Nie każdy śpi, kto chrapie
Na Gościńcu, w osadzie położonej przy Szlaku Litewskim, przed leśną rzeką Bobrówką, stała karczma. Właściciel karczmy słynął z przebiegłości i chytrości. Chorował, jak nikogo nie oszukał. Tutejsi go znali, a obcy o tym nie wiedzieli. Jednego razu pewien młody szlachcic wybrał się w daleką podróż. Chciał zobaczyć, jak żyją ludzie w obcych krajach i nauczyć się od nich wielu rzeczy, których jeszcze nie znał. I tak konno sobie podróżował.
A że jechał traktem, to tą karczmę mijał, dojechał do tej karczmy, a stała tuż przy samej drodze. Karczma była mu na rękę, chciał odpocząć i czegoś się napić. Był mocno strudzony podróżą, nawet nie usłyszał wołanie chłopca stajennego, który chciał mu coś powiedzieć. Konia tylko mu zostawił, by się nim zajął.
– Panie, uważajcie na gospodarza, bo chciwemu nigdy dosyć – powiedział z cicha chłopiec, ale ten nie usłyszał, bo już podszedł do wychodzącego z karczmy właściciela, by się z nim przywitać.
– A znajdzie się dla mnie miejsce na nocleg, dobry człowieku? – zapytał
Karczmarz języka w gębie zapomniał, nic się nie odezwał, bo od razu zauważył u panicza torbę dobrze upchaną, którą panicz kurczowo przy sobie trzymał. Panicz tego spojrzenia na razie nie zauważył, wszedł wesoły do środka, krzycząc, że głodny i kazał szybko przynosić jedzenie. Usiadł do kolacji, torbę na ścianie powiesił i na ławie usiadł. Gospodarz zauważył, że podróżny i konia ma dobrego, i siodło bogato wyłożone, a jak płacił to pieniądze wyciągał z tej torby dobrze upchanej.
– Torbę pieniędzy ma! – jak pomyślał i tak głośno sam do siebie powiedział.
Zadziwiło trochę karczmarza, że nieznajomy nic się nie targował, a przecież powiedział wysoką cenę za nocleg i posiłek. Spokoju już nie miał, i chodził, wychodził, znów wchodził i ciągle na torbę spoglądał. Nagromadzone pieniądze raczej nie służą, ale raczej panują.
Jednak szlachcic zauważył niespokojne spojrzenia gospodarza i postanowił być ostrożnym.
Gdy światło zgaszono, zrobiło się cicho, wszyscy już posnęli, wtedy podróżny zdjął torbę ze ściany i położył koło siebie. Już miał zasnąć, gdy nagle usłyszał ciche szturchnięcie ławą. Zaraz się rozbudził się i nadsłuchiwał. To karczmarz wstał po cichutku, i macał po ścianie i torby szukał. A gdy wymacać jej nie mógł, ponowił próbę, z lekka wskrzesił ogień, przyświecił sobie, by lepiej zauważyć, w którym miejscu wisi torba, lecz szlachcic znów go przechytrzył, bo torbę na ścianie zawiesił i sam się niby trochę budził. Zapamiętał karczmarz już dobrze miejsce, światło zgasił i nadsłuchiwał spokojnego chrapania szlachcica. Z dobrą chwilą, powolutku wstał z łóżka i na palcach dopadł do ściany znowu szczęścia próbował.
Ale panicz znowu go uprzedził, bo torbę powolutku zdjął ze ściany i położył przy sobie.
Młodzieniec cieszył się z takiej zabawy, sen mu całkowicie odleciał, a karczmarz gniewał się, sapał i mruczał, bo nie mógł torby wymacać i mówił sam do siebie:
– Przecież na pamięć znam ścianę, a znaleźć nie mogę, chyba ją złe ukrywa.
Całą noc nie przespał, fukał do żony, gdy próbowała przytulić się do niego.
– Daj mi babo spokój. Tobie tylko głupoty w głowie, a nie interes.
– Nie chcę być złodziejką, bo i ten co kradnie i ten, co złodziejowi drabinę trzyma też jest złodziejem – przygadała mężowi. Obruszył się na żonę i plecami się do niej odwrócił.
Aż rankiem na podwórzu dopadł szlachcica z torbą przerzuconą przez ramię. Podbiegł do niego i zapytał:
– Mości panie, tak szybko uciekacie, a dokąd to jedziecie, ha?
– Do cudzych krajów dla poleru i zdobycia rozumu większego.
– Oj, mości panie! – krzyknął karczmarz – i tutaj widzę go dosyć macie, nie trzeba wam po obcych krajach szukać.
– Człowiek podróżuje w poszukiwaniu tego, czego potrzebuje.
I tym sposobem nauczył karczmarza, że nie wolno okradać gościa, lecz dbać o jego majątek.
Nauczył i siebie rozumu, wiedząc, że nie każdy śpi kto chrapie. Długo nazywano karczmarza Torbą Cielęcą. Jeśli ktoś kogoś pytał, gdzie jedzie, a jechał do karczmy, ten odpowiadał:
– A do Torby Cielęcej jadę.
Celina Rapa
NGP 2016
