Z dziejów filmu, radia i telewizji: Aktorzy i reklamy (2)

0
bb3ljzBVMOeraafOO7ulXdcU0fp

Według ostatnich badań aż 13 milionów widzów w Polsce jest uzależnionych od seriali. Na pierwszym miejscu oglądalności jest „Gra o tron” produkcji USA, ale już na drugim (niewiele ustępującym pierwszemu) serial rodzimej produkcji „Belfer” z Maciejem Stuhrem.

Producentem tego serialu jest polska edycja Canal+. Francuska korporacja C+ znana i w Szwecji, jest potęgą finansową. W pewnym momencie chciała zdominować cały rynek telewizyjny w Europie. Nie bardzo to się udało, ale potęgą została. Szczególnie w Polsce, gdzie emituje jedenaście programów, w tym dwa sportowe i jeden naukowy (C+ Discovery). Pozostałe osiem programów fabularnych rzadko nadaje produkcje polskie. A jeszcze rzadziej C+ je finansuje lub dofinansowuje. Co innego, gdy są to koprodukcje, które można wykorzystać na antenach innych krajów.
Polska C+ nadaje w większości filmy i seriale zachodnie, te które korporacja zakupiła dla wszelkich swoich międzynarodowych anten. Zaletą C+ jest nie krojenie projekcji reklamami. Kanał utrzymuje się z opłat – jest TV płatną, dostępną tylko w kablu lub na platformach satelitarnych.

W grudniu br. minęła 25 rocznica powstania TV Polsat, czyli przełamania po prawie 40 latach od zaistnienia telewizji w Polsce, monopolu państwowej TVP. Było to 6 grudnia 1992. Program Polsatu nadawano drogą satelitarną z Holandii. Dopiero po zmianie przepisów w Polsce, Polsat uzyskał licencję i mógł zejść „na ziemię”. Wprawdzie cztery lata wcześniej udało się w Paryżu Mirosławowi Chojeckiemu umieścić polski okazyjny program, prowadzonej przez niego „Oficyny Nowej” na francuskiej satelitarnej TV 5. Pierwsza audycja (zapowiedziana przez Radio Wolna Eu-ropa, oraz wówczas bardzo popularne audycje polskie radia francuskiego) nadana była w Wigilię 1987 roku. W tym czasie było bardzo mało w Polsce zestawów do odbioru satelitarnego. W kraju ich nie produkowano, a na granicy często takie zestawy konfiskowano i pewnie to było powodem, że finansujący tę inicjatywę Amerykanie zrezygnowali z tego środka propagandy i nadano w sumie tylko trzy czy cztery programy, odebrane przez kilkanaście parabol. Ale nazwa Telewizja Nowa (TVN) się utrzymała i po wsparciu Mariusza Waltera z dawnej redakcji TVP, ta nowa telewizja rozwinęła się w wielki koncern.

A więc 25 lat temu nastąpił przewrót kopernikowski w dziejach polskiej telewizji. Dziś korporacja Polsatu nadaje kilkanaście programów: dwa informacyjne, dwa sportowe, jeden „kobiecy” i siedem fabularnych, na których w kółko nadaje się polskie, wyprodukowane przez Polsat seriale. Są to produkcje na wyższym („Fala zbrodni”) lub niższym („Świat według Kiepskich”) poziomie, co zresztą nie wpływa na ich popularność. Polsat produkuje i emituje „dla ludzi”.

A ludzie tacy są, jacy są. I takie seriale lubią, jakie lubią. Można się zastanawiać jedynie, po co Polsatowi siedem programów dla nadawania w kółko ośmiu seriali?

Czytelnikom NGP nie trzeba tego tłumaczyć. Chodzi o reklamy. Czym więcej programów – tym więcej reklam się zmieści. Czym serial bardziej ambitny, tym bardziej pocięty reklamami. Drugą zasadą jest ratowanie kiepskich seriali komediowo-sitcom’owych aktorami z pierwszej półki, znanymi z dużego ekranu, z wielkich ról. Tak na przykład w sitcom’ie: „Daleko od noszy” główną rolę kreuje Krzysztof Kowalewski – pamiętny Zagłoba z ekranizacji Trylogi, a wtórują mu znani aktorzy kabaretowi Piotr Gąsowski, Hanka Śleszyńska, Krzysztof Tyniec i inni.

Wykonawcy ci nadają prawdę ekranu absurdalnym sytuacjom. Podobnie para Cezary Żak i Artur Barciś (pamiętny „Anioł przeznaczenia” spinający poszczególne odcinki „Dekalogu” Kieślowskiego) uwiarygodniają kretyński serial „Miodowe lata”. To przykłady ze stajni Polsatu.

Ta sama para aktorów rozkwita w TVP w doskonałym serialu „Ranczo”. Cezary Żak w podwójnej roli bliźniaków (polityka i duchownego), a Barciś w roli jego sekretarza, krętacza i intryganta. W przeciwieństwie do Polsatu; TVN, które podobnie jak Polsat emituje kilkanaście programów, ma tylko trzy fabularne, a nakręcił (jak dotychczas), tylko jeden serial „Na Wspólnej”. Ot, taką sagę wielorodzinną, która trwa i trwa… Niezły scenariusz, dobrzy aktorzy (w tym Bożena Dykiel).

Jednak daleko tym wszystkim serialom Polsatu czy TVN, do TVP-owskiego „Klanu”, którego 3212 odcinek właśnie obejrzałem. Lata płyną.

Niektóre postacie trzeba było wykreślić z powodu śmierci aktorów. Rzadko się zdarza podmianka aktorska. Tak od razu to jest nie możliwe. Bohater lub bohaterka serialu musi wyjechać na jakiś czas, a potem wraca co nieco zmieniona, gdy widzowie już trochę zapomnieli jej wygląd. Sęk w tym, że bywają powtórki… I „cały pogrzeb na nic” – jak mawiał Franc Fiszer.
Reasumując, polskie seriale scenariuszami i aktorami stoją. A jak się to zbiegnie – to tylko się cieszyć. I nawet trudno się gniewać na dominujące reklamy przerywające projekcję, często w najciekawszym miejscu.

Tematu polskich seriali nie da się wyczerpać. Nie wspomniałem o serialach obyczajowych, takich jak „Barwy szczęścia”, czy „Pierwsza miłość” i o wielu innych.

Zachęcam więc Czytelników mających możliwość (satelitarną lub internetową) do oglądania polskich seriali – zamiast tych, które serwuje im szwedzka telewizja.

Ale de gustibus non est disputandum.

Ludomir Garczyński-Gąssowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer