymi w naszym współczesnym życiu społecznym. Gdzie kultura przestaje być Kulturą przez dużą literę na początku wyrazu, a staje się znakiem graficznym bez wyraźnego substytutu materialnego.

                                każdy jest śmieszny

                                gdy usiłuje nadać swoim krokom jakiś kierunek i sens

                                w głowie

Tomik Na krawędzi przeczytałem do połowy, a może i trochę więcej. Jak na mnie to na pewno dużo. Zresztą więcej nie musiałem, bo ta przebyta dużo większa połowa wierszy opowiedziała mi wystarczająco dużo. O autorze, o jego dokładnym widzeniu i opisaniu dzisiejszego dnia, a jeszcze dokładnieszym dni nadchodzących, o przeżywaniu każdej nocy z wyśnionymi snami jak i snami z tych nieprzespanych. Tygodni prześnionych czy przebytych na jawie i z dokładnym opisem tych nadchodzących. A szczególnie z mocnym zaakcentowaniem tych, które z pewnością nie przyjdą.

Rzeczywista rzeczywistość przechodzi w tomiku w zmyślenia, fantazja bierze odwet na codzienności życia, a autor kroczy i kroczy na krawędzi, po krawędzi wartości zachowując balans dawnych wartości i tych, które może kiedyś nadejdą. W takiej lub innej formie i poetyce.

Jeszcze raz powtarzam znaną i niekwestionowaną prawdę. W poezji powiedziano i napisano już wszystko. Nic nowego nie da się już tam wnieść i nic odkrywczego tam już zaistnieć nie może, bo jest po prostu za ciasno. A poza tym, aktualnie na jednego czytelnika wierszy przypada co najmniej tuzin poetów, drugi tuzin quasi poetów, trzeci tuzin przyszłych poetów, czwarty tuzin odeszłych poetów i jeszcze kilka tuzinów tych, którzy poetami nie są, nigdy nie byli i nigdy nie będą, a mimo to należą do stowarzyszeń twórczych i wydają tomik NiePoezji za tomikiem AntyWierszy.

Prawdziwemu poecie pozostaje więc tylko krawędź. Wąska możliwość opowiedzenia starych prawd i oczywistości względnie nowymi słowami.

                             krawędź

                             cofnąć się zawsze można

                             trzeba

                             czas przeszły na krawędzi to czas teraźniejszy

Takie wiersze muszą być jak linie papilarne, jak wykaligrafowany podpis z nazwiskiem autora na okładce książeczki. Przynależny tylko jemu – autorowi duszy własnej i cudzych przeżyć. I to na pewno udało się Stefanowi Pastuszewskiemu w tomiku Na krawędzi, który przeczytałem w większej połowie.

Autor szedł po niej, po krawędzi, prosto, pewnie a niekiedy i bardzo odważnie.

                            godne pogardy urządzenie świata

                            gdy od samego rana usiłuję bezskutecznie

                            wdrapać się na wierzchołek sensu

Poeta i dzisiaj może tworzyć historię, może ją kreować i opisywać. Może starać się też i uciec od niej w nieznane lub niedokonane. Pozostawiając wszystko inne wszystkim innym. Chyba taki sens, lub podobny do niego, odszukałem w wierszu Historie najnowsze.

                          historię tworzyli także ci którzy nic nie tworzyli

Stara prawda mówi, że nie należy szukać daleko tego, co jest blisko, bo można pobłądzić. Stefan Pastuszewski szukał blisko i szedł też krawędzią odważnie i daleko, by odszukać to co dla niego było ważne gdzieś indziej. Po przeczytaniu większej połowy tomiku Na krawędzi sądzę vel jestem pewny, że nie pobłądził.

Jerzy Marciniak

Stefan Pastuszewski: Na krawędzi. Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz 2024

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer