5957408304_1034e507f1_k

Założyli ją Grecy, nazwali Nikaïa, przyszli Rzymianie, uczynili z niej ważny węzeł handlowy Cemenelum. W biegu dziejów, jak wszystko na Starym Kontynencie, przechodziła z rąk do rąk. Ulokowana w zbyt strategicznym miejscu by mogło być inaczej. Stabilności zaznała stając się częścią Księstwa Sabaudii.

Do dzisiaj trwa dyskusja, czy Nicea jest bardziej włoska, czy francuska. Z jednej strony barokowy sznyt starego miasta, domy podobne tym w Genui, główny plac Masséna niczym mały Turyn, z drugiej strony, język miasta to dialekt nissardzki języka oksytańskiego, ten zaś bliższy francuskiemu.

Wielki syn Nicei, Giuseppe Garibaldi, zjednoczył prowincje i stworzył współczesną Italię, jego rodzinne miasto zaś, na mocy traktatu turyńskiego, w 1860 roku przejęli Francuzi. I zaczął się rozkwit miasta. Rosło, piękniało, zyskiwało na znaczeniu, choć nie za sprawą francuskich gospodarzy.

To angielska arystokracja sprawiła, że Nicea przeszła metamorfozę. Wyspiarzy zauroczyła najpiękniejsza zatoka Mediterraneo, zachwycił śródziemnomorski klimat i styl życia. Co zobaczyli, kiedy się tu pojawili? Niewielkie włoskie miasto przytulone do dziwnego wypiętrzenia, na którego szczycie zasiadła warowna osada, wokół już tylko ruiny zamku. Wzgórze, niczym grobla, oddziela wąskie uliczki ochrowego miasta od powstałej po drugiej jego stronie zabudowy wokół portu. Całość do uchwycenia dopiero z samego wzgórza. Arystokraci spoglądali na Zatokę Aniołów, na okoliczne wzgórza, szczyty alpejskie. Zostawali na długie miesiące, budując pałace i wille, nadając miastu nowy image i przysparzając splendoru, w którego oparach żyje i dziś.

Przybywali w dobry czas. Po okropnościach wojny prusko- francuskiej Europa wzięła głęboki oddech. Ostatnie trzy dekady XIX wieku i pierwsza z okładem w XX wieku, to czas dla Starego Kontynentu niezwykły. Życie nabrało smaku, ludziom zaczęło się żyć lepiej. Przełomowe wynalazki rewolucji industrialnej wyzwoliły twórczość w biznesie i w kulturze, zaznaczając nową epokę, nazwaną później Piękną (Belle Epoche). Hossę Europy przerwała dopiero pierwsza wojna światowa.

Po wchłonięciu przez Francję Nicea liczyła niespełna 50 tys. mieszkańców, a u progu wielkiej wojny już prawie 150 tys. Elity chętnie zjeżdżały do nowej perły Riviery. Na blogu Lazurowy Przewodnik, jego autor, Tomasz Bobrowski, sięga po ciekawe dane o Nicei tamtego czasu. Wyobraźmy sobie sytuację, którą przedstawia:

Jest kilka minut przed godziną 13., zima przełomu lat 1886/1887. Do pociągu Calais-Méditerranée w Calais wsiadają Anglicy przybyli przez Kanał Angielski. Czeka ich długa i luksusowa podróż do Nicei, europejskiego salonu zimowego. Jadą korzystać z łagodnych zim, bez mrozu i śniegu; jadą ogrzewać się w południowym słońcu i toczyć życie towarzyskie w kasynach i operach. Chcą spędzić beztrosko czas nazwany później La Belle Époque – Piękna Epoka.

Gości zdążających na Południe między listopadem a kwietniem nazywano zimowymi jaskółkami (les hirondelles d’hivers). Niebieskie wagony luksusowego pociągu o (stąd słynna literacko nazwa: Le Train Bleu) wypełniała angielska arystokracja. Były i koronowane głowy, możni państwo z różnych stron Europy. Wieczorem docierali do Paryża, nazajutrz do Gare de Nice Ville. Królowa Wiktoria podróżowała własnym pociągiem. Lazurowy Przewodnik podaje za Leny Magnone, że Nicea była propozycją kierowaną do eleganckich światowców, dla których problemy zdrowotne to zaledwie pretekst do spędzenia zimy w modnym miejscu spotkań europejskiej śmietanki towarzyskiej. Opery, kabarety, tenis, spacery. Król Szwecji Gustaw V grał tu na korcie z finalistką Wimbledonu, Jadwigą Jedrzejowską. Takie to miejsce, taki to czas.

Przy porannej kawie na balkonie przy Avenue Bellevue, przyglądam się okolicznym wzgórzom. Wzrok potyka się, jak codzień, o majestatyczną budowlę na wzgórzu Cimiez.

To l’Excelsior Régina Palace, popularnie zwanym Regina. Patrząc z śródmieścia, asocjuje się w głowie z potężnym liniowcem oceanicznym, który zarzucił kotwicę na …szczycie wzgórza. Wybija się ponad inne, skądinąd okazałe budowle, jest niczym pałac Potala w tybetańskiej Lhaca. Widok stamtąd na Zatokę Aniołów jest boski.

Królowa Anglii Wiktoria zapragnęła odwiedzać częściej Lazurowe Wybrzeże, zażyczyła sobie zatem rezydencji, która godna będzie renomy korony imperium. Specjalnie dla niej zbudowano w 1897 roku ów pałac, funkcjonujacy jako hotel dla wybranych. Sześć pięter na długości 150 m (sic!). Mimo zamierzonej gigantomanii, na białą fasadę tego transatlantyka mogę gapić się bez końca. Płaskorzeźby, balustrady, attyki, łukowe okna, wykusze. Harmonia klasycystycznego cuda.
Królowa Wiktoria spędzila w Nicei pięć zim pod rząd, od 1895 do 1899 r. Na łożu śmierci w 1901, kiedy to spędzała zimę na brytyjskiej wyspie Wight, miała powiedzieć, że gdybym była w Nicei, wydobrzałabym. W Nicei ukrywała się ponoć pod pseudonimem Lady Balmoral, co pozwalało jej zaznać nieco prywatności. Ciekawym jednak, jak udawało się jej zachować dyskrecję, skoro wraz z nią, do Excelsior Régina udawała się setka pracowników oraz żołnierzy (w tym, w szkockich w kiltach i indyjskich w turbanach). Miała problemy z chodzeniem, poruszała się na małym wózku, ciągniętym przez osła o imieniu Jacquot. (Tego też dowiedzialem sie od Lazurowego Przewodnika.)

Pierwszy okres boomu Nicei, trwający do narodzin XX wieku, cechuje nawałnica budowlana za sprawą zamożnych gości zagranicznych. To im zawdzięczamy nicejski eklektyzm Belle Epoche. Znaczy ich architektom, którzy musieli uwzględnić gust i wizje finansowych patronów. Zaznając luksusu obfitości środków mogli się popisać zawodową erudycją. Tworzyli stylistyczne hybrydy, będące nowymi znakami prestiżu lokatorów i prosperity miasta. W grze mogło być wszystko, od stylu neomauretańskiego aż po neorenesansowy. Pompatyczny „Château de l’Anglais”, zbudowano w stylu pałacu indyjskiego (dla jego patrona Nicea była równie egzotyczna jak Indie!), porenesansowy jest Château de Valrose (obecnie na terenie campusa uniwersyteckiego). Uwzględniano też rustykalne dziedzictwo miasta, tworzono wille w stylu nazwanym „italo-niçois”. Pojawiły się, co nie dziwi, pałace wyraźnie inspirowane Paryżem. Rodziło się art nouveau. Belle Epoche zapisywała się w kamieniu, żelazie i ceramice, mnie zaś dziwi najbardziej, że nie powstało bezgustowie kojarzone zwykle z pychą nowobogackich (może dlatego, że przeważali “starobogaccy”?).

Eleganckie domostwa powstawały wszędzie. Te najbardziej okazałe pojawiły się najpierw na Collin de Cimiez. Często wybieramy się z Elą autobusem linii 5 na szczyt wzgórza, by od od majestatycznego Le Régina Palais, zwanego tak po przebudowie na apartamentowiec, schodzić niespiesznie szlakiem najpiękniejszej galerii sztuki architektonicznej, czyli Bulwarem de Cimiez. Mijamy pałace: Le Majestic (z 1909), pod numerem 4 przy Boulevard de Cimiez, L’Alhambra (z 1900), przy numerach 46-48, odpoczywamy w Parc Paradisio, (same nazwy wiele mówią). Schodząc do dzielnicy Carabacel, mijamy Petit Palais, Palais des Arenes, i kierujemy się ku Promenadzie Anglików.

Pałaców mieszczańskich nie brakuje w dolnej części miasta. Mijamy Palais Lamartine na rue Lamartine, pod numerem 24, Palais Meyerbeer przy boulevard Victor Hugo pod numerem 45. Wymieniam tylko najświetniejsze, a gdzie nie spojrzeć, budowle znakomite. I to nie tak, że wybitne odznaczają się jakoś szczególnie pośród przeciętnych. W Nicei nic nie jest przeciętne.
Wchodzimy w dzielnicę Musiciens, nastepnie Medicin, w świat zbudowany nieco później, bo w pierwszych dekadach XX wieku. Nadal natłok pałaców, ekskluzywnych apartamentowców, willi. Przeważają teraz kamienice, doszły witryny ekskluzywnych butików. Mniej w tym ekstrawagancji. Arbitrem elegancji zostaje architekt Charles Dalmas. Nadał nicejską swoistość stylowi Belle Époque. Ostentacja owszem, bezgustowie nie.

Bliżej Promenady hotele starej daty, wszędzie festiwal zdobnych fasad. Nie uświadczysz ulic szarych, zapyziałych, każda kusi szykiem. Mijamy jasne, pastelowe, pięcio- i sześciopiętrowe kamienice, a wszystkie one niczym witryny stylu art nouveau. Efektowne fryzy stiukowe, misternie ornamentowane balustrady, zgrabne wieżyczki, zdobne portale, zaokrąglone kopuły na rogach fasad. Fantazyjne okucia, mozaiki i reliefy. Cały ów skarbiec miejskiej biżuterii jest wykwitem radości nowej ery, efektem dobrych pomysłów ale i możliwości jakie stworzyły nowe materiały i technologie.
Szwendamy się z Elą bez celu, w ramach kontrolowanego błądzenia. Tak lubimy. Przemierzamy rozkwitły kwiat Belle Epoche. Przy głównym placu Masséna, francuskie miasto spotyka dawniejsze, włoskie, malownicze inaczej. Wrażenie, że pośród oleandrów, palm, akacji, krzewów bugenwilli, drzew mimozy, stąpamy po wielkiej bombonierce, która czasem aż przydusza wyszukaną elegancją. Żywa kolorystyka domów pośród bujnej roślinności.

Bulwary Nicei wypiękniały w stylizacji art deco, Nicea pełną piersią oddychała wolnością ekspresji. Próbujemy wyobrazić sobie spacery tym miastem w atmosferze pierwszej dekady XX wieku. Krótki czas weselenia się Europy. Załamanie blisko.

Ponowne wejście od strony Place Masséna na taras widokowy na wzgórzu zamkowym, skąd znakomicie widać miasto nowsze i starsze, cały łuk Zatoki. Taras nosi imię Friedricha Nietzsche. Nie szczędził admiracji temu miastu, jego światłu, kolorom, cudownej plastyce Zatoki. Na ochrowe stare miasto spoglądał i słynny poeta Guillaume Apollinaire. Zachwycały go strojne fasadami kamienice nowego śródmieścia a i starsze genuańskie domy nieopodal.

Częstość słowa La bella w skojarzeniu z miastem niech nikogo nie dziwi. Nissa La Bella występuje też w tytule hymnu miasta. Często śpiewanego na meczach ligowych, ha!
Nissa La Bella, misternie inkrustowana broszka Mediterraneo.

Zygmunt Barczyk

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer