Chwile zamknięte w słowa
To już kolejna książka sztokholmskiego autora z serii eseistycznej. Tym razem nieco poszerzona o krótkie opowiadania, które jednak z eseistyką mają wiele wspólnego. „Momentum” Andrzeja Szmilichowskiego (Jordana) to ciekawa pozycja na polonijnym rynku wydawniczym.
Mówi się, że dobra eseistyka, potrafi łączyć erudycyjną polemikę i wyrafinowany styl z celnymi metaforami. Taka jest książka Szmilichowskiego – świetnie wpisuje się w te ramy. Książka ma w sobie coś z dziennika pełnego przemyśleń, z płynną – w dobrym znaczeniu – sztukę interpretacji rzeczywistości. W jednym z esejów pisze:
Uważam, że spędziłem dobre lata, a parę chwil nawet lubię. Myślę, że sporo ludzi może podobnie powiedzieć o sobie. Może nie potrzebujemy wiele, by życie życiu wyszło? Nie są potrzebne nowe ścieżki, wystarczy odkurzyć stare, wszak wszystko się łączy ze sobą i zazębia. Wielki Nitzche pisał: Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie.
Ten specyficzny „dziennik” Szmilichowskiego jest literacko jasny, zmusza czytelnika do zastanowienia się nad opisywanym zjawiskiem, jest wreszcie pełen zaskakujących, trafnych konkluzji. Jak ta o polskiej historii, którą nie da się opowiedzieć bez konia (rozdział: „Dwa grosze rozumu”).
Koń w galopie, koń w leniwym stępie, koń u ułanem pod okienkiem pana Kossaka. Koń z pługiem, za platformą z bekami piwa czy lagami lodu. Koń węgalrz, koń chłop, koń arystokrata, koń żołnierz”. Takich opisów i przypomnień jest w książce wiele. Autor jest bowiem uważnym obserwatorem naszego życia, wie, że każda chwila (każde momentum) i „każdy krajobraz” zmienia się szybko. „Za szybko. Gdzieś zniknęły parostatki na Wiśle, owijające się o brzasku słońca pępowiną dymu, zniknął ostry dźwięk końskich podków na bruku. Na leśnych polanach rosiadły się fabryki zmieniające las w papier, a powietrze wypełniła cisza, drgająca elektronicznymi impulsami. Zadyszane myśli cofają się, przegrywając z gorączkowym pośpiechem i pędem do nikąd”.
Virginia Woolf napisała kiedyś, że piszemy nie palcami, lecz całą swą osobą. Tak jest w przypadku Szmilichowskiego. Jego obserwacje życia z pewnością pozostaną z nami na dłużej, bo (nie ujmując mu niczego) jego język i umiejętność celnych spostrzeżeń, wraz u upływającym czasem, staje się bardziej spokojna, trafna i literacko sprawna. Aż żal, że taka książka nie wydana została w Polsce – gdzie mogłaby trafić do szerokiego grona czytelników – a w Sztokholmie. Widać zresztą, że autor jakby dojrzewał w każdej kolejnej książce: coraz mniej jest moralistyki, coraz mniej skomplikowanego języka, coraz mniej „świata magicznego” i „healingu” – jest za to mądra publicystyka pisana dobrym językiem.
Udało mi się ominąć siły zła, tylko ponieważ mam podejrzenie, iż wielkość rodzaju ludzkiego oparta jest na fałszu. Mam oczywiście na dzieję, że to co absurdalne i zbrodnicze, kiedyś przegra, ale stanie się tak nie za przyczyną człowieka, a tylko dlatego, że ukryta struktura rzeczywistości jest rozumna i sprzyja naturze, której mamy szczęście być – nie rozumiejąc, że to przywilej – częścią. (Z rozdziału „Grzeszne cnoty”).
Jak zwykle Andrzej Szmilichowski wiele miejsca poświęca swojej relacji z religią, z Kościołem. To relacja trudna, pełna pytań i wątpliwości.
Może jesteśmy tworem jakiegoś innego Cudu, a dobrotliwego Boga wymyśliła grupa sprytnych i wyrachowanych „na pożytek swój zbawienny”?” W eseju „Mój umysł moim kościołem” czytamy: Wiele Polek i Polaków zmaga się z wiarą. Katolicyzm przestaje mieć w ich życiu znaczenie, utracił moc przydawania sensu temu, czym żyją. To oznacza, że katolicyzm przestaje być częścią składową „polskości”, a staje się uosobieniem infantylizmu i niedojrzałości, ancjonalizmu i antysemityzmu. Innymi słowy – katolicka religijność przestaje być czymś, co należy traktować pobłażliwie.
W tym ostatnio wydanym tomie (autor ma na koncie już niemal 20 pozycji książkowych) każdy pewnie znajdzie coś dla siebie, odczyta własne myśli, bądź będzie zmuszony do zastanowienia się. Szmilichowski pisze bowiem o sobie, ale jego myśli są uniwersalne. Każdy z nas często zastanawia się nad podobnymi problemami.
Na szczęście ominęło mnie to, co dotyka wielu – śmieszne nadymanie się sukcesem. Śmieszne, ponieważ każde, nawet największe osiągnięcie, dzieje się wczoraj, a czas pędzi i dzieli twarde nauki – nikt nie jest bardziej głuchy niż ten, kto nie chce słuchać!
To swoiste spojrzenie na własne (i nasze) życie przez pryzmat słów. Maja Kossakowska napisała kiedyś, że „w księgach, […] mieszka przeszłość”. Ta przeszłość określa też teraźniejszość, bo to, co zapisane staje się w pewien sposób rzeczywiste; utrwala chwilę, będąc jedynym zapisem tego, co natychmiast znika. „Stanowią o nas samych, gdyż pozostaniemy w pamięci potomnych takimi, jakimi nas opisano”. I taką książką jest „Momentum” – szczerą i intelektualną.
Tadeusz Nowakowski
Andrzej Szmilichowski: Momentum. Wola chwili. Polonica, Sztokholm 2025, s. 257
Książkę można zamówić u Autora:
Książkę napisałem! Nosi tytuł „MOMENTUM. Wola chwili”
I zawiera felietony i eseje, oraz śliczne opowiadanka.
W przypadku, gdyby Wasza ciekawość przekroczyła rozsądek i chcielibyście książkę kupić, proszę na mój adres mailowy:
andrzej.szmilichowski@gmail.com
przysłać swój adres pocztowy i na Swish (0707532023) wpłacić 120 SEK
a nieomal momentalnie MOMENTUM zapuka do drzwi!
Andrzej Szmilichowski
