Zatrzymane chwile
Wolny jak ptak! Wołanie wypełnione tęsknotą. Zazdrościmy orłom i mewom, tęsknimy do wolności i niekonformizmu, jednocześnie nie szczędząc wysiłków aby ją (wolność) ograniczać tak sobie jak innym. Orzeł? Cóż orzeł? Gdyby się nauczył zdobywania pokarmu bez potrzeby machania skrzydłami, zostałby ptakiem spacerowym.
Czy z ludźmi jest podobnie? Tak! Gdyby człowiek miał zapewnioną od urodzenia do śmierci trzy razy dziennie dostawę chleba, wielu byłoby gotowych żyć o samym chlebie. Ma rację Wielki Inkwizytor u Fiodora Dostojewskiego, że nie ma nic bardziej nieznośnego, jak wolność (za wyjątkiem braku wolności), dajcie człowiekowi laptopa i auto, pizzę i kebab, a nie będzie sobie zawracał głowy niczym, chociażby wolnością.
Wielkiemu Inkwizytorowi brak zazwyczaj stosownego wykształcenia i mało wie, ale pomimo tego osiąga zakomite wyniki, ponieważ socjotechnika dostarcza mu kandydatów na Inkwizytorów Szeregowych. Ci zaś są najczęściej dobrze wykształceni, sprawni, wyspecjalizowani, pewni siebie i dyspozycyjni, a dopuszczeni do satysfakcjonujących miejsc, chętnie służą.
Dostojewski ustami Wielkiego Inkwizytora strofuje Chrystusa za to, że ten wzywa ludzi do wolności i rozpędzony poucza Go napominającym tonem: My udoskonaliliśmy Twoje dzieło! Oparliśmy je bowiem na Cudzie, Tajemnicy i Autorytecie!
Dyktatorzy mają to do siebie, że padają. Przegrywają, ponieważ nigdy nie udało się żadnemu zapewnić poddanym wystarczającej ilości (co znaczy „wystarczająca ilość”?) panem et circenses, chleba, igrzysk, cudów, tajemnic. Brakowało im często talentu i współcześni władcy są do nich podobni. Dyktatorzy odchodzili, odchodzą i będą odchodzić w niebyt, ponieważ nie potrafią znaleźć skutecznych sposobów na manipulowanie umysłami.
Smutna to konstatacja a zarazem wstydliwa, bowiem wielu wystarczy chleb i polecenie władcy albo sutanny. Niestety człowiek codzienny rodzi się, rośnie i umiera, w stanie umiłowania zależności.
Na szczęście rodzą się również ludzie bardziej wrażliwi, tacy którym trudno się z takim życie pogodzić. Ci ruszają w pogoń za marzeniami, a kiedy szczęście się do nich uśmiechnie, stają wniebowzięci w jasnym świetle spełnień i w obliczu rzeczywistości skrojonej tylko dla nich.
Wybrańcowi udaje się czasem dogonić marzenia. Wspaniale, tylko co dalej? Doznałem oto spełnienia, ale co mam teraz zrobić z nadal żywym we mnie romantykiem? Kiedy wszystko policzone, co algebra znaczy? Jeżeli nawet dobra, ale szara codzienność wygrywa, nie ma miejsca dla szaleństw duszy, a co gorsza, nieuniknionych kolei rzeczy nie sposób obarczyć winą! Marzenia działają jak ozon, ale mają też dodatkową i ważną cechę, można je poddawać zmianom i retuszom.
A ty ciągle jak dziecko! Choć wiesz, że nigdy nie będziesz z nimi (marzeniami) gotowy, raz za razem wpadasz w ich bałamutne koleiny! Niestety to niczego cię nie uczy, gdyż wciąż próbujesz na nowo wypełniać niewdzięczny los romantyka, któremu marzenia nie chcą się spełniać!
Na szczęście lubimy swoje słabości, a nie buntując się okazujemy mądrość. Wystarcza nam poranna codzienność, wypełniona magią codzienności i staramy się zrozumieć, że niemożliwym jest obejście dnia dookoła, oraz iż patos ma znikomą wartość (podobną wartości żołnierza w czasie pokoju).
Co nam ostaje? Niewiele. Możemy tylko uspokoić umysł i dalej żeglować po oceanach marzeń wierząc, że cuda się jednak zdarzają.
Andrzej Szmilichowski
