BYDGOSZCZ 2025: Luty. Zegary posunąć o godzinę… (5)
Przypomnę, że na zapytanie Rady Ludowej, wystosowane 8 listopada 1919 r. do magistratu bydgoskiego, ilu urzędników zna język polski – cytuję z publikacji ”Polska Bydgoszcz 1920–1930” – nadeszła odpowiedź, że na ogólną liczbę 722 urzędników magistrackich mówi po polsku tylko 91, czyta i pisze po polsku 71. Najwięcej Polaków zatrudnionych było na najniższych stanowiskach w taborach.
Wymiana kadry urzędniczej ślimaczyła się, gdyż trudno znaleźć nagle wykwalifikowanych Polaków, ponadto istniały zobowiązania wobec urzędników niemieckich. Czyniono później z tego powodu niesłusznie zarzuty prezydentowi komisarycznemu Janowi Maciaszkowi, który chciał być wierny swym deklaracjom o równości wszystkich obywateli Bydgoszczy. Gazeta roiła się zresztą od ogłoszeń:
* Poszukuje się pana lub panienkę biegłego w języku polskim i niemieckim w słowie i piśmie, który już pracował w biurze…;
* Poszukuję od zaraz sekretarza Polaka…;
* Kilku doświadczonych, możliwie obeznanych z techniką bankową książkowych znających dokładnie język polski i niemiecki od 1 kwietnia lub prędzej…
Coraz więcej napływowych Niemców, głównie urzędników, opuszczało Bydgoszcz, przenosząc się do Piły i dalej w głąb Niemiec. Pozostawali związani z miastem więzami rodzinnymi i ekonomicznymi, którzy mieli nadzieję, iż wszystko jakoś się tu ułoży, gdy w Niemczech szaleje nędza i rewolucja. Nie bez kozery więc firma Hartwig polecała swe usługi, a bydgoska firma spedytorska F. Wodtke (założona w 1878 r.) przy ul. Gdańskiej 131/132 przypominała, że ma swoje filie w Berlinie i Hamburgu. Z nami przeprowadzisz się szybciej!
Pierwsze posiedzenie Rady Miejskiej, od objęcia rządów Bydgoszczą przez Polskę, odbyło się 12 lutego. Stawiło się na nim 29 radnych. Burmistrz Hugo Wolff powitał prezydenta Jana Maciaszka, a przewodniczący rady Richard Köppen przedłożył kilka wniosków, m.in. protest przeciwko nagłemu wypowiedzeniu pracy licznym nauczycielom niemieckim. Radny Hugo Schöneich krytykował plan dydaktyczny i podział szkół. Skrócenie obowiązku szkolnego (dopiero od 7 roku życia ) – twierdził – oznacza cofanie się w rozwoju kulturalnym. Głos zabrali też radni Heinrich Plesse i dr Hermann Dietz, prosząc o wstrzymanie rozporządzenia o umieszczaniu polskich tablic z nazwami ulic do czasu prawnego uregulowania sprawy. Dr Dietz użalał się zwłaszcza na zmianę nazwy placu Fryderyka, skoro król Fryderyk Wielki miał duże zasługi dla rozwoju miasta. Taktowne przemówienie wygłosił prezydent Maciaszek, reagując jednak stanowczo na sprzeciwy: Fryderyk II, przypomniał, był sprawcą rozbiorów Polski, a politykę pozostawmy panom w Berlinie i w Warszawie, my zaś chcemy być tu tylko obywatelami miasta. Rada uchwaliła m.in. 150.000 mk na pokrycie rocznego zapotrzebowania ”elektrycznych gruszek” (czyli żarówek), dodatki drożyźniane dla miejskich robotnic i robotników, a także ustaliła pensję dla prezydenta – od 1 stycznia wstecz – 3000 marek miesięcznie oraz 5000 mk jednorazowo za poniesione koszty reprezentacyjne przy przejęciu miasta przez Polaków. To pierwsze posiedzenie Rady Miejskiej, składającej się z Niemców, pokazało że nie łatwe będzie forsowanie interesów polskich i konieczne są nowe wybory komunalne.
Rozeszła się pogłoska, że wkrótce Józef Piłsudski odwiedzi Bydgoszcz (stało się tak dopiero w 1921 roku). Do handlowej ofensywy przystąpił przeto F. Kiedrowski, ul. Fryderykowska 49: Na przybycie Naczelnika Państwa polecam nalepki z jego wizerunkiem, broszurki, jego życiorysy, chorągiewki dla dzieci oraz chorągwie i orzełki.
”Dziennik Bydgoski”, pomny styczniowych pomyłek podczas manifestacji styczniowych, zamieścił artykuł instruujący o barwach narodowych. Orzeł ma kolor biały, a tło czerwone. Odwrotnie tworzy karykaturę… Chorągwie itd mają przy końcu drzewca na pierwszym miejscu kolor biały, jako kolor orła, właściwego symbolu Polski. Chorągiew czerwono–biała, czerwony kolor przy końcu drzewca jest symbolem miasta Wiednia i narodowości południowej Austrii… Orzeł ma koronę na głowie, a nie nad głową. Orzeł bez korony jest herbem woj. poznańskiego i mazowieckiego. Starajmy się by jednolitość naszych symbolów była symbolem naszej jedności i zgody!
7 lutego przybył do miasta ponownie gen. Józef Dowbór–Muśnicki, dowódca armii powstania wielkopolskiego. Tym razem na poświęcenie sztandaru 6. Pułku Strzelców Wielkopolskich. Przypomnijmy, że Bydgoszcz była miastem garnizonowym. Od końca stycznia w starych koszarach pruskiego pułku grenadierów konnych ulokowano zgrabnych kawalerzystów. Ulice miasta rozweseliły się od licznie spacerujących ułanów – radował się ”Dziennik” – a oko mile jest uderzone porządnym i malowniczym ich strojem. Dowódcą ich był płk. Roman Pasławski.
Na gwałt organizowano polskie orkiestry, werbując ochotników drogą anonsów:
* Panowie Polacy, dzielni w orkiestrze smyczkowej i dętej zechcą się piśmiennie z dołączeniem życiorysu zgłosić. Zgłoszenia przyjmuje Władysław Masełkowski, ul. Dworcowa 90.
* Poszukuje się muzyków grających na instrumentach dętych, którzy mogą się natychmiast zgłosić do sztabu 1. pułku artylerii polnej w koszarach artyleryjskich przy ul. Gdańskiej.
* 61. pułk piechoty wielkopolskiej (7. p. Strz. Wlkp) poszukuje muzyków i to… [tu długie wyliczenie instrumentów, m.in. ”małego bębnistę”]. Szarża obojętna. Kapelmistrz 61/ 7 p. A. Kujawa.
* 2-gi Pułk Ułanów Wielkopolskich poszukuje muzykantów do kapeli półkowej grających na instrumentach dętych i rżniętych. Kandydaci mogą zgłaszać się w koszarach artyleryjskich przy szosie do Szubina.
Trwał huczny karnawał, pierwszy w Odrodzonej Polsce, i zbliżały się zapusty. Komendantura wydała zezwolenie na przedłużenie godziny policyjnej dla bawiących się na pożegnalnych balach. Czy jednak bydgoszczanie mieli gdzie się bawić w tych nie łatwych czasach? Z pewnością tak, gdyż na łamach ”Dziennika Bydgoskiego” co rusz zamieszczano ogłoszenia zachęcające do odwiedzenia lokali rozrywkowych bądź gastronomicznych. Schweizerhaus Okole – Największy etablissement balowy Bydgoszczy. Nowość! Oświetlenie elektryczne. Polecam mój lokal towarzystwom, familiom i do wesół do łaskawego użytku: Emil Kleinert. Do Domu Polskiego zapraszały polskie towarzystwa. Bawiono się w kręgu członków Towarzystwa Śpiewaczego ”Halka”, handlowców, kół towarzyskich, działaczy Towarzystwa Gimnastycznego ”Sokół”. W kasynie (ul. Wilhelmowska) spotkała się śmietanka: oficerowie z żonami, władze miejskie, przybyła nawet małżonka prezesa Rady Ministrów p. Leopoldowa Skulska. Wyjątkowo pozwolono na ulicach poruszać się do północy, a tolerowano w zapusty pobyt na ulicy bez przepustek nawet do trzeciej nad ranem.
Tańców towarzyskich i narodowych uczył – na prowadzonych kursach – Władysław Kochański, ”metr tańca”, mający zresztą ostrą konkurencję – tańców salonowych wyuczał M. Hirscheberger, a także pojawił się mistrz tańca K. Niedt. Potem korzystając z wyuczonych kroków tanecznych można było poszaleć na wesołej zabawie familijnej w soboty u Patzera (ul. Berlińska, późniejsza św. Trójcy), u p. Lindera na Dolinie nr 2, a zwłaszcza u Jakóba Wicherta w ”Starej Bydgoszczy” przy Rynku Rybackim. Ten restaurator szybko spolszczył nazwę ”Alt Bromberg” i spolonizował pisownię nazwiska.
Powoli coraz popularniejszą rozrywką stawało się chodzenie do kina. Otwarte były trzy kinematografy: Union na ulicy Gdańskiej 15 (vis-a-vis kościoła św. Pawła), Kammer–Lichtspiele (Mostowa 5) oraz Kristall–Palast (Gdańska 165). Pierwszy w rękach polskich, pozostałe niemieckie. Pojawiły się też pierwsze filmy zagraniczne najpierw z napisami polsko–niemieckimi, potem tylko polskimi. Ważne to w dobie filmu niemego. A tytuły filmów, mierzonych liczbą aktów, wręcz frapujące. W ostatnim ze wspomnianych kinematografów oglądać było można w lutym: ”Czarownice z Norderoog” – tragedię czteroaktową z Heddą Vernon, ”Gdy życie mówi nie” – dramat z Hildą Wörner w roli głównej, ”Bubu robi konkurencję” – krotochwilę z Kurtem Vespermannem, ”Judasza” – węgierski dramat, ”Damę z czarną rękawiczką” – romans awanturniczy, ”Kobieta potęgą roku” – ponoć berlińska sensacja sezonu 1920/21, gdyż koszty wykonania filmu sięgnęły 5.500.000 marek, ”Poezję i kiszkę pasztetową” – krotochwilę, ”Przyjaciółkę żółtego mężczyzny” z Mią May w roli głównej…
Sporo tego jak na jedno kino. Gdyż wyświetlano nieraz po dwa, trzy obrazy na jednym seansie i nie były one pełnometrażówkami. W Kristallu znalazły się też w lutym na ekranie dwa filmy dokumentalne: ”Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu” i ”Świnoujście – zdjęcia z natury”.
Tytuły w Kammer–Lichtspiele? Proszę bardzo: ”Max i szpieg” z Maxem Linderem, ”Tajemnicze gwałty” z mistrzem detektywnym Stuartem Webbsem, ”Chiffaunette” tragedia włoska, ”Porucznik Mückl” z Lią Lay, ”Małgorzata”, ”Wykluczony małżonek”, ”Odrzucony i pomszczony”, ”Platoniczne małżeństwo”. Dziwacznie tłumaczone na polski tytuły, komedio–burleskowe fabuły, czasem tragedie ”piękne”. Kto zachwyca się, że kino istnieje już sto lat, niechaj nie zapomina ile setek niedorzeczności i zakalców na celulojdowej taśmie uwieczniono w pogoni za zyskiem.
Teatr Polski, kierowany przez Ludwika Dybizbańskiego, nie miał jeszcze stałej siedziby, objeżdżał stale Pomorze i docierał nawet do Gdańska.
Wprawdzie galowe przedstawienie dnia 20 lutego 1920 r. urządzono w gmachu Teatru Miejskiego, ale wciąż znajdował się on w niemieckich rękach. Tylko jedno przedstawienie mogło odbyć się tam w języku polskim, a teraz przybytek ten służy znów tylko niemieckiej sztuce. Scena w ”Concordii” – na pierwszym piętrze – wypożyczana była polskiemu zespołowi, natomiast – o paradoksie! – na parterze występował niemiecki kabaret. I jeśli wierzyć dziennikarzom, nieraz polscy żołnierze tam, a nie na polskie przestawienie trafiali. Wreszcie – jak donosi jedyny polski dziennik – kosztem wielkich ofiar pieniężnych udało się przeprowadzić umowę z p. dyr. Biedermannem, na mocy której artyści nasi mogą dawać w teatrze miejskim po dziesięć przedstawień co pewien czas. Polską Melpomenę postanowiono później z kasy magistratu wesprzeć, przeznaczając po 500 marek za każdy polski wieczór na opłacenie kosztów. Dyr. Dybizbański pisał teraz z dumą, że Teatr Polski (w gmachu Teatru Miejskiego) występuje pod protektoratem Ministra b. Dzielnicy Pruskiej. Proponowano od 24 lutego ”Zemstę o mur graniczny” Fredry, ”Oj, mężczyźni, mężczyźni” komedię Kazimierza Zalewskiego, ”Mazepę” Słowackiego i ”Męża z grzeczności” Abrahamowicza i Ruszkowskiego…
”Dziennik” tak pisał o przedstawieniu komedii Zalewskiego: (…) Ściągnęła wczoraj do Teatru Miejskiego licznych widzów. Młodzież przybyła także choć przestrzegaliśmy, że nie jest to pokarm duchowy odpowiedni dla młodych pokoleń. Artyści wszyscy wywiązali się znakomicie ze swego zadania, a kreacji, jaką dał nam p. Stoma mogłyby pozazdrościć najpierwsze sceny europejskie.
Zaniepokojonych długością przedstawień widzów, lękających się godziny policyjnej, uspokajano: Na wypadek ewentualnego opóźnienia widowiska [zaczynały się o 7-mej wieczorem] kupujący bilet zaopatrzony będzie w przepustkę nocną, upoważniającą do przebywania na ulicy do godz. 11 i pół.
Sztuczkę ”Oj, mężczyźni…” skrytykowała bardzo ostro jedna z matek, która napisała pod adresem dyr. Dybizbańskiego: …w imieniu rodziców, którym chodzi o zdrowe wychowanie młodego pokolenia, prosić [sobie pozwalam], aby sztuk nieprzyzwoitych o dwuznacznej treści i nieprzyzwoitych pozach nie wystawiano na scenie polskiej. Dosyć zgorszenia szerzą niemieckie i żydowskie kabarety i kintopy. Niech teatr polski stoi na straży naszych dóbr moralnych i narodowych. Ta sztuka to obrażanie – stwierdza czytelniczka (”Dziennik Bydgoski” nr 53) – uszu i oczu naszych. Nie brakowało bowiem matron arcypoważnych i pozbawionych poczucia humoru.
Ogłoszenia drobne różnej były treści. Matrymonialne:
* Zmęczona samotnością i walką codzienną o byt, blondynka, inteligentna i muzykalna, 26 lal stara pomorzanka, pragnęłaby poznać mężczyznę w wieku lat 30–45, w którym mogłaby znaleźć szczerego przyjaciela, ewent. późniejszego męża. Sprawę traktuję poważnie.
* Kawaler, żandarm, 26 lat stary, blondyn, 1.73 mtr wysoki, posiadający 15.000 mk gotówki poszukuje, z braku znajomości, towarzyszki życia, najchętniej wżeniłby się w gospodarstwo od 30–50 mórg.
* Student pragnąłby się zapoznać z majętną panienką, któraby go chciała finansowo wspierać. Późniejszy ożenek nie wykluczony.
Powiada się, że na pierwszym miejscu jest serce i miłość, ale miejscowi kawalerowie nie owijali swego materializmu w bawełnę.
W rubryce Zguby znaleźć można było wiele osobliwych ogłoszeń:
* W sobotę rano zgubiłem cielaka od Klarheim do Bydgoszczy. Rzetelny znalazca niech zgłosi się L. Rotkowski, ul. Ludwiki 30.
* Zbiegł doberman (Rolf) czarny z brunatną piersią. Do oddania w prowianturze.
Różne:
* Suchoty i kołtun leczy w naturalny sposób B. Thiem. Bydgoszcz, Dworcowa 49.
* Trzy święte obrazy do sprzedania. Czyżkówko, Koronowska 21.
* Piękną płeć osięga się przez dobrze wykonany masaż, wszelkie masaże u I. Budzińskiego, Salon de Coiffure, pl. Teatralny 3.
No i te najsmutniejsze – Nekrologi:
* W piątek, dnia 27 bm o godz. 9 1/2 zasnął w Bogu, po krótkich cierpieniach, opatrzony Sakramentami św. Eugeni Schedlin Czarliński, radca zdrowia, powstaniec 1863 r. i więzień Moabitu, w 82. roku życia. O czym zawiadamiała żona z córką i synami.
Rodzina Czarlińskich należała do najstarszych rodów szlacheckich na Pomorzu, a zmarły był lekarzem oraz znanym działaczem narodowym, założycielem ”Sokoła” bydgoskiego w 1886 roku. ”Dziennik” napisał więc od siebie: … Zmarły występował zawsze jako dobry Polak i pozostawia jak najlepszą pamięć po sobie. Niech mu Pan Bóg da niebo! Rip.
Tak skończył się luty liczący 29 dni, gdyż rok 1920 był rokiem przestępnym.
Jerzy Nowakowski
cdn
