BYDGOSZCZ 2025: Luty. Zegary posunąć o godzinę… (3)
Zacznijmy od polityki, która trwale i burzliwie, wraz z niepodległością, wtargnęła w życie społeczne miasta. Wprawdzie długo jeszcze nie milkło echo styczniowych manifestacji patriotycznych – każdy powinien zadokumentować dla pokoleń albumem 50 zdjęć fotograficznych powitanie wojsk polskich w Bydgoszczy, jak ogłaszał mistrz kamery Tytus Piechocki – ale sprawy codzienne i pytania o kształt Polski Odrodzonej wysuwały się na pierwszy plan.
Pierwszy wiec poselski odbył się w Domu Polskim, gdzie wystąpił p. Juliusz Trzciński, delegowany z okręgu mogileńskiego (w pierwszym Sejmie polskim Poznańskie reprezentowali polscy posłowie do parlamentu niemieckiego a Galicję wschodnią polscy posłowie do parlamentu austriackiego tam wybrani), do którego Bydgoszcz należała. Niedawno wszak ”Dziennik Bydgoski” (nr 4) uskarżał się, że posłem bydgoskim wybranym w okręgu mogileńskim jest np p. Trzciński, którego ludność tutejsza mało zna, o którego poglądach politycznych wcale pojęcia nie ma, żądając szybkiego przeprowadzenia wyborów w okręgu nadnoteckim do parlamentu war-szawskiego. Otóż Trzciński był założycielem Narodowego Stronnictwa Ludowego – NSL w Wielkopolsce, grupującego wielkich posiadaczy ziemskich, a potem należał do klubu Narodowego Zjednoczenia Ludowego w Sejmie. Przyjechał przedstawić się i zdać relację z prac poselskich. Wiec zagaił Jan Teska, jako przewodniczący, zaś na ławników (taki bywał zwyczaj ustanawiania prezydium) wybrano Jana Cywińskiego i Władysława Dziurlę, a ”do pióra” powołano p. Banacha z ZZP.
Trzciński twierdził, że należy naśladować wzory niemieckie, bo dobre. Nie wolno iść zbyt daleko na Ukrainę, ale Białoruś powinna do Polski należeć, bo się do niej skłania. Przede wszyskim powinniśmy zająć się obszarami plebiscytowymi, których pozyskanie dla Polski jest rzeczą niezmiernie ważną. O upadku Ignacego Jana Paderewskiego, premiera i ministra spraw zagranicznych w 1919 roku, poseł powiedział, że odszedł, gdyż miał za miękką rękę a Polsce potrzeba człowieka z silną ręką. Wiec zakończono odśpiewaniem ”Boże coś Polskę”.
Opinie posła Trzcińskiego przypomnieli sobie później bardziej oczytani bydgoszczanie abonujący ”Dziennik Poznański”, który cytował 29 lutego opinie angielskiej ”Morning Post”: Piłsudski ma te same braki co i każdy żołnierz, wysuwający się poza szranki działalności militarnej, jest człowiekiem niezdatnym do oddania się szczerego idei demokratycznej. Demokratą z instynktu i ducha, z ciała i krwi, jest Paderewski. Ujawniło się to dopiero, gdy Paderewski przestał dzielić władzę.
W Bydgoszczy od roku działała już Polska Partia Socjalistyczna – PPS, ale kosym okiem spoglądano na nią w innych ugrupowaniach za ideę współpracy polskich i niemieckich robotników. Działało też Stronnictwo Mieszczańskie, związane ideologicznie z endecją oraz Narodowe Stronnictwo Robotników (przeciwne PPS) o rysach chrześcijańsko–demokratycznych. Jednym z posłów NSR był red. Edmund Bigoński, westfalak, późniejszy mieszkaniec Bydgoszczy. Wewnątrz tego stronnictwa toczyły się spory programowe, które miały doprowadzić później do jego rozłamu. ”Dziennik Bydgoski” uskarżał się przeto pod koniec lutego, że nasz ruch robotniczy przybiera formę czysto klasową i znajduje się na złej drodze.
Z radością informowano, że Feliks Nowowiejski, twórca Roty, skomponował rzecz śliczną – hymn ”Nasz Bałtyk” (ściśle: ”Hymn do Bałtyku”), uznany pospiesznie za narodowy. Kompozytor, rodem z Barczewa ale osiadły w Wielkopolsce, miał szczególną słabość do hymnów: powstał więc i warmiński, i kaszubski, i ten obecny określony hymnem floty polskiej.
Bydgoszcz od początku zainteresowana była przyłączeniem do Pomorza, gdzie mogłaby odegrać rolę donioślejszą niżeli w województwie poznańskim. Już w styczniu wspominano o tym, a teraz poseł Trzciński postawił w Sejmie wniosek nagły, żądając aby ministerstwo kolei żelaznej zamawiało sygnały kolejowe w kraju, a szczególnie w fabryce Viehbrandta w Okolu pod Bydgoszcz , gdzie brak zamówień groził falą bezrobocia w tym mieście, a ponadto proponując umieszczenie stolicy województwa pomorskiego w Bydgoszczy, a nie w położonym na krańcach Toruniu. Obecny kształt województwa pomorskiego – twierdził nie bez słuszności – składającego się z 17 powiatów (a nawet dobry wynik plebiscytu na Warmii niewiele powiększy przestrzeń województwa) należy zmienić, przyłączając doń powiaty bydgoski, wyrzyski, inowrocławski i strzelecki z Poznańskiego oraz nieszawski, włocławski i rypiński z Warszawskiego. Stało się to – jak wiadomo – dopiero w kwietniu 1938 roku, co pokazuje jak długo trzeba było czekać na realizację rozsądnego projektu.
Bacznie obserwowano wkraczanie wojsk polskich do kolejnych miast na Pomorzu. I znane było polecenie ks. Edmunda kard. Dalbora, Prymasa: Rozporządzam, aby w dniu w którym wojska nasze wezmą w posiadanie brzeg morski, dzwony kościołów polskich dzwoniły w południe przez kwadrans. Kiedy 10 lutego żołnierze przybyli nad Bałtyk do Pucka rozdzwoniły się kościelne dzwony! A gen. Józef Haller dokonał symbolicznych zaślubin Polski z Bałtykiem, wjeżdżając konno w morze i wrzucając platynowy pierścień w jego toń.
W lutym Sejm Ustawodawczy uchwalił budowę portu na lewym brzegu morza, skoro Anglia narzuciła nam nowotwór Gdańska.
Spór o to jakie miasto uczynić miastem stołecznym Pomorza trwał nie tylko między Bydgoszczą a Toruniem i Grudziądzem. Pretendował do tego miana również Tczew. Wniosek w Sejmie w tej sprawie – posła Jana Dąbskiego i innych z PSL – tak motywowano:
Toruń leży ekscentrycznie;
ma komunikację z lewym brzegiem Wisły bardzo niewygodną (pow. kartuski, wejherowski, pucki);
leży najdalej od Gdańska, który zawsze pozostanie kulturalnym i gospodarczym ośrodkiem Pomorza;
Toruń nie posiada stosownych budowli;
leży najdalej od wybrzeża morskiego. (…) Bliskość stolicy województwa pomorskiego oddziaływałaby zbawiennie na żywioł polski w Gdańsku oraz na polską ludność pomorską. Tczew liczył wtedy 20.000 mieszkańców, ale miał znakomite połączenia kolejowe z Gdańskiem.
Na ziemiach dawnego zaboru pruskiego wprowadzono do obiegu markę polską zamiast niemieckiej. Kurs początkowo wynosił 1:1, marka polska równa była niemieckiej. Stanowiło to swoistą rewolucję w rozliczeniach i handlu w Wielkopolsce, gdyż trzeba się było przyzwyczaić do nowych biletów Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej. I co gorsze, ”Dziennik Bydgoski” ostrzegał przed falsyfikatami dwudziestomarkówek. Nie mają żadnych znaków wodnych i są one ciemniejsze niż prawdziwe. Końcowe ”o” przy słowie Kościuszko pod odbitką jest źle wykonane, prawie nieczytelne. – Donnerwetter, żadne buty! – irytowali się kupcy bydgoscy, nie mając na myśli bynajmniej branży obuwniczej.
W urzędach pocztowych przez dłuższy czas używano znaczków niemieckich i polskich, gdyż brakowało arkuszy marek pocztowych dostarczanych z Warszawy. Opłata za list do Niemiec wynosiła 20 fenygów, pocztówka 15. Z tym, że frankując przesyłki nie wolno było mieszać znaczków poczty polskiej z niemieckimi, a potem wymieniać znaczków (marek pocztowych) niemieckich na gotówkę.
Rozporządzenie w sprawie pieniędzy wydał komendant miasta płk Butler, informując jednocześnie iż z 4 na 5 lutego trzeba przesunąć zegary o godzinę naprzód, aby na obszarze całej Rzeczpospolitej obowiązywał jednolity czas. Nastały więc… nowe czasy.
Dlaczego owa zmiana? Otóż rozporządzenie prezesa Rady Ministrów RP (”Monitor Polski” nr 214 – 1919 r.) utrzymało w mocy na cały rok czas letni wprowadzony od 15 marca 1919 roku, gdy w dzielnicy pruskiej obowiązywał czas środkowo–europejski. Ministerstwo b. Dzielnicy Pruskiej (patrz ”Dziennik Urzędowy Ministerstwa…” poz. 84) wydało więc rozporządzenie ”o rachubie czasu na obszarze b. dzielnicy pruskiej”, nakazujące 16 lutego wszystkie zegary w terenach zajętych po ratyfikacji traktatu pokojowego posunąć o godzinie drugiej w nocy o godzinę naprzód. Nakaz komendantury bydgoskiej przeto wyprzedził ministra!
Ograniczenia w przywozie żywności z innych powiatów i niedostatek towarów powodowały groźny wzrost cen. ”Obłożenie sera aresztem” – informował ”Dziennik”, pisząc o kupcu, który sprzedawał takowy po cenach lichwiarskich. Zakupił po 5,75 mk a sprzedawał po 12 i 14 mk za funt.
Komendantura miasta wzięła się więc energicznie za walkę z paskarstwem, brakiem dyscypliny i niemczyzną. Kupiec Karol Gelke za przekroczenie cen i lichwiarstwo (obowiązywały ceny maksymalne) ukarany został grzywną 300 mk; Władysław Paszka za przekroczenie godziny policyjnej i obrazę żandarma (od 1 lutego godzina policyjna: 10 wieczorem zamykanie wszystkich lokali, teatrów itd, ruch uliczny ustaje o 10.30) – 50 mk; kupiec Max Jakob za nieprzyjmowanie polskich pieniędzy – 200 mk; właściciel Lede z Bydgoszczy za obrazę żołnierza polskiego – 300 mk. Lista ukaranych grzywnami stale się wydłużała.
Racjonowano też zużycie elektryczności i gazu. Urząd węglowy ogłosił, że w każdem mieszkaniu lub pokoju sypialnym zaprowadzonego światła tylko jedną gruszkę lub jedną lampę gazową używać wolno. Gruszki lub paliska gazowe, które się nie używa mają być usunięte. Zresztą gaz wciąż drożał. Najpierw płacono 1,20 mk za metr kubiczny, a od 1 marca – za zgodą magistratu – zapowiedziano cenę 2,15 mk. Brak węgla już w końcu stycznia spowodował ograniczenie ruchu pociągów i zawieszenie ruchu osobowego. Dostawy węgiel z Górnego Śląska napływały nie-regularnie i opieszale, co wiązało się z sytuacją polityczną w Niemczech i sporem o przyszłą przynależność państwową tego obszaru. Niepocieszająco brzmiała wiadomość, że z powodu braku węgla stanęła gazownia w Toruniu. A elektrownia bydgoska pilnie potrzebowała dostaw węgla.
Rozwiązano straż obywatelską w Bydgoszczy i wszystkie uprawnienia przeszły w ręce władz wojskowych. W całej b. dzielnicy pruskiej obowiązywał ”stan oblężenia”. Dowódca grupy północnej frontu wielkopolskiego płk Jasiński oraz komendant miasta nakazali usunąć natychmiast napisy, godła i emblematy państwa pruskiego, tak z gmachów publicznych, jak z domów prywatnych i zastąpić takowe polskimi. Domagano się, żeby przemalować do 15 lutego godła firmy i napisy w składach i sklepach na polskie – dozwala się obok napisu polskiego równocześnie także niemiecki. No i najważniejsze: zaopatrzyć w czasie do 15 lutego wszystkie ulice i place miasta i przedmieść w polskie napisy, zaś noszące rdzennie niemiecki charakter usunąć i zastąpić nazwami o brzmieniu i charakterze polskim. Później użalano się na niepoprawne i zniekształcone napisy na ul. Gdańskiej, gdzie polecano ”handel meblamy”, ”stołowe obiady ”, ”interes kapeluszów” albo ”artykuły spożywsze”.
Wzywamy ludność polską, aby w tramwajach rozmawiała po polsku – pisał ”Dziennik Bydgoski”, gdyż nasi rodacy, wychowani w niemieckich szkołach, a także ”szafnerzy tramwajowi” zwykli często posługiwać się na codzień niemczyzną. To gniewało patriotów. Podobnie jak używanie języka niemieckiego w magistracie, gdzie brakowało urzędników władających płynnie, w mowie i piśmie, polskim.
Jerzy Nowakowski
cdn
