Ważne jest GDZIE się chodzi i JAK się chodzi
Szybki czy wolny spacer? Joga czy przytulne siedzisko domowe z książką w ręku? Każdy ma własną teorię, własne doświadczenia, własne pomysły. Hipokrates uważał, że chodzenie to lek na wiele dolegliwości. Na regularne spacery wybierali się Jean-Jacques Rousseau, Henry David Thoreau, Soren Kierkegaard, Immanuel Kant, Jane Austen, Charles Dickens, Virginia Woolf… Dużo chodził Henryk Sienkiewicz, Kornel Makuszyński, Stefan Żeromski. Carl Montero w „Wiedeńskiej grze” pisał: Przekonałem się, że podczas spaceru można patrzeć, wąchać, słuchać i czuć; pozwolić, żeby świat zewnętrzny wniknął w nas jak cudowne lekarstwo.
Spacer poprawia pracę układu krążenia, oddechowego i nerwowego. Zwiększa wydajność organizmu. Podnosi odporność. Pomaga spalić kalorie. To też sposób na odstresowanie i polepszenie samopoczucia. W trakcie spaceru uwalniamy przecież… hormony szczęścia. A to jedynie garść korzyści płynących z chodzenia! Nic dziwnego, że w niektórych krajach spacery są przepisywane na receptę!
– Ważne jest by zrozumieć siebie, zrozumieć Wszechświat. Co i jak zasiejemy, takie będę zbiory – mówi mieszkająca w Hallsberg, niedaleko Örebro, Beata Bartecka (54 l.), która parę lat temu odkryła tajemnicę regularnych spacerów.
Spotkaliśmy się w miejscowości Motala nad jeziorem Vättern, gdzie kiedyś mieszkała. W Szwecji znalazła się 11 lat temu, pochodzi z Gniezna. Uśmiechnięta, przyjazna ludziom, na swoim profilu Facebooka od dawna propaguje spacery i jogę. Codzienna gonitwa i problemy często nas przytłaczają i odbierają energię. Dlatego warto znaleźć czas na spokojny spacer po okolicy. Aktywność fizyczna poprawia nastrój. Można odreagować stres, a bliskość natury i świeże powietrze pomogą zredukować napięcie. Beata Bartecka: – Tak, chodzenie to jest ćwiczenie! Chodzenie, podobnie jak bieg, to najbardziej naturalna aktywność człowieka. Mam znajomych, którym trudno jest zebrać się do aktywności fizycznej. Mają zakodowane w głowie stare przekonania, że trening to pocenie się na macie lub w siłowni. Spaceru nie traktują poważnie tego sposobu aktywności.
NGP rozmawia z Beatą Bartecką.
NGP: Na swojej stronie Facebookowej często piszesz, żeby regularnie chodzić, spacerować. Dlaczego to takie ważne?
BB: Przede wszystkim jest to ważne dla zdrowia. A skąd moja inspiracja? Kiedyś byłam aktywna sportowo, biegałam, grałam w piłkę ręczną, ale później zachorowałam na artretyzm. To uniemożliwiło intensywne treningi. Więc zaczęłam chodzić. To dobre dla zdrowia. Pod wieloma względami. Bo to nie jest tylko chodzenie dla chodzenia. To także dobre dla odstresowania się. Ważne jest GDZIE się chodzi i JAK się chodzi. Ja chodząc czuję się bezpieczna, w tym sensie, że mogę „przewietrzyć” swoje myśli, odreagować cały dzień, który czasami pełen jest różnych małych i większych problemów.
Od kiedy to chodzenie jest takie ważne dla ciebie?
Zaczęłam chodzić dwa lata temu, wcześniej jeszcze trochę biegałam. Chodzę regularnie, kiedy mam wolny czas. Staram się spacerować codziennie, ale takie dłuższe trasy po 3-5 kilometrów, wymagają więcej czasu wolnego. Nie zawsze go mam. Ale co najmniej 20-30 minut powinno się spacerować codziennie. Mnie to pomaga w uwolnieniu emocji. Kiedyś więcej się denerwowałam, bardziej czuła byłam na krytykę. Wtedy był stres, spięte nerwy i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Czyli prawdą jest, że spacerowanie pozytywnie wpływa na poprawę samopoczucia i dostarcza nam hormonów szczęścia…?
Oczywiście. Poprzez chodzenie rozćwiczyłam artretyzm, nic mnie nie boli, czuję się dobrze. Tylko ważne jest, by chodzić regularnie. To nie jest tak, że jak już zdecydowałam, że będę spacerować, to robiłam to regularnie. Zaczynałam kilkanaście razy od początku i przyrzekałam sobie, że „od dzisiaj już będę chodzić codziennie”. Ale to nie jest takie łatwe, by się tego trzymać. Czasami myślałam, że lepiej po prostu zostać w domu… Regularność jest jednak bardzo ważna. Podobnie jest z jogą.
Właśnie… to Twoja druga pasja…
Zwłaszcza joga Kundalini.
Czym się różni od zwykłej yogi?
Joga Kundalini jest nazwana jogą świadomości, dlatego, że praktykujemy ją tylko ze sobą. Czyli prowadzimy coś w rodzaju osobistej terapii. Taka joga wymaga koncentracji. To połączenie praktyki i rozgrzewania ciała. Praktykuję tę jogę ponad godzinę dziennie.
Czyli potrzeba na to sporo czasu?
Jak wstaję rano to praktykuję jogę około 30 minut przed pójściem do pracy i później po pracy, po spacerze, pod wieczór, gdy już wszystko się wyciszy, kolejne 50-60 minut. I, oczywiście, ważne by to robić regularnie. To musi być swego rodzaju nawyk, jak każdy inny.
Wymaga silnej woli...
Trzeba pamiętać, by się tym nie przeładować. To ma być „dobry” nawyk, ale nie nawyk wynikający z przymusu. Ja zaczynałam praktykować jogę dwa lata temu, wówczas to było może 10 minut raz w tygodniu, później mnie zmobilizowali, by robić to dwa razy w tygodniu… I tak stopniowo ta ilość czasu rosła. Ja mam wrażenie, że dzięki jodze mam jasną aurę, więcej wewnętrznej energii. Czyli – podobnie jak ze spacerami. Spacerując ma się kontakt z naturą, łatwiej obserwować otaczający nas świat. Nie trzeba chodzić szybko, nie na tym to polega.
Czy myślałaś by się tymi swoimi zainteresowaniami zająć bardziej zawodowo?
Myślałam. Tylko to wymaga sporo czasu. A na razie pracuję do godziny 16-tej i zostaje czasu wolnego niewiele. To nie jest takie proste. By są inne obowiązki, brak mi czasu. Ale joga jest dla mnie bardzo ważna.
A jak tę jogę odnalazłaś w sobie?
Wydaje mi się, że to już było w moim dzieciństwie. Dużo rysowałam: kwiaty, kielichy, zawsze chciałam pojechać do Indii. Nie wiedziałam wtedy, dlaczego tamten świat, religia, kultura mnie fascynuje. Zrozumiałam później. Mam wrażenie, że hinduizm to zrozumienie siebie.
Pisząc o tym na Facebooku, dla kogo to robisz?
Z myślą by zachęcić innych, by ludzie byli świadomi, jak to jest ważne dla nas, dla naszego zdrowia. Że można mieć swoje pasje, realizować je, i wcale nie być odizolowanym od Kościoła, od religii. Bo joga nie jest religią. Chodzi o to, by zajrzeć do własnego środka, uwolnić myśli, zastanowić się kim jesteśmy. Zrozumienie siebie – ta pozytywna energia wzmacnia nas. To się odkrywa w sobie krok po kroku. Mnie joga pomogła. Pomogła wyjść z nieprzyjemnych przeżyć, wzmocniła mnie.
Joga to trochę wyższy poziom, ale spacery są dla każdego…
Oczywiście. Nawet, gdy ktoś jest bardzo chory, to spacery pomagają w ćwiczeniu właściwego oddychania. A przecież żyjemy coraz szybciej: szybko pracujemy, szybko chodzimy – wszystko na wysokich obrotach. A trzeba sobie powiedzieć: usiądź, odetchnij, spokojniej. Spokojny spacer może w tym pomóc. Bo wszystko trzeba robić spokojnie. Z uważnością. Z wdzięcznością…
Czujesz się spokojna teraz?
Tak. Tak. Tak. Ale to była długa droga.
Rozmawiał: Tadeusz Nowakowski



