Sztokholm. Mój czterdziestolatek

0
IMG_0237

Dzisiejszy Sztokholm nie przypomina tamtego sprzed 40 lat, kiedy tu przyjechałem z rodziną z ośrodka dla uchodźców w Oxelösund. Pozostał jednak Moim Miejscem, miastem, które codziennie potrafi mi dostarczyć radości.

Rok 1984. Jeszcze nie pojawiły się ogródki kawiarniane, tawerny czy bary z kuchnią świata. Świat wypieków reprezentowała limpa, bochen słodkawego miękkiego chleba w plastikowym opakowaniu i słodkie bułeczki zwane kanelbullar. W sklepach obowiązywał wybór zgodny z tradycyjnym szwedzkim gustem. Konsumpcję wyznaczała oferta sieci Konsum, ICA, Åhlens. Restauracje były głównie przyhotelowe, za kotarami. Ulice w weekendy świeciły pustkami, jako że domy towarowe były zamknięte, takoż Systembolaget (sklep monopolowy z alkoholami), imprez było niewiele. Sztokholmianie rozpierzchali się do swoich podmiejskich stug. I trudno się dziwić. Miasto nie oferowało niczego, co by w czas wolny mogło przyciągnąć ich do śródmieścia.

Jako nowi imigranci wałęsaliśmy się po mieście, obok nas snuły się ulicami inne emigranckie rodziny. Smutek Północy.

Impuls do zmiany przyszedł wraz z pierwszym festynem Vattenfestival (Festiwal Wody) w sierpniu 1991 roku. Vattenfestival organizowany był co roku w sierpniu, jako wielki festyn i festiwal kultury, dał początek obyczajom korzystania z miasta na sposób wielkich miast na Kontynencie. Władze miasta, acz tylko na czas festiwalu, zezwoliły na spożywanie napojów z procentami na niektórych placach i ulicach. Ludzie siadali gdzie popadnie, podziwiali uliczne występy, popijali szampana, piwo, wino, chętnie rozmawiali z nieznajomymi (sic!). Słowem, zalegalizowana (i trwająca tylko parę tygodni) anarchia w samym centrum Folkhemmet!

Najważniejszy był ten pierwszy raz. Pamiętam, że kolejarze rozdawali banany przyjezdnym na dworcu centralnym. Z muszli koncertowych dobiegała muzyka na żywo, wszędzie stoiska, nowe fastfoody, a w sumie rwetes, jakiego miasto dotąd nie znało. Ni stąd, ni zowąd, nastał czas wielkiego świeckiego odpustu.

Napisałem po kilku latach pobytu w Sztokholmie o moim urzeczeniu tym miejscem:

”Miasto na wodzie, miasto na wyspach. Rozległe, oddychające szeroko, bo wchłonęło nie tylko ulice i domy, ale i wyspy, fiordy, jeziora i lasy.
Miasto-archipelag. Wyspy ciasno obok siebie położone, prawie się potrącają, tak że przybyszowi spacerującemu ulicami trudno się zorientować, czy natykając się na przesmyk wodny, znajduje się u brzegu jeziora, rzeki czy fiordu morskiego.

W centrum miasta śluza, gdzie woda słona spotyka wodę słodką, przy niej miasto to powstało.

Niekończące się nabrzeża. Stąd widać najlepiej, że miasto niczym fregata przycumowana u nabrzeży, gotowe do wyjścia w morze. Na nabrzeżach krzątanina. Słychać pisk mew, zgrzyt lodzi ocierających się o nabrzeżne bale, klekot masztów, szczęk szekli. Ruch na wodzie niebywały. Większy niż na drogach.
Wraz z wiosną zaczyna się gremialne obrządzanie łodzi i jachtów. Woń smarów i farby miesza się z zapachem butwiejących kadłubów. Nie wyczuwa się wilgoci, towarzyszącej morskim pejzażom. Morska przygoda w tym mieście ma smak górskiego powietrza. Z tego miasta chce się wyruszyć w świat. I chce się tu wrócić. By wśród tańczących refleksów słońca na wodzie pomarzyć o następnej podróży.”

Wstała, podeszła do mojego fotela, pochyliła się i szepnęła: – Doftande syrener… doftande syrener.

Jeszcze bardziej obniżyła szept: – Czujesz te wibracje?

W moje uszy wsączyły się ponownie doftande syrener. Po polsku: pachnący bez. Po szwedzku cudnie rozwibrowane, jak to miasto, kiedy umajone (czyli w czerwcu). W jej ustach, po szwedzku pachnący bez, był zapowiedzią czarownej kantaty, a może i radosnego bourree. Nie dorównają mu: fragrant lilacs, czy lilas parfumés, nawet gdyby zdecydowała się je wypowiedzieć w owych światowych językach.

Sensualna fraza rozgościła się w mej głowie na dobre. Znalazłem się w bujnym ogrodzie pełnym różnobarwnego bzu. Stockholms syrener. Doftande syrener i min älskade Stockholm jego znakiem. I tak niech już pozostanie.

Od Skansenu, gdzie ludzie zebrali się by pośpiewać razem, wiatr niesie piosenkę o moich mieście:

Sztokholm w moim sercu
Chce Cię znów wyśpiewać,
Zanurzony w młodzieńczej zieleni
Miasto na wyspach, to Ty.
Pośród miast, które znam
Ty masz w sobie wszystko
Jezioro Mälaren lgnie do morza
Słodka woda pragnie słonej.

Zygmunt Barczyk

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer