BYDGOSZCZ 1920: Styczeń. Witamy Orła Białego! (1)
Dzień 1 stycznia 1920 roku wypadł w czwartek. Z niecierpliwością oczekiwano na ratyfikację Traktatu Wersalskiego, który – podpisany w czerwcu 1919 roku – przewidywał włączenie ziem nadnoteckich i Pomorza w granice Rzeczypospolitej Odrodzonej. ”Dziennik Bydgoski”, jedyne polskie pismo w mieście nad Brdą, tak przeto pisał w artykule wstępnym:
Dosiego Roku! Na wieków zegarze wybiła nowa godzina, narodził się Rok Nowy. Czas odwinął nową kartę, aby na niej skreślić dalszy ciąg dziejów. Po krwią przesiąkłych, łzami oblanych kartach ostatniej wojny, odwrócona karta, na której złotemi głoskami zapisany ma być wyraz pokój.
Jeszcze po niemiecku drukowano obwieszczenia i rozporządzenia magistratu. O rezygnacji, w tym roku, z wysyłania życzeń noworocznych i przeznaczeniu pieniędzy przewidzianych na ten cel na ”bydgoską biedotę” czyli zakup odzieży dla najuboższych bydgoszczan, o kartkach na cukier dla niemowląt (3 funty po 65 fenigów za funt), o przydziale kaszki pszennej (250 g) i dwóch kostek zup Maggi. Istniał bowiem – i trwać miał przez następne miesiące – system racjonowania żywności oraz tekstyliów i opału. Znaczki chlebowe, jak przypominano w ”Dzienniku Bydgoskim”, istniały już pięć lat, wprowadzone wojennymi zarządzeniami w 1915 roku na chleb i mąkę.
Bydgoszcz liczyła, według statystyk z 1919 roku, 65.000 mieszkańców, przy czym żywioł polski – poza osiadłymi Niemcami i urzędnikami pruskimi – odgrywał ważną rolę w życiu gospodarczym miasta. Z całostronicowych ogłoszeń dziennika dowiedzieć się można, jakie to kupiectwo polskie poleca się łaskawej uwadze Szanownej Publiczności. A firm istniało bez liku: cztery banki – Bydgoski, Dyskontowy, Ludowy i Przemysłowy oraz liczne fabryczki i fabryki. Godzi się przypomnieć chociażby W. Weynerowskiego i Syna – obuwia przy ul. Sedanu, Kazimierza Mazgaja – karmelków i marmelady, ul. Średnia 62 i Garncarska 13, Antoniego Pilińskiego – musztardy, ul. Wiktoryi 16, Józefa Milcherta – likierów, ul. Poznańska 5, a także tej samej branży Władysława Zakrzewskiego – ul. Nowofarna 5 oraz Józefa Zawitaja – lejarnia brązu i mosiądzu, ul. Dworcowa 66. I siedem hurtowni, m.in. Maksymiliana Sentkowskiego – towarów kolonialnych, A. B. Lewandowskiego – artykułów drogeryjnych, Franciszka Chudzińskiego – cygar, papierosów i tytoniu. Istniały też cztery polskie księgarnie: Jana Teski przy ulicy Dziedzińcowej 3, Bydgoska – Leona Posłusznego (mająca dwa sklepy), Franciszka Kiedrowskiego przy Fryderykowskiej 49 i Tomasza Hoffmanna, ul. Gdańska 45. Niemieckie atelier fotograficzne Samson & Co, którego zdjęcia na grubym papierze znaleźć można w albumach starych bydgoszczan, przekształciło się w zakład Tytusa Piechockiego (ul. Gdańska 143 i Bismarka 1).
Składy (tak wówczas pisano o sklepach) dowodziły, że nasi rodacy są gospodarzami na tej ziemi. Wymienię chociażby drogerię pod Gwiazdą I.W. Kotlęgi, ul. Dworcowa 13, skład garderoby męskiej B. Cyrusa, ul. Gdańska 155, zegarków, gramofonów i płyt Henryka Kaszubowskiego, ul. Fryderykowska 29, Wiedeński Bazar z kapeluszami dla panów Władysława Dziurli, pl. Teatralny 4, a filie na Gdańskiej i Mostowej, skład cygar, papierosów i tytoniu Jana Nagla, ul. Dworcowa 18 D, czy rzeźnicki Antoniego Chwiałkowskiego, ul. Dworcowa 81. Jedyne polskie kino, czyli ”teatr świetlany”, prowadził – pod nazwą UNION – Wacław Szkaradkiewicz przy ul. Gdańskiej 15. Polskie mieszczaństwo, które stanowili kupcy i przedsiębiorcy, czekało niecierpliwie na wkroczenie wojsk polskich.
W noworocznym numerze ”Dziennika” życzenia Dosiego Roku swym klientom składali: salon de coiffure Ignacego Budzińskiego, Franciszek Jakubowski – mistrz piekarski, Bracia Szulz przy ul. Elżbiety 25, Jakób Wichert z ”Alt Bromberg”, Adam Bukolt – interes towarów kolonialnych na Okolu, Jan Rux na Nowym Rynku, firma Chudziński i Maciejewski….
Zapraszano natomiast, gwoli rozrywki, na przedstawienie amatorskie Towarzystwa Terminatorów w Domu Polskim, gdzie wystawiano ”Poczciwego młynarza czyli kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada” (obrazek ludowy w trzech aktach) oraz ”Żyda w beczce” (krotochwila jednoaktowa z śpiewami). Jednocześnie zaznaczano PT Publiczności : podczas przedstawienia uprasza się o spokój. To była propozycja na dzień 4 stycznia. Przedstawienie, jakie później tak oto zachwalał ”Dziennik”: …Sztuki te, jak najstaranniej wyćwiczone i tylko zapewnić możemy, iż zadowolą każdego. Mamy nadzieję, iż każdy jak jeden mąż pospieszy do Domu Polskiego, by o pracy towarzystwa tegoż się przekonać i popierać szlachetne cele młodzieży.
Dom Polski nie tylko takim wzniosłym celom służył. W Trzech Króli zachęcano udać się tam wieczorem, gdyż… Aktualnie! Wieczór eksperymentalny! Telepatia, hypnoza, magnetyzm, spirytyzm. Tylko jedno wystąpienie znanego telepata i hypnotyzera Apolinarego Semrau’a. Zapowiadano czytanie myśli, jasnowidzenie, lewitację. Część zysku na cel ”Polskie dzieci”. Sala dobrze ogrzana. Bilety po 5, 4, 3, 2 i 1,50 marki u p. Posłusznego i w księgarni Ludowej (ul. Pocztowa).
Doktor Władysław Czarnowski ogłaszał się: Wróciłem, przyjmuję chorych jak zwykle – lekarz praktyczny, ul. Fryderykowska 32. Czy jesteście zdziwieni nazwami ulic? To po prostu tłumaczenie nazw niemieckich , dość długo tolerowanych w Bydgoszczy. Ulica Fryderykowska czyli Friedrichstrasse – to obecna Długa. Dziedzińcowa albo Hofstrasse to obecna Jana Kazimierza. Średnia czyli Mittelstrasse – to Sienkiewicza. Sedanu czyli Sedanstrasse wszak to Chocimska. Wiktoryi lub Victoriastrasse to Królowej Jadwigi, Elżbiety czyli Elisabeth–Strasse to dzisiejsza Śniadeckich. Bismarka – Bismarck–Strasse to Słowackiego. Natomiast Dom Polski mieścił się przy ul. dr. Emila Warmińskiego, zwanej wcześniej Gamm–Strasse, której druga połowa za Dworcową – na cześć znanego bydgoskiego fabrykanta mydła i radcy miejskiego Emila Gamm, fundatora na biednych, zachowała dawną nazwę w okresie międzywojennym. Tyle objaśnień praktycznych.
Kiedy wkroczy wojsko polskie do miasta? – niecierpliwiono się, pragnąc jak najśpieszniej wypędzić niemczyznę. Ratyfikacja jakby się odwlekała, gdy wreszcie ”Dziennik Bydgoski” (nr 9 z 13.I.1920 r.) wielkim tytułem oznajmił: Pokój! Wymiana dokumentów ratyfikacyjnych nastąpiła w sobotę.
Kupcy od co najmniej tygodnia zachęcali do zakupów patriotycznych:
* Wkrótce można się spodziewać naszych zuchów. Niech każdy jak najprędzej zaopatrzy się w odznaki narodowe. Polecam takowe i to: orzełki na czapki i w krawatki i in. Henryk Kaszubowski, ul. Fryderykowska 29.
* Wiersze ku czci zmartwychwstałej Polski i na powitanie żołnierzy polskich do nabycia w Dzienniku Bydgoskim.
* Witam oswobodzicieli w Wolnej Zjednoczonej Polsce okrzykiem: niech żyje cała Polska! T. Piechocki, fotograf, właściciel firmy Samson & Co, Gdańska 143, narożnik ul. Bismarka, tel.1286.
* Chorągwie narodowe w różnych wielkościach po przystępnych cenach. Chudziński & Maciejewski.
Tymczasem polski podkomisariat okręgu nadnoteckiego w Bydgoszczy apelował do rodaków, żeby okazali dyscyplinę i spokój. Uszanujcie uczucia waszych współobywateli innej narodowości. Okażcie, że zaniepokojenie ludności niemieckiej jest bezpodstawne, że umiecie uszanować ich życie i mienie bez względu na język i wyznanie waszych współobywateli. Zbiorowiska uliczne stają się w tych ostatnich godzinach rządów niemieckich zabronione, zaś posiadaną broń i amunicję należy zdać władzom. Dzieci niechaj pozostaną w domu. Apel podpisał radca Melchior Józef Wierzbicki, znany działacz narodowy. Apel do obu narodowości – po niemiecku i polsku – podpisał Fritz von Bülow, prezes rejencji bydgoskiej. W interesie żadnej ze stron nie leżało wywoływanie zatargów i awantur. Na wszelki wypadek burmistrz Hugo Wolff wprowadził zakaz wyszynku alkoholu w mieście, gdyż ten łatwo ludziom do głowy uderza i o zwadę łatwo. Ostrzegano też w dzienniku, żeby w godzinach uroczystości pilnować mieszkań i strzec się rzezimieszków, którzy hulają pod nieobecność świętujących patriotów.
Teatr Polski, występujący w sali Concordii przy ul. Wilhelmińskiej (teraz Jagiellońska), którego dyrektorem był Ludwik Dybizbański, zapowiadał na styczniowe dni interesujący repertuar: ”Gdy zabrzmią trąby Chrobrego” (pióra znanej zaszczytnie literatki p. Stefanii Tuchołkowej z Bydgoszczy, utwór napisany językiem gładkim i potoczystym, pełen niezwykle pięknych epizodów, przy tym odznaczający się szlachetną i wysoce patriotyczną tendencją – premiera 15 stycznia była gorąco oklaskiwana przez obecnych, wręczono piękne kosze kwiatów autorce, szkoda wielka, że publiczność nie dopisała), ”Polskie swaty”– operetkę Dominika, ”Betleem Polskie” Rydla, ”Męża z grzeczności” komedię Ruszkowskiego, ”Mazepę” Słowackiego, ”Placówkę” według Bolesława Prusa oraz ”Sędziów” i ”Warszawiankę” Wyspiańskiego.
Oczekując na wojsko polskie odnotowywano też niemiłe wieści. O tym jak 8 stycznia policja kryminalna na Szreterach ujęła dwóch złodziei koni, którymi byli żołnierze Grenzschutzu Hermann Bange i Wilhelm Fischer, grasujący w majątku Ludwikowo pod Nakłem. I o awanturze żołnierzy niemieckich, którzy niszczyli 17 stycznia dekoracje przygotowane na rynku w Bydgoszczy. W związku z tym ukazało się ogłoszenie: Wysoką nagrodę zapewnię temu, który dopomoże mi w wypośrodkowaniu oszczercy, głoszącego bezpodstawnie, że ja lub moja żona mamy cobądź do czynienia z ścinaniem słupów na pl. Fryderykowskim. Izydor Rosenthal, właśc. Julius Friedländer. A także drugie: Niniejszym przestrzegam każdego o rozszerzaniu pogłosek, jakobym ja pożyczył piłę do zrzynania drągów do dekoracji miasta na przyjście wojsk polskich. Oświadczam, że ani ja ni żaden z mego personelu coś podobnego nie czynił. Każdego, kto rozszerzać będzie tę zmyśloną bajkę ścigać będę sądownie. Simon Schendel, pl. Fryderykowski.
Jerzy Nowakowski
cdn
