HELENA STARKMAN: Chcę być w drodze

0
globe-trotter-g38a2fb2d7_1280

W Polsce podróżowało się  kilkanaście godzin pociągiem aby odwiedzić rodziców i dziadków. A kto nie był ciekaw świata już w młodości niech się przyzna! Ja zawsze marzyłam aby gdzieś wyfrunąć już jako małe dziecko i nie wiem dlaczego. Chyba za bardzo ponosiła mnie fantazja. Myślę, że warto zapisywać wspomnienia, bo pamięć nas zawodzi.

Gdy moi dziadkowie zmarli nikt już z nas pozostałych w rodzinie nie pamięta dokładnie. o czym oni nam opowiadali. A ja tak bardzo chciałabym pamiętać! Tym bardziej, że opowiadał o Turcji, kraju, który, mnie niezwykle fascynuje. Boleję z tej przyczyny ogromnie.

Tak bym chciała znać szczegóły tego co opowiadał ale nikt w rodzinie nie może mi pomóc. Dlatego warto zapisywać wszystko i o wszystkim ze szczegółami. Zapamiętajcie to ludzie i piszcie jak tylko możecie! Jak ja właściwie trafiłam do Szwecji? Złożyło się na to kilka czynników.

Jednym z nich było to że Szwecja  leży naprawdę niedaleko, bo zaledwie godzinę drogi samolotem. Kiedyś w dzieciństwie wpadła mi w ręce jakaś książka o wyprawie na biegun północny. Skąd ta i jeszcze jakieś inne książki o Szwecji znalazły się  u nas w domu, gdzie niewiele było książek, też dokładnie nie wiem.

Mimo, że to odległa sprawa, warto o niej wspomnieć, gdyż nie mniej stanowi ona o pewnej mistyce w naszym życiu. Tak naprawdę to chyba nikt nie chce opuszczać kraju swoich przodków, jednak od tysiącleci ludzie przemieszczali się z różnych powodów i wychodziło im to niekiedy na korzyść. Nasi przodkowie nie tylko Polacy wyjeżdżali często dla chleba. Moja generacja sprzed grudnia 81 roku wyjeżdżała, bo już nie mogła wytrzymać  tego terroru psychicznego na jaki narażał nas nasz  rząd i nasi przyjaciele ze wschodu.

Trudno mi było mimo opuścić wszystkich i wszystko i udać się w nieznane. Nie wiedziałam zresztą, że mój wyjazd będzie trwał tak długo. Chciałam trochę zobaczyć jak żyją inni ludzie i spróbować swoich sił. Zresztą uczyłam się angielskiego i wiedziałam, że mogę zatrzymać się u pewnego znajomego polityka i ekonomisty, z którym ustaliłam warunki mojego pobytu. Zaufanie jakim go obdarzyłam okazało się tylko częściowo mieć swoje podstawy. Niestety i w późniejszym życiu przekonałam się, że nie powinnam nigdy ufać  ludziom i stale się jeszcze o tym przekonuję. Na szczęście jakoś zawsze wychodzę z opresji z większym lub mniejszym uszczerbkiem na zdrowiu. I ciągle sobie obiecuję, że już nigdy więcej nie dam się nabrać…

Taką mam karmę i wierzę, że to wszystko co przeżywam ma jakiś sens, bo ja wierzę w cuda.

A wracając do Wrocławia, który opuściłam z pewną ulgą, to chciałabym wspomnieć te śmierdzące jajka jakie wtedy tylko można było kupić, to wyłączanie prądu w najmniej odpowiedniej porze wiele razy w ciągu doby, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Puste półki sklepowe, brak podstawowych artykułów żywnościowych i higienicznych, ciągłe kolejki i zupełne wyczerpanie nerwowe i psychiczne jakie się z tym wiązało doprowadziło do podjęcia przeze mnie decyzji. Jadę!!!!!!!!!!!!

Pieniądze na wyjazd częściowo zaoszczędziłam, częściowo pożyczyłam. Niewiele tego było. Ale  dobrze, że miałam gdzie  się zatrzymać. W rzeczy samej miałam ogromnego pecha, że właśnie to rozwiązanie wybrałam, ale nie miałam specjalnie dużego wyboru. Tak naprawdę nie zdając sobie sprawy, przygotowywałam się do tego wyjazdu od lat. Mój niedoszły narzeczony wyjeżdżał wielokrotnie do Szwecji. To od niego dowiedziałam się wielu

prawd o Polakach w Szwecji. O tym jak drogie jest życie i wcale nie miałam złudzeń jeszcze zanim wyjechałam do tego kraju. Wiedziałam, że Polacy w kraju mają fałszywe wyobrażenia o zachodzie i jego mieszkańcach. To prawda, że w sklepach jest wszystko czego zapragniesz ale nie wszystkich na to stać. I w tamtych czasach prawdą było powiedzenie „Ludzie na zachodzie mają wszystko w sklepach tylko nie mają na to pieniędzy, u nas w kraju ludzie być może mają pieniądze, ale nie mają niczego w sklepach”.

A więc nie byłam „zielona” chociaż mieszkałam na ulicy zielonej. Wiedziałam coś niecoś o tym jak Polacy kradną, jak handlują  wódką i jakie robią numery żeby wyjść na swoje, jak to się u nas mówi. Jedno jest pewne – jak świat światem zawsze byli ludzie bez serca, którzy bez skrupułów nadużywali zaufania innych. Ja takich nazywam  psychopatami. Inni nazywają ich cwaniakami.

Dzięki temu, że spotkałam tu również życzliwych mi ludzi, lub po prostu mnie potrzebujących, to zadecydowało o moim pozostaniu w Sztokholmie i nie marzyłam o wyjeździe do Chicago gdzie miałam wielu bliskich mi ludzi z wcześniejszego okresu mojego życia. Chicago odwiedziłam kilka lat później i bardzo mi się tam nie podobało przede wszystkim ze względu na hałas syren policyjnych. Tu w Sztokholmie jest trochę jak na wsi, a jednak w mieście, i ta kombinacja najbardziej mi odpowiada. Chcę przebywać na łonie natury w dosłownym tego słowa  znaczeniu, bez wyjazdu daleko poza miasto, idę sobie w miejscu gdzie mieszkam nad wodę, lub do lasu nie używając do tego celu samochodu. To jest wspaniała sytuacja dla mnie, która kocham zieleń i świeże powietrze. Samochodów nie lubię i w zasadzie nigdy nie pragnęłam posiadać, podczas kiedy moja przyjaciółka z New Haven  pod Nowym Jorkiem nie może się bez niego obejść. Znam też takich wygodnickich, którzy nawet chełpią się z tego, że nawet po papierosy kilkanaście metrów od domu jadą samochodem. Ja jestem bardzo za naturą i czuję jakim błędem jest, że tak krótkowzrocznie ludzie myślą. Co zostanie dla następnych pokoleń? Dziwne, że tutaj w Sztokholmie można jeszcze oddychać, więc to miejsce jest idealne do życia

Możliwości odwiedzania mnie przez bliskich z Polski w tym pięknym miejscu jeszcze bardziej przekonały mnie do osiedlenia się tutaj na dobre. Ale wiele razy zdarza mi się żałować tego kroku, gdyż stałam się też obiektem do wykorzystywania, także za pośrednictwem, mojej mamy, która prosiła mnie o ściąganie przeze mnie tutaj ludzi do pracy. Drogo za to zapłaciłam, ale zamiast wdzięczności za moje trudy jeszcze obie z moją mamą doznałyśmy wielu przykrości. Szkoda starej kobieciny, ale co na to poradzę?

Podczas mojej szwedzkiej drogi zdążyłam i mało i wiele.  O wszystko przyszło mi walczyć i niczego nie dostałam za darmo. O mieszkanie, o pracę, o lepszą pracę, o pieniądze, o przetrwanie. Dużo mi wyszło w życiu na dobre i ciągle nie wiem co jeszcze mnie czeka.

Nauczcie się szanować starszych ludzi, oni dużo wiedzą, chociaż wam młodym wydaje się że wy wiecie najwięcej. Ja sama popełniałam ten błąd w młodości. Jedno czego powinni nauczyć mnie moi rodzice, a czego nie zrobili to konieczność uświadomienia młodej dziewczyny na czym polega seksualizm i jak się zachować w różnych sytuacjach z nim związanych. Szwecja jest w tym względzie mniej purytańska, niewiadomo do końca czy na dobre czy na złe. Jeżeli zaś chodzi o wiele innych spraw to wiele zawdzięczam właśnie radom starszych i dobrze na tym wychodziłam. To oni wskazali mi drogę do wszystkich moich małych i dużych sukcesów.

Co nie znaczy, że prowadzili mnie za rękę, lecz umacniali moją pewność siebie, której tak bardzo zawsze mi brakowało. Teraz sama jestem już wystarczająco dojrzała, a ciągle zasięgam porady starszych.  To nieprawda, że musicie wszystkiego słuchać, czasami i starsi się mylą, ale wam niedoświadczonym dużo brakuje do mądrości życiowej starszych, często skromnych ludzi. Ta prawda życiowa przydała mi się wiele razy w drodze do Szwecji, lecz wiele razy błądziłam nie chcąc słuchać starszych.

Tak ogólnie kierowałam się sama swoim rozsądkiem i sercem i chyba źle na tym nie wyszłam. Jestem dumna z naszego narodu. Zawsze wiedziałam, że Polacy to zdolni, inteligentni ludzie, którzy nie powinni mieć kompleksów. Jedynie nauczanie języków obcych powinno się poprawić wśród Polaków, a tak poza tym to jesteśmy inteligentnym narodem, umiejącym sobie radzić na całym świecie. Naszą inteligencję docenił ostatnio profesor Richard Lynn, który opierając się na 30-letnich wynikach badań, wywnioskował, że Polacy zajmują 3-cie miejsce na świecie jeśli chodzi o poziom IQ. Szwedzi stoją zaraz za nami, a przed nami są tylko Niemcy i Holendrzy. Brawo Polacy! Moja intuicja na coś się przydała! Zawsze w nas wierzyłam! Tu sama od siebie pragnę dodać, chociaż jeszcze nie udowodniono tego naukowo, że Polacy to naród który ma najwyższy poziom inteligencji emocjonalnej być może na równi z Zydami. My naprawdę umiemy dostosować się do sytuacji i myślimy nie tylko głową, ale i sercem. Tak to skrótowo ujmę, a jako bibliotekarka polecam tutaj przeczytanie książki Daniela Golemana pod tytułem „Inteligencja uczuć”. Bo prawdą jest, że aby nauczyć się dobrze języka obcego, trzeba najpierw znać dobrze swój własny  Książki w języku polskim możecie wypożyczyć w języku polskim w bibliotece polskiej w Opon /Ośrodek Polskich Organizacji niepodległościowych/  Dla tych, którzy mogą i chcą zasilić naszą bibliotekę w nowe i dobre książki zachęcamy do zapisywania się do naszej biblioteki na członków, co przyczyni się do wzmocnienia dotacji ze strony komuny sztokhomskiej, a kto wie, być może całej naszej pozycji w tym kraju. Bo człowiek oczytany i mądry umie się bronić w każdej sytuacji.

Przeczuwam, że jeszcze muszę być szczęśliwa w taki czy inny sposób, ale nie kosztem innych, tylko dzięki jakimś nadprzyrodzonym siłom, no i samej sobie, bo ja przecież na to zasługuję. Bardzo dużo nauczyła mnie praca w Szwecji w różnych zawodach. Jednak zawód bibliotekarki był moim wyuczonym zawodem w kraju rodzinnym i już stamtąd miałam ponad czternaście lat praktyki. Moją  pracę bibliotekarki bardzo zawsze lubiłam i chociaż płace tak w kraju jak i tutaj w tym zawodzie nie należały do najlepszych to jednak jest to dla mnie jeden zawód pasjonujący w najwyższej mierze. Zapisywanie myśli ludzkiej i przechowywanie jej dla pokoleń stanowi dla mnie wartość samą w sobie. Jednakowoż życie ma swoje wymagania i są rachunki do zapłacenia, więc wielokrotnie musiałam pracować ekstra. Była to najczęściej praca z ludźmi starymi i chorymi, którym za niewielkie wynagrodzenie niosłam pomoc w dni wolne od pracy w państwowej instytucji i na państwowej posadzie. Majątku się na tym nie dorobiłam i  nawet nie o to chodziło. Czułam się bardzo potrzebna, lubiana i ceniona – zwłaszcza przez moich klientów no i chyba przez kolegów z pracy. Niczego się już nie boję w tym kraju, mówię co chcę  i teraz mam tylko kłopot, bo po powrocie z chorobowego do pracy okazuje się, że już nie mogą mnie tak mocno wykorzystywać jak kiedyś i zrobiłam się trochę niewygodna po 16 latach pracy w tym samym miejscu, więc mam sytuację, której finał niedługo nastąpi. A na razie idę moją drogą, drogą wybraną, tu gdzie czuję się sobą – obywatelką obu narodów, ale nie wiem czy mam być z tego dumna czy się wstydzić. Czuję się  w jakimś stopniu oprócz Polki również Szwedką o czym nawet dokładnie nie wiedziałam aż do chwili obchodzenia  święta narodowego w zeszłym roku. Uroniłam wtedy niejedną łezkę ze wzruszenia.

Tak czy inaczej dużo bogatsza w doświadczenia i uboższa w kieszeni weszłam w wiek  dojrzały czyli przekroczyłam 50-tkę. Ale nie tylko to doświadczenie było mi dane wówczas przeżyć. Dużo większym okazała się choroba, którą ja sama jakoś na razie przezwyciężyłam, a na którą w tym okresie pożegnało padół ziemski wiele bliskich mi osób. No cóż nikt nie zabiera do grobu majątków, a jednak ludzie zgarniają  pod siebie zachłannie co tylko mogą. I nie tylko, bo chcieliby jeszcze więcej. Moja droga do Szwecji nauczyła mnie dużo więcej niż mogły mnie nauczyć wszystkie szkoły świata. Jednak stale pozostaję w tyle za innymi jeżeli chodzi o przebiegłość. Wiem, że ludzie nazywają przebiegłość intuicją, bo to przecież dużo lepiej brzmi.

Ja myślałam długo, że brak mi intuicji, ale to niezupełna prawda. Tylko ja potrzebowałabym jednak trochę przebiegłości  aby móc dalej zmagać się z losem. Uważam, że moje życie jest niezwykle bogate, nie w dobra materialne, ale w duchowe. I tu mam przewagę nad panią  Anitrą. Ha, ha! Można sobie w tym kraju pożartować bez ryzyka represji? Tak sądzę, chociaż sami Szwedzi uważają się za naród szpiegów. Bardzo dobrze o tym wiedzieć. My nie jesteśmy tacy głupi na jakich wyglądamy. I Amerykanie nie będą opowiadać już dłużej kawałów na temat głupich Polaków, tak jak Szwedzi to robią w stosunku do Norwegów.

Ogólnie to moja droga do Szwecji już jakby się skończyła. Język szwedzki, mentalność Szwedów i moje miejsce w tym kraju znam na tyle, że nie sądzę abym mogła dużo tu zwojować. Często miałabym ochotę  móc wrócić do swoich do Polski ale to nie takie proste ze względu na przepisy unii europejskiej. Na wypadek choroby trzeba wracać do kraju gdzie jest się ubezpieczonym. Ale ja nie mam zbyt wysokiego mniemania o szwedzkiej służbie zdrowia. Kto wie, może zrealizuję mój plan. Jak na razie do tego nie dojrzałam i mam za dużo spraw tu w Szwecji do zrealizowania. Ja ciągle wiem, że moja następna droga otwiera się przede mną i mam całą masę nowych idei  Nie jestem pewna czy starczy mi na wszystko zdrowia i życia.

Tu w Szwecji nie mam dzieci i nie pozostaję na szwedzkiej ziemi tylko dla nich jak robi to wielu moich rodaków. Mnie trzymają tu inne sprawy. Ale jeżeli będę mogła to jeszcze pojadę tu i tam.

Mnie nie potrzeba luksusowych mebli ani niczego na pokaz. Ja chcę być „w drodze”.

Tylko dokąd? Przecież ja już naprawdę nie mam siły wędrować. A jednak zobaczymy. Jakaś droga jest i trzeba ją wybrać.

Helena Starkman

Tekst przygotowany na konkurs ”Koja droga do Szwecji” organizowany przez Nową Gazetę Polską w 2004 roku
Foto: © CC0 Public Domain

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer