Dusza nie człowiek, wytrzyma
Nie cierpię hipokryzji. Tej hipokryzji, która pozwala wygłaszać kazania o potrzebie prawa, sprawiedliwości, prawdy, a służy zakłamaniu i wyrządzaniu wciąż nowych krzywd. Za hopokryzją kryje się najczęściej podłość lub bezrozumność, nie wiem co gorsze.
Tak sobie myślę snując się po jesienno burych, (Środek skandynawskiej zimy, czysta kpina!) alejkach Nacki i przyglądam światu. Senny nastrój, cisza, bytowanie godne starszych (właściwie młodszych?) roczników.
Ludzie boją się, panicznie boją się starości, a gdy ją osiągają pocieszają się myślą, że to jeszcze nie ona, starość, jeszcze nie jej pora ani czas. Czego tu się bać? Nie boję się starości i osamotnienia, bowiem znam jedno i drugie. Mam przed sobą cały świat, olbrzymią paletę wewnętrznych przeżyć, wspomaganych pamięcią. Starość nie ma szans przyciąć mnie tak długo, jak mam tą świadomość.
Więcej nawet, myślę, że spokój duszy i ciała wymusza niejako wyciszenie i uporządkowanie „ja”. Pod uporządkowanie rozumiem nadanie mu, czyli mnie, formy zasługującej na własny szacunek. Niby proste, ale wymaga spokoju, ciszy i czasu.
W ludzkim (nieludzkim!) tłumie i nieustannym pośpiechu – przypominającym często pogoń psa za własnym ogonem – można wiele zgubić, a trwałych wartości nie znaleźć nigdy. Tak sobie w tej chwili pomyślałem: Czy cierpienie może być pożyteczne? Nie jestem pewien, ale chyba może. Jakby nie było, przecież to ono, cierpienie, wskazuje drogę jaką podążał błąd?
Dlaczego zacząłem pisać? Tego również nie wiem, ale myślę, że najczęściej są w to jednak wplątane jakieś tajemnicze moce, bo jak inaczej mogłoby pojawić się coś tak ulotnego, jak motywacje i intuicja? Może to obowiązek, że trzeba ocalać przed zapomnieniem rozmaite okruchy życia? I tak układa się to wszystko (istnienie), w jakąś niepełną i koślawą okresami, ale inaczej zupełnie strawną i kochaną całość.
Czyli co autor miał na myśli? Miał jedność myśli na myśli (zamierzone masło maślane). Współżycie z przeszłością i teraźniejszością? Po trochu tak, ale jednocześnie niepostrzeżenie moje lamenty nad przemijaniem, w miarę pisania przemieniają się w radość spowodowaną przemijaniem. Mam świadomość, że pisaniem odkrywam jakąś cząstkę mojej tajemnicy, innymi słowami mówiąc, próbuję tą drogą poznać i wytłumaczyć sobie, codzienną porcje kontynuacji siebie.
Kim jestem dziś? Ba! Nie wiem, ale ciągle mozolnie i mam nadzieję świadomie poszukuję. Upadam, ale znów i znów się podnoszę, pracowicie zarabiając na treść epizodu, jakim jestem. A łezka? Cóż łezka jest, kręci się w oku, tylko nie wiadomo, ze smutku ona, czy z ulgi?
Edmund Husserl, wybitny niemiecki filozof i jeden z twórców fenomenologii pisał, że jest zmęczony samym pojęciem rzeczywistości, ale jak dotąd nikt nic lepszego nie wymyślił. No proszę, jak zgodni jesteśmy ja i fenomenologia! Też bywam zmęczony, ale wtedy mogę sobie potęsknić za arkadią, albo trzasnąć pasjansa, a fenomenologia nie może.
Andrzej Szmilichowski
