Sztokholm. Mój czterdziestolatek
Dzisiejszy Sztokholm nie przypomina tamtego sprzed 40 lat, kiedy tu przyjechałem z rodziną z ośrodka dla uchodźców w Oxelösund. Pozostał jednak Moim Miejscem, miastem, które codziennie potrafi mi dostarczyć radości.
Rok 1984. Jeszcze nie pojawiły się ogródki kawiarniane, tawerny czy bary z kuchnią świata. Świat wypieków reprezentowała limpa, bochen słodkawego miękkiego chleba w plastikowym opakowaniu i słodkie bułeczki zwane kanelbullar. W sklepach obowiązywał wybór zgodny z tradycyjnym szwedzkim gustem. Konsumpcję wyznaczała oferta sieci Konsum, ICA, Åhlens. Restauracje były głównie przyhotelowe, za kotarami. Ulice w weekendy świeciły pustkami, jako że domy towarowe były zamknięte, takoż Systembolaget (sklep monopolowy z alkoholami), imprez było niewiele. Sztokholmianie rozpierzchali się do swoich podmiejskich stug. I trudno się dziwić. Miasto nie oferowało niczego, co by w czas wolny mogło przyciągnąć ich do śródmieścia.
Jako nowi imigranci wałęsaliśmy się po mieście, obok nas snuły się ulicami inne emigranckie rodziny. Smutek Północy.
Impuls do zmiany przyszedł wraz z pierwszym festynem Vattenfestival (Festiwal Wody) w sierpniu 1991 roku. Vattenfestival organizowany był co roku w sierpniu, jako wielki festyn i festiwal kultury, dał początek obyczajom korzystania z miasta na sposób wielkich miast na Kontynencie. Władze miasta, acz tylko na czas festiwalu, zezwoliły na spożywanie napojów z procentami na niektórych placach i ulicach. Ludzie siadali gdzie popadnie, podziwiali uliczne występy, popijali szampana, piwo, wino, chętnie rozmawiali z nieznajomymi (sic!). Słowem, zalegalizowana (i trwająca tylko parę tygodni) anarchia w samym centrum Folkhemmet!
Najważniejszy był ten pierwszy raz. Pamiętam, że kolejarze rozdawali banany przyjezdnym na dworcu centralnym. Z muszli koncertowych dobiegała muzyka na żywo, wszędzie stoiska, nowe fastfoody, a w sumie rwetes, jakiego miasto dotąd nie znało. Ni stąd, ni zowąd, nastał czas wielkiego świeckiego odpustu.
Napisałem po kilku latach pobytu w Sztokholmie o moim urzeczeniu tym miejscem:
”Miasto na wodzie, miasto na wyspach. Rozległe, oddychające szeroko, bo wchłonęło nie tylko ulice i domy, ale i wyspy, fiordy, jeziora i lasy.
Miasto-archipelag. Wyspy ciasno obok siebie położone, prawie się potrącają, tak że przybyszowi spacerującemu ulicami trudno się zorientować, czy natykając się na przesmyk wodny, znajduje się u brzegu jeziora, rzeki czy fiordu morskiego.W centrum miasta śluza, gdzie woda słona spotyka wodę słodką, przy niej miasto to powstało.
Niekończące się nabrzeża. Stąd widać najlepiej, że miasto niczym fregata przycumowana u nabrzeży, gotowe do wyjścia w morze. Na nabrzeżach krzątanina. Słychać pisk mew, zgrzyt lodzi ocierających się o nabrzeżne bale, klekot masztów, szczęk szekli. Ruch na wodzie niebywały. Większy niż na drogach.
Wraz z wiosną zaczyna się gremialne obrządzanie łodzi i jachtów. Woń smarów i farby miesza się z zapachem butwiejących kadłubów. Nie wyczuwa się wilgoci, towarzyszącej morskim pejzażom. Morska przygoda w tym mieście ma smak górskiego powietrza. Z tego miasta chce się wyruszyć w świat. I chce się tu wrócić. By wśród tańczących refleksów słońca na wodzie pomarzyć o następnej podróży.”
Wstała, podeszła do mojego fotela, pochyliła się i szepnęła: – Doftande syrener… doftande syrener.
Jeszcze bardziej obniżyła szept: – Czujesz te wibracje?
W moje uszy wsączyły się ponownie doftande syrener. Po polsku: pachnący bez. Po szwedzku cudnie rozwibrowane, jak to miasto, kiedy umajone (czyli w czerwcu). W jej ustach, po szwedzku pachnący bez, był zapowiedzią czarownej kantaty, a może i radosnego bourree. Nie dorównają mu: fragrant lilacs, czy lilas parfumés, nawet gdyby zdecydowała się je wypowiedzieć w owych światowych językach.
Sensualna fraza rozgościła się w mej głowie na dobre. Znalazłem się w bujnym ogrodzie pełnym różnobarwnego bzu. Stockholms syrener. Doftande syrener i min älskade Stockholm jego znakiem. I tak niech już pozostanie.
Od Skansenu, gdzie ludzie zebrali się by pośpiewać razem, wiatr niesie piosenkę o moich mieście:
Sztokholm w moim sercu
Chce Cię znów wyśpiewać,
Zanurzony w młodzieńczej zieleni
Miasto na wyspach, to Ty.
Pośród miast, które znam
Ty masz w sobie wszystko
Jezioro Mälaren lgnie do morza
Słodka woda pragnie słonej.
Zygmunt Barczyk

