Samo życie…
Samo życiem – można by powtórzyć za jedną z recenzentek książki. To typowa historia losów pokolenia Polaków, które dojrzewało w PRL-u, ale znalazło siłę i determinację, by budować swoje inne (lepsze? Często – tak) życie na emigracji. Książka Ireny Desselberger ”Nić mojego losu” to pamiętnikarski zapis codzienności.
Rodzinna historia Desselbergerów z pewnością podobna jest do losów wielu innych osób, które na początku lat 80-tych znalazły się w Szwecji. Z tą może różnicą, że ich wyjazd był zaplanowany, że mąż autorki miał zapewnioną pracę, że budowa nowego życia na emigracji była sama w sobie celem. Oczywiście – w tle tej emigracji była również sytuacja polityczna Polski tamtych czasów, ale polityka nie zdeterminowała pobytu rodziny w Szwecji.
Książka napisana z pamiętnikarskim, pełnym szczegółów zacięciem, może nie odkrywa niczego nowego, czego byśmy nie wiedzieli o skomplikowanych losach Polaków. Ale wielu czytelników znajdzie w tej historii zapewne fragmenty i własnych przeżyć, własnych rozterek – i to z pewnością czyni książkę uniwersalną. Osobiście największe zaciekawienie wywołała u mnie opowieść o synie Autorki, o walce o jego zdrowie, o rodzicielskiej miłości, która – w tak czasami trudnych sytuacjach – wystawiana była na ciężką próbę. To chyba najsilniejszy element tej książki: do bólu szczery, nawet w opisie relacji syna z ojcem. Już tylko ta opowieść, w której ważną rolę odgrywa także wiara, jest warta przeczytania. To także bardzo prawdziwy opis szwedzkiej służby zdrowia i opieki społecznej.
Irena Desselberger potraktowała książkę nie tylko jako opowieść o losach polskich emigrantów, ale także jako rodzinną kronikę. Stąd mnóstwo tu się przewija postaci, nazwisk, co czyni, że w pewnym momencie książka zamyka się na szerszy krąg czytelników. Staje się cegiełką rodzinnej historii. Koncentrując się na czasami błahych opisach rodzinnych podróży zagranicznych, bądź rodzinnych spotkaniach: w Sztokholmie, czy to w Polsce – traci impet. Dla dzisiejszego czytelnika opisy zagranicznych wakacji muszą być błahostkami – wszak dzisiaj podróżują wszyscy i ciągle. Już nawet egzotyczne wyprawy nie robią na nikim wrażenia.
„To piękna historia życia dziewczynki, żony i matki, pełna szczęścia, radości, ale również goryczy i smutku” – czytamy na okładce książki opinię znajomej autorki, Ewy Bieleckiej Skorut. Pisanie pamiętników (bo tym jest właśnie książką „Nić mojego losu”) ma długie i bogate tradycje. To forma wyrażania swoich emocji i opisywania ich, to także dobry sposób na poznawanie samego siebie i lepsze rozumienie siebie. I właśnie te kryteria książka Ireny Desselberger spełnia. Prawdopodobnie pisanie pomaga jej zmierzyć się z własnym życiem. A i czytelnik coś z tego skorzysta…
(L.Z.)
Irena Desselberger: Nić mojego losu. Wyd. Polonica, Stockholm 2016, s.253
