KOMENTARZ POWYBORCZY: Poza zachodem i wschodem, w czarnej dziurze, simply
Czytam analizy po wyborach prezydenckich w Polsce i wreszcie zaczyna do mnie docierać, jak trudno jest zrozumieć dzisiejszą Polskę.
Obserwuję jak kolejne pokolenia namóżdrzają się i odmóżdrzają w mediach społecznościowych. I to w sposób dla mnie niepojęty. Trudno ogarnąć całą tą równoległą rzeczywistość, masę jej coraz to nowych narracji, powstających tu i tam. I nie wiadomo, dlaczego to się wszystko piętrzy tak a nie inaczej; w tej części jest tak, a zaraz obok grana jest inna bajka. I dlaczego real w spotkaniu z hyperrealem przynosi tyle niespodzianek.
Nic w tym oryginalnie polskiego, ale wiele w tym współcześnie istotnego, co wymaga nowej wiedzy, by umiejętnie diagnozować, w tym i polskie postawy. Kiedy przyglądam się opiniom ludzi młodych w krajach starego Zachodu, żyjących jednakowoż również w swoich nowych wspaniałych światach, też niczego z tego nie rozumiem. Nie wkładam widać właściwych okularów.
Z kolei, mimo państwowej propagandy stosowanej w krajach Zachodu, przekonującej, że swiat trzyma się dobrze w swoich ryzach, w polityce uprawianej instytucjonalnie, wbrew pozorom, erodują stare referencje. Zaciera się podział na klasyczną lewicę i prawicę. Ma się wrażenie, że znanych wizji ani wzorów postępowania wręcz nie da się już prolongować. Coraz więcej analityków, przy braku jednolitego porządku myślowego, który pozwoliłby ogarnąć świat i jego życie publiczne, szuka nowych matryc poznawczych I nowych zastosowań w polityce.
Trzeba brać byka za rogi po nowemu, ale jak, sporo ten byk to nie jeden byk, to całe stado bycząt (nie bardzo jednak bycznych), za to iluzorycznych dla samych siebie. Ma się wrażenie, że tylko puch pod nogami, brakuje filarów solidnego oparcia, ideowego i moralnego. I wszyscy w tej mgle koegzystujemy.
Kogo w nowych pokoleniach interesuje prawomocność stawianych twierdzeń, gruntowność sądów, wiarygodność głoszonych tez ? W aurze hyperrealu jest tylko trzepot strzępów narracji, nadmiar infoszumu i nanizanie przypadkowych twierdzeń na sznurki chwilowo przydatne, by coś głosić w skrzyknięciu szeregów na akcji w tiktoku lub na ulicznym zbiegowisku.
Z kolei elitarność tradycyjnego systemowego politykowania jest tym bardziej elitarna im bardziej ogradza się od reszty świata, skupiając się wyłącznie w dużych ośrodkach miejskich. Im bardziej opuszcza umysły i i serca na prowincji, tym bardziej skupiona jest na samowiedzy, która zaczyna być jedynie pychą wielkich miast. Wielkie miasta, metropolie, miasta globalne, oczywiście rządzą nadal światem zachodnim i jeszcze trochę porządzą, aż wszystkiego nie rozsadzi po nowemu owa słynna i coraz bystrzejsza AI. Polska dołącza do tego świata.
Ci na prowincji, w swoich wsiach, miasteczkach, widząc to wszystko, może i ze strachu, z omotania masą nowości niepojętych, idą w resentymenty, pogardę dla elit, nienawiść do świata, którego nie rozumieją i który wypada z ich toru pojmowania ładu i porządku. Jedni trzymają się jak matczynej spódnicy starych obyczajów i porządków, wiary ojców, name it, inni ulegają nieznanym wibracjom, gniewem się unoszą, żyją samonapędzającą się frustracją. Dają temu wyraz nagłym ulicznym protestem, awanturą po meczu, rozbojem, nawzajem się zagrzewając do boju, czyli do hejtu w social media. I jeśli głosują w wyborach parlamentarnych, to chętnie premiując ekstremę, nie bacząc na to, czy czasem nie jest ona zwyczajnie podła.
Świat na naszych oczach kalibruje się po nowemu. Jest to na razie skala Trump-resetu, który napędza inne przemagnesowania, za chwilę jednak będziemy wszyscy żyć poza zachodem i wschodem, poza północą i południem. Będą tylko różne temporarne bieguny, bardziej jak wybrzuszenia i nierówności, z życiem pomiędzy nimi dotkliwym dla wielu, sprzyjającym niewielkim grupom… reszta niech się wietrzy.
“A planety szaleją, szaleją, szaleją
I śmieją, się śmieją, się śmieją”
Zygmunt Barczyk

Czy aż tak trudno zrozumieć? Z perspektywy emigracyjnej widać pewne rzeczy lepiej – np. geopolitykę czy interesy państwa, ale nie widać innych, lokalnych problemów, które są dla polskich wyborców ważne, może najważniejsze. Wybór Nawrockiego na prezydenta to katastrofa z perspektywy liberalnej demokracji i polskiej racji stanu. To skandal międzynarodowy (choć polski kibol może lepszy niż groteskowy amerykański specjalista od ceł?).
Z drugiej strony, to dzwonek alarmowy – najwyższy czas aby się rządzący wreszcie obudzili.
Jeśli to do nich to dotrze i wpłynie na koalicję (która po dwóch latach nie ma nawet rzecznika rządu) aby zaczęła być wreszcie sprawcza i skuteczna (choćby ustawowo) odzyskując wiarygodność, to mają jeszcze szansę wygrać za dwa lata.
Ręce Tuska precz od Twittera. Niech ujmie w nie stery państwa i stworzy dobrze działające instytucje. Inaczej za dwa lata będziemy mieli totalną masakrę tego. co nazywaliśmy demokracją liberalną. Kaczor weźmie wszystko a ostatni zgasi światło.
Trzaskowski i rządzący przegrali wybory nie z powodu elektoratu Pis-u i prawicy, ale dlatego, że ukarali ich przede wszystkim wyborcy Trzeciej drogi, PSL-u i najmłodsi wyborcy szkoleni przez katechetów albo nie idąc na ostatnie wybory albo głosując z zemsty (kościółkowcy) na Nawrockiego. . Można jeszcze to naprawić.
Boję się jednak, że osobiste ambicje, walki o stołki i napuszone ego takich Hołowni, Sawickich, Kamińskich, Zandbergów i Much oraz im podobnych stanie temu na przeszkodzie. To nie wyborcy są głupi, ale polscy politycy, którzy nimi manipulują.
Po wygranej Nawrockiego – Polska to brzmi durnie! Głupoty nie należy jednak lekceważyć a zaczął się spektakularny, nowy rozdział dziejów głupoty w Polsce, który można ująć w powiedzonku: na złość mamie odmrożę sobie uszy.