Nie krzywdź drugiego człowieka
Mam świadomość siadając do pisania, że istnieje duże ryzyko, iż zapewne urażę tym o czym zamierzam pisać parę osób płci przepięknej, wliczając w obszar ryzyka moje dwie wspaniałe córki. Cóż mi robić, takie już bandyckie prawo pisarza, że pisze co zechce, niekiedy samobójczo ale odważnie przedstawiając swój punkt widzenia, i to niezależnie od punktu siedzenia!
Czym się różni przygoda od zdrady, a ta od romansu? Przede wszystkim różnią się od siebie definicją. A najważniejsza definicja, definicja wierności, mówi krótko – Wierność to zobowiązanie. Co w tym wszystkim najistotniejsze? Najważniejsze jest zobowiązanie podjęte przed samym sobą, ponieważ wierność jest świadomym wyrzeczeniem się pełni wolności i swobody, deklaracją, że co by się nie działo zrobię wszystko, aby nie było w moim życiu innych związków poza tym jednym.
Natomiast problem – bo istnieje, polega na tym, że niestety trudno jednak uniknąć pokus, kiedy ma się oczy i czuje zapachy. Nie jestem zbyt gorliwym zwolennikiem romansowania, ale staram się zrozumieć ludzi, którzy nie potrafią się temu oprzeć. O przygodzie zaczynają myśleć zazwyczaj ci, którzy nie czują się chciani/chciane. To mogłoby oznaczać akceptację przygody z inną kobietą, z innym mężczyzną, nie zapominając jednak o sprawie najistotniejszej, o bazie, o swojej życiowej kotwicy.
Nie do zaakceptowania jest sytuacja, kiedy facet porzuca starzejącą się żonę, która wychowała ich dzieci tylko dlatego, że wydaje mu się mniej atrakcyjna, i wiąże się z inną, młodszą i atrakcyjniejszą panią. Żona przy nim straciła młodość, więc jeśli teraz zostawia ją dla innej, młodszej kobiety, to jest z niego po prostu kawał drania, jest świnią i kropka!
Przy tym podobno – tak twierdzą psychoterapeuci, dochodzi do pewnej zastanawiającej i okazuje się dość typowej prawidłowości. Otóż w większości przypadków nowe wybranki są fizycznie podobne do żon, tylko o dwadzieścia parę lat młodsze. Oznaczałoby to więc, że facet szuka tej samej żony, tylko z seksapilem jaki miała w młodości, zapominając przy tym o przykrej rzeczywistości, że sam już nie jest tym ogierem sprzed lat.
Nie potępiałbym romansu, ale pod warunkiem, że nie skrzywdzi żony lub męża. Wszak kobiety też romansują, z tym że w naszym kręgu kulturowym robią to rzadziej niż mężczyźni.
Każdy człowiek chce chcieć i być chcianym, a w długotrwałych związkach rzadziej odczuwa się to pragnienie. Nie ma co udawać purytańskiego moralisty – tym bardziej jeśli się nim samemu nie jest, oświadczającego głośno państwu i światu, że należy absolutnie i nieodwołalnie żyć bez grzechu. Ale jedno nie podlega dyskusji: Nie wolno krzywdzić drugiego człowieka. Więc jeśli ktoś się na taki krok, na zaspokojenia swoich seksualnych marzeń decyduje, powinien czynić to nad wyraz dyskretnie.
Jest taka modlitwa, podobno popularna w kołach Anonimowych Alkoholików: Boże! Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić. Dodaj mi odwagi, abym zmienił to, co mogę zmienić. Oraz użycz mi mądrości, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.
Andrzej Szmilichowski
