Suplement o Nowakowskich, o Titanicu

0
rodzina_bdg

O Stanisławie Nowakowskim napisano ostatnio wnikliwą pracę magisterską na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Jej autorem jest Zbigniew Paweł Babiński z Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych u prof. dr Stanisława Achremczyka. Szkicuje ona sylwetkę Nowakowskiego jako działacza narodowego na Warmii oraz dziennikarza w Olsztynie i Bydgoszczy, cytując obszernie bibliografię i liczne archiwalia. Wzbogacając także moją wiedzę rodzinną o nim, jako syna.

Śrem nad Wartą, dziś miasto z ponad 750-letnią przeszłością, gdzie urodził się Stanisław Nowakowski w 1889 roku, liczył wtedy około 6000 mieszkańców, z czego większość stanowili katolicy. A miasto pod pruskim zaborem tętniło życiem polskim, przy czym około 120 sklepów znajdowało się w rękach polskich.

Stanisław Nowakowski należał w rodzinnym Śremie do gniazda Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, które działało tam od 1893 r. W „Dziejach Śremu” widnieje nieznana dotychczas fotografia grupowa z 1909 r., gdzie łatwo można rozpoznać Stanisława Nowakowskiego (wtedy dwudziestolatka). Zespół gimnastyczny prezentuje się w strojach gimnastycznych, upozowany do zdjęcia z dr Sewerynem Matuszewskim (1879-1939) na czele.

Stach już w wieku 16 lat został uczniem drukarskim w dwujęzycznej (po polsku i niemiecku) gazecie powiatowej „Schrimmer Kreisblatt”, jaka ukazywała się w tym miasteczku od 1853 roku. Gazeta, będąca tygodnikiem, wychodziła w każdą środę, składana w drukarni Hermana Schwantesa, mieszczącej się przy ul. Kościelnej w Śremie. Tam też młody Nowakowski odbył czteroletnią praktykę zecerską. Droga do dziennikarstwa prowadziła bowiem w tamtym czasie najczęściej przez drukarnię, gdzie – czego sam doświadczyłem – zecerzy oraz metrampaże byli przyjaciółmi redaktorów i pierwszymi krytycznymi czytelnikami ich artykułów.

Przypominam sobie, iż w naszym domu rodzinnym wspominano kiedyś także o pracy Ojca u adwokata. To pozwoliło mu później – jak sądzę – lepiej zrozumieć otaczający świat i problemy społeczne.

Rodzina Nowakowskich cieszyła się w Śremie poważaniem. Adam Nowakowski (1860-1920) – ojciec trzech synów i córki, a mój dziadek Adam – jak wspominałem – zdobył w 1896 r. tytuł „króla kurkowego”, zaś rok później uczestniczył w otwarciu nowej strzelnicy śremskiej, poświęconej uroczyście przez ks. Piotra Wawrzyniaka. Tam, zgodnie z tradycją, oddał pierwszy strzał honorowy. Nie dysponuję jego zdjęciem, a jedynie odbitką, gdyż oryginał trafił do Muzeum Ziemi Śremskiej. Matka Adama była wprawdzie z pochodzenia Niemką, lecz trzech synów – jak pisze kronikarz rodziny – [Adama, Ignacego i Aleksego] wychowała na gorących polskich patriotów, a ci z kolei ducha narodowego wpajali swoim dzieciom. Autor pracy magisterskiej zgłębia strukturę stosunków panujących w zaborze pruskim w ówczesnej Bydgoszczy, dokąd przybył Stanisław Nowakowski. W 1910 roku miasto nad Brdą liczyło 57.696 mieszkańców, przeto było nieomal metropolią w porównaniu z małym miasteczkiem, jakim wtedy był Śrem nad Wartą. Ośrodkiem zdominowanym przez Niemców, ale tym ważniejszym polem do akcji narodowych.

Niewiele egzemplarzy „Słowa Wielkopolskiego” zachowało się w zbiorach polskich bibliotek. W Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego znaleźć można – niestety – nie wszystkie egzemplarze gazety z 1922 roku (nr 1-16), która określa się w nagłówku mianem „niezawisłego pisma politycznego w duchu postępowym”. Wydawcą i redaktorem był Stanisław Nowakowski, a jej redakcja i administracja mieściły się przy ul. Gdańskiej 68 w Bydgoszczy. Tu, komentując tytuł pisma, warto przypomnieć, że Bydgoszcz do 1938 roku należała do woj. Poznańskiego, stanowiąc drugie pod względem wielkości miasto na tym obszarze.

„Słowo Wielkopolskie” red. Nowakowskiego nie miało wtedy zbyt wielu przyjaciół nad Brdą i oskarżano je o lewicowość. M. Szarski (bez wątpienia pseudonim) w korespondencji z Bydgoszczy pisał o strajkach drukarzy w lutym 1922 r. na łamach konserwatywnej gazety warszawskiej: …Dzięki strajkowi zecerów jedyny u nas organ codzienny „Dziennik Bydgoski” zmniejszył objętość do dwóch kolumn swą objętość, ale wychodzi regularnie. Natomiast przerwały wydawnictwo „Deutsche Rundschau”, nie wyszedł „Volkszeitung” p. Pankratza, socjalisty i esperantysty, i nie ukazał się nr 4-ty nowego tygodnika pt „Słowo Wielkopolskie”. Co za szkoda dla „partii belwederskiej”, która aczkolwiek u nas liczy tylu zwolenników, że można by ich śmiało na palcach policzyć, niemniej zdołała zdobyć skądś fundusze na założenie własnego organu. Redagujący owe „Słowo Wielkopolskie” p. Nowakowski był jeszcze wczoraj zaciekłym chadekiem i sławę ks. patrona Adamskiego pod niebiosy po wszystkich wiecach wynosił. Jednak opłaciło mu się widocznie wywinąć koziołka ideowego, to też wymyśla obecnie bez skrupułów na to niedawno jeszcze wychwalanie, nie szczędząc nawet osoby papieża, o którym wyraził się tak ordynarnie, że nawet najzacieklejszych zwolenników p. Herza oburzyło… (Kur. War. nr 61 – 1.III.1922 r.)

Wydaje się, że autor przeoczył fakt (a może celowo pominął), iż Stanisław Nowakowski w tym czasie był skonfliktowany z chadeckim „Dziennikiem Bydgoskim”, a być może personalnie z grającym tam wtedy pierwsze skrzypce red. Konradem Fiedlerem o nastawieniu endeckim (ten wkrótce przeszedł do „Gazety Bydgoskiej”), zaangażował własne fundusze w dość ryzykowne przedsięwzięcie, jakim było wydawanie własnego pisma. No i mógł je mieć, skoro w styczniu 1922 r. za sumę 100.000 marek (według ustaleń Zb. Bagińskiego) nabył trzecią część udziałów w Bydgoskiej Spółce Drzewnej. Sugestie, iż chodziło o dotacje podejrzane polityczne są więc fałszywe.

Natomiast Władysław Herz (1885-1943), rodem z okolic Strzelna, był znanym w Wielkopolsce działaczem ZZP (= Zjednoczenia Zawodowego Polskiego) 1922-1827, organizatorem Towarzystwa Mazurskiego oraz Towarzystwa Katolickiego Robotników, wreszcie delegatem na Sejm Dzielnicowy w Poznaniu, potem posłem na Sejm RP pierwszej kadencji (1922-1927) oraz prezesem Narodowej Partii Robotniczej. Czy jednak chodziło o sugerowaną przez autora obrazę zmarłego papieża Benedykta XV († 22.I.1922 r.), czy też jego następcy Piusa XI – tego nie wiadomo.
Nastroje na Pomorzu i w Wielkopolsce były wtedy bardzo klerykalne i wprowadzanie jednolicie urzędów stanu cywilnego w całym kraju (dotychczas istniały tylko zaborze pruskim) napotykało na sprzeciw episkopatu Kościoła Katolickiego. Natomiast na łamach „Słowa Wielkopolskiego” pojawiła się wyraźna krytyka takiej postawy.

Miłą niespodziankę stanowiła dostarczona przez mojego bratanka Krzysztofa Nowakowskiego, londyńczyka, odbitka spisu przybyszy z Europy z 1912 roku. Jak wspomniałem już w przypisie na str. 537, wrota portu nowojorskiego stanowiła wysepka Ellis Island, przez którą od 1892 do 1924 r. przybyło do USA ok. 24 miliony pasażerów ze Starego Kontynentu. Ich nazwiska i adnotacje oficerów imigracyjnych zachowały się dla potomnych. Lista pasażerów III klasy – List or manifest of alien passengers for the United States immigration officer at port of arrival – dnia 24 sierpnia 1912 roku zawiera także nazwisko młodych małżonków Nowakowskich – Stanisława Nowakowskiego z Emilią, z zaznaczeniem ich narodowości polskiej.

Transatlantyk, którym Nowakowscy przypłynęli do Ameryki, nazywał się s.s. „George Washington” – zbudowany w stoczni szczecińskiej w 1909 roku. Jego wyporność to 25.250 ton, długość 723 a szerokość 72 stopy. Maszyna parowa pozwalała statkowi na rozwijanie szybkości 18 i pół węzła, natomiast na pokładzie mieściło się 2679 pasażerów (568 w klasie I, 433 w II i 1678 w III), co z pewnością nie zapewniało żadnego luksusu w kajutach najniższych klas.

Statek zbudowano w 1909 r., jako czteromasztowiec z dwoma kominami (potem zredukowany do jednego komina, po wyposażeniu statku w nowy kocioł parowy) dla Północno-Niemieckiego Lloydu. Pływał pod banderą niemiecką na atlantyckiej trasie Bremerhaven – Nowy Jork. Jak czytamy dalej, w 1917 roku w trakcie pierwszej wojny światowej został zatrzymany w Nowym Jorku, potem skonfiskowany i przekształcony na amerykański okręt – USS. Służył jako wojskowy transportowiec. Dopiero w 1920 r. powrócił do służby cywilnej, obsługując trasę Nowy Jork – Plymouth – Cherbourg – Brema. Następnie wyczarterowany został na statek pocztowy, nosząc przez pewien czas nazwę „Catlin”. W okresie II wojny światowej stanowił transportowiec marynarki wojennej USA – ponownie jako ”George Washington” na szlaku morskim do Panamy. Wskutek pożaru w porcie Baltimore uległ w 1947 r. całkowitemu zniszczeniu, ale wrak przetrwał do 1951 roku. Jak twierdził Rzymianin Terentius Maurus: habent sua fata libelli… Wszelako swoje losy miewają nie tylko książki, ale – jak widać – wszelakie korabie i okręty.

Spoglądając na ten dwukominowiec, przypominam sobie inny transatlantyk i jego głośną katastrofę cztery miesiące wcześniej, przed wyjazdem młodożeńców do Ameryki. Chodzi o czterokominowy „Titanic”, który zatonął 14 kwietnia 1912 roku w swym dziewiczym rejsie z Southampton do Nowego Jorku po zderzeniu z górą lodową. Katastrofę obszernie opisywano na całym świecie, także na łamach „Dziennika Bydgoskiego”:

NAJŚWIEŻSZE NOWINY. 17 KWIETNIA. ZATONIĘCIE PAROWCA „TITANIC” – czytamy na stronie tytułowej gazety. – Londyn. Wstrząsająca wieść o nieszczęściu, jaki spotkało parowiec „Titanic” wzbudziło na całym świecie najgłębsze współczucie. Dotychczas sprawa jeszcze zupełnie nie wyświetlona; co dotychczas pisano jest po większej części fantazyą. Parowiec „Carpathia” wiozący ocalonych Titanica porozumiewa się za pomocą telegrafii bez drutu. Prezydent Taft posłał naprzeciw dwa szybkie krążowniki, zaopatrzone w najlepsze przyrządy do telegrafii bez drutu z nakazem, aby natychmiast telegraficznie podały nazwiska ocalonych. Nowy Jork. Ze wszystkich prawie krajów i najróżniejszych kół nadchodzą do White Star Line, właściciela zatoniętego parowca, wyrazy współczucia. Telegramy kondolencyjne nadesłali angielski król Jerzy, królowa Mary, królowa wdowa Aleksandra, niemiecki cesarz Wilhelm II i książę pruski Henryk, brat cesarza, a parlament Stanów Zjednoczonych we Waszyngtonie przyjął jednogłośnie rezolucję, w której krewnym ofiar katastrofy wyraża swe współczucie. … Nowy Jork. Parowiec „Bruce”, będący w drodze do Sydney, tak za pomocą telegrafii bez drutu opisuje katastrofę. Titanic płynął z szybkością 18 węzłów na godzinę. Mimo to zderzenie było tak silne, że pokłady zostały zupełnie zdruzgotane, boki parowca i komory, nie przepuszczające wody, literalnie rozdarte. Cała przednia część parowca została na niefortunną masę stali zmiażdżona. Gdy okręt uderzył na masy lodowe, będące pod wodą, pękły prawie wszystkie stalowe płyty środka okrętowego, tak, że natychmiast zaczęła się walić do wnętrza parowca taka masa wody, że o wypompowaniu jej nie było już mowy. Na pokład padały tymczasem ogromne masy otłuczonego lodu. Wskutek siły napływającej do wnętrza wody pochylił się parowiec mocno na bok. Wobec tego wybuchła wśród pasażerów panika. Wszystko rzuciło się do łodzi ratunkowych. Zaczęły się rozgrywać wstrząsające sceny. Kilka łodzi się poprzewracało. Godzinę po zderzeniu woda juz zalała sale maszynowe. Zepsuł się także aparat do telegrafii bez drutu. Ponieważ także dynamo maszyny się popsuły, zapanowała straszna ciemność. Utrudniało to mocno spuszczanie łodzi ratunkowych. Mimo to, gdy parowiec zaczął tonąć, wszystkie łodzie ratunkowe już były bezpieczne. (Dz. Byd. nr 88 – 19.IV.1912 r.)

Na pokładzie „Titanica” znajdowało się 2228 pasażerów, łącznie z załogą. Ocalało 705 osób, resztę pochłonęły lodowate wody północnego Atlantyku. Informacje o tej katastrofie poruszały do głębi czytelników. Dramaty i tragedie rozgrywające się wtedy na pokładzie pokazywał ostatnio wiernie filmowy melodramat amerykański pt. „Titanic” z Leonardem DiCaprio z 1997 roku.
„Dziennik Bydgoski” w kwietniu 1912 roku parokrotnie powracał do sprawy katastrofy transatlantyku. A już w sierpniu 1912 roku na ekranach pojawił się film pt. „Titanic – albo W nocy i lodzie”, który wyświetlano w bydgoskim „Kinie – Salon” i (ul. Gdańska 16/17), reklamując go następująco:

…Niechaj każdy przybędzie zobaczyć ten dramat wielki, gdzie około 1000 osób nieszczęśliwą śmierć w morzu znajduje.
Żaden kwiatek nie zdobi miejsca,
Żaden wzgórek nie wskazuje śladów,
Tylko morza szybkie wały,
Tylko wicher silnie dmie…

Tragedia „Titanica” wielokrotnie była tematem bądź kanwą twórczości kinematograficznej. Nawet w 1943 r. w Trzeciej Rzeszy „Tobis” nakręcił film pod tym tytułem, który miał służyć celom propagandy antybrytyjskiej, ale w oczach Goebbelsa okazał się zbyt słaby i dopiero po wojnie został udostępniony publiczności. Jego współreżyser Herbert Selpin został za swoje wypowiedzi o Wehrmachtcie aresztowany i zginął w więzieniu.

Wieści wielce tragiczne o „Titanicu” – a takie zawsze rozchodzą się najszybciej – musiały dotrzeć do nowożeńców Nowakowskich (ślub zawarli 17 sierpnia 1912 r. we Włocławku) i odbić się na nastrojach małżonków Nowakowskich, wyruszających właśnie za Wielką Wodę, a zwłaszcza osoby wrażliwej, jaką była p. Emilia. Jestem przekonany o tym jako syn, chociaż nie mam na to żadnych pisemnych dowodów.

Warto dodać, iż „Titanic” należał do White Star Line i do podobnej klasy zaliczano dwa czterokominowce RMS (Royal Mail Steamer) „Olympic” i „Britannic”, obsługujące dalekosiężne trasy w latach 1911-1936. Na pokładzie pierwszego – jak odnotowaliśmy – płynęła w 1925 roku z Cherbourga do Nowego Jorku, opuszczając Bydgoszcz, pani Eleonora Chałupiec pod opieką Lopka Brodzińskiego, wiozącego ze sobą także ulubionego pieska Poli Negri.

Wiadomo, iż ten pasażerski statek miał wyporność 45.325 ton, długość 269 m, a szerokość 28 m, mieszcząc wygodnie 2435 pasażerów i 892 osobową załogę. Zwodowano go 1910 r. w Irlandii,. Nie obyło się w dziejach statku bez niemiłych przygód: w 1911 zderzył się z brytyjskim krążownikiem „Hawke” (konieczność naprawy). Gdy wybuchła I wojna światowa stał się transportowcem, a jego chlubą było zatopienie 12.V.1918 r. nieprzyjacielskiej U-Boot-103 (później wykryto dziurę w kadłubie spowodowaną uderzeniem niemieckiej torpedy, która nie wybuchła). W czasie gęstej mgły w 1934 r. zderzył się z latarniowcem nr 117, co kosztowało życie 7 marynarzy. Rok później statek przeznaczono na złom. Ciekawostka: pierwszym kapitanem „Olympica” był Edward Smith, który zginął rok później jako dowódca „Titanica”.

Jeśli chodzi o trzeci z tej serii statków pasażerskich czterokominowiec „Britannic” to spełniał on rolę statku szpitalnego w okresie Wielkiej Wojny i zatonął na Morzu Egejskim 21.XI.1916 r. po najechaniu na minę. I to też stało się kanwą niezłego melodramatu filmowego („Britannic” reż. Briana Trencharda-Smitha – 2000 r.)

Jerzy Nowakowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer