ai-generated-8342192_1280

I rzekło Kłamstwo do Prawdy: Może się wykąpiemy? Żródełko tak czyste i migotliwe w słońcu! Prawda spojrzała podejrzliwie, ale rzeczywiście wokół było tak pięknie, że się zgodziła. Obie szybko się rozebrały i wskoczyły do źródła. Ale nagle Kłamstwo wyskoczyło z powrotem, szybko ubrało się w szaty Prawdy i uciekło. Oburzona Prawda nadaremnie poszukiwała swoich szat, a świat niestety nie był przygotowany na przywitanie nagiej prawdy. Rozzłościł się i ją odrzucił. Cóż było jej czynić, biedna Prawda powróciła do źródła pełna wstydu i zniknęła na zawsze. Od tego czasu Kłamstwo przebiega świat przebrane w szaty Prawdy, a ten nie przejawia ochoty poznania prawdziwego jej oblicza.

Miliony odczuwają swoje życie jako porażkę. Uważają je za mało udane, pokaleczone i pozbawione … Czego pozbawione rzadko potrafią wyartykułować, zaś z ich ust wydobywają się słowa pełne złości, nienawiści, zapieczonych rozczarowań i gwałtownych agresji. A kiedy ich życie dobiega końca umierają brzydko, tak przypieczętowując swoją porażkę. Kto odważy się szukać w tym sensu, kto położy na szali dobra i zła ich biedne pokiereszowane bytem dusze, krzywdzone przez otoczenie i siebie samych?

Oto nasz świat, świat nieskończenie rozciągniętych zaprzeczeń i pretensji, wmontowanych w dzień powszedni. Oto świat uwięziony kanonem czasu w wiecznym cyklu codziennych niechęci, które człowiek nazywa dumnie odrębnością i indywidualizmem.

Ostatnimi czasy coraz chętniej stawiamy na sprawnie zautomatyzowaną nowoczesność, a przecież powinniśmy zdawać sobie sprawę, że nie bezduszna skuteczność czyni z nas homo sapiens, a naturalna ludzka niedoskonałość. Maszyna, której oddajemy coraz więcej pola, nie okaże zrozumienia, że coś zaniedbałeś, coś przegapiłeś, nie stworzy pięknego dzieła będąc w melancholicznym nastroju. Nie, ponieważ nie jest możliwe żeby maszynie pojęła najgłębsze wartości. Chyba zapomnieliśmy,  że prawdziwy postęp nie mierzyć się kolumnami cyfr, mierzy nauką wyciąganą z porażek i upadków.

U coraz więcej ludzi manewry, jakim poddaje siebie współczesny świat, poczynają budzić wrażenie, że oto dotarliśmy do punktu w którym zaczynamy rozumieć, iż wartości nie można zaprogramować, że zrozumienie świata a nie kontrolowanie go jest celem człowieka.

Zapewne nie będzie to najlepszy przykład dla ludzi zapatrzonych w empirie i  udokumentowane faktami dzieje świata, ale ja lubię tę baśń nie baśń. Mam na myśli tragiczną historię Atlantydy, parahistoryczny przykład cywilizacji doskonałej. Idealne społeczeństwo, które przestało istnieć bo się w nim coś zasadniczego zacięło, zepsuło i dało początek gwałtownemu zniszczeniu.

Co nas czeka nie wie nikt zrodzony z kobiety, ale dobrą radę możemy dać sobie sami: Zaprzestańmy narzekania na niepewną teraźniejszość, odpuśćmy oczekiwania że w niedalekiej przyszłości ludzkość dostąpi jakiegoś rodzaju odrodzenie świata. Niestety wokół mroczno, a świat nie przejawia ochoty poznania nagiej prawdy. Prawdy, która gdyby nas nie zabiła, może uzdrowiłaby?

Tym niemniej daleko do konkluzji, że to w czym uczestniczymy jest klęską i upadkiem świata. Byłaby to gruba przesada, bowiem świat choć pełen degeneracji, niesprawiedliwości i krzywd, powołuje ciągle do życia ludziom o niemałych wartościach, ludzi świadomych, zdolnych, twórczych, ludzi dobrych i jasnych. Chrońmy ich w niepokojącej rzeczywistości, są promykami naszych nadziei. Tak niewiele od świata oczekują, a tyle mu dają.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer