Historia, plotki, agenci
W książce roi się od agentów i plotek, co z jednej strony zapewne budzi ekscytację wielu czytelników, ale z drugiej – w jakimś stopniu – podważa historyczną i obiektywną ocenę instytucji, której publikacja dotyczy. A chodzi o wydane, nie tak dawno, obszerne, dwutomowe opracowanie dotyczące historii polskiej sekcji Radia Wolna Europa. “Pięknoduchy, radiowcy, szpiedzy. Radio Wolna Europa dla zaawansowanych” Andrzeja Świdlickiego to książka wyłamująca się ze sztywnych ram opracowań historycznych.
Świdlicki patrzy na Wolną Europę przez pryzmat swoje pracy w RWE, był redaktorem w latach 1981-1994. To oczywiście pozwala mu na nie tylko spojrzenie na historię radiostacji w kontekście sytuacji w Polsce, ale również na opisywanie wewnętrznej, personalnej sytuacji w RWE – dodajmy: w nieco za bardzo “plotkarski” sposób. To z kolei powoduje, że jest stronniczy w swoich opiniach. Nie należy tego dwutomowego dzieła traktować więc jako stricte opracowanie historyczne.
Przyznam, że z początku czytałem tę książkę z pewną niechęcią, wydawała mi się mało porywająca. Ale w pewnym momencie, gdy już przyjąłem i przyswoiłem konwencję w jakiej Świdlicki pisze, książka stała się fascynująca. I to nie tylko ze względu na moje rodzinne konotacje z niektórymi bohaterami tej książki. Miałem ten przywilej, że poznałem wielu pracowników z RWE – znajomych i przyjaciół mojego stryja Tadeusza Nowakowskiego, jeszcze w czasach gdy studiowałem w Polsce za czasów komuny byłem chyba dwukrotnie w siedzibie monachijskiej redakcji na Oettingenstrasse 67, a jedne z młodzieńczych wakacji spędzałem w “radiowej kolonii” na hiszpańskiej wyspie Formentara, gdzie wielu polskich rodzin związanych z rozgłośnią polską miało swoje letnie domy. Ludzie, o których Andrzej Świdlicki pisze, są mi więc znani, a sam przez krótki czas po 1981 roku, byłem autorem paru audycji dla RWE.
O roli jaką RWE odegrało w historii nie ma co pisać, bo nikt tego nie neguje. Książka “Pięknoduchy, radiowcy, szpiedzy” tylko to potwierdza, ale – bynajmniej – nie jest apologią RWE. Autor szeroko rozpisuje się o wszystkich etapach historii polskiej rozgłośni, konfliktach, stosunkach z Amerykanami, politycznych naciskach, i wreszcie generacyjnych (i ideologicznych) różnicach między starymi i nowymi pracownikami rozgłośni. Daleko tu do sielanki i wyłącznie patriotycznych uniesień – polska redakcja to z jednej strony miejsce pracy pożądane przez wielu, przynoszące prestiż, ale też trudne ze względu na jego specyfikę i świadomość, że wybór pracy w RWE oznaczał cały szereg problemów i wpisanie na “czarną listę” w PRL.
Olbrzymią rolę w funkcjonowaniu polskiej redakcji odgrywali jej kolejni szefowie. Świdlicki wiele miejsca poświęca pierwszemu szefowi polskiej redakcji Janowi Nowakowi, który obok Jerzego Giedroyca był uznawany za głównego wroga Polski Ludowej. Nowak budził nieraz skrajne emocje: przez wielu uznawany był za twórcę i filar polskiej redakcji, przez innych nazywany despotą realizującym własne cele polityczne. Autor książki, choć stara się być obiektywny, to jednak nie pała sympatią do Nowaka. Widać to na kartach książki, na których powracająca wciąż sprawa wojennej przeszłości Nowaka-Jeziorańskiego, zajmuje sporo miejsca. Szef polskiej sekcji rysuje się w książce Świdlickiego zupełnie inaczej niż w nieco apologetycznej biografii “Kurier Wolności. Jan Nowak-Jeziorański” napisanej w 2019 roku przez Jarosława Kurskiego. To tylko dowodzi, jak ważną rolę w polskiej historii odegrał.
Ale w książce nie tylko krytycznie jest o Nowaku. Dość stonowane są opinie Świdlickiego o kolejnym szefie polskiej sekcji RWE Zygmuncie Michałowskim, a wyjątkowo czarnym charakterem okazuje się jego następca – Zdzisław Najder. Autor książki nie zostawia na nim suchej nitki. Zresztą – jak potwierdza wiele innych wspomnień starych pracowników radia – to właśnie od niego zaczął się upadek autorytetu RWE, a wewnętrzne konflikty osiągnęły apogeum.
Rządy Najdera to czas gdy pracę w radio rozpoczął autor książki, więc opis tych czasów najderowskich (i za późniejszego dyrektorowania Marka Łatyńskiego i Piotra Mroczka) pełen jest nieznanych i nowych faktów. I oczywiście garści nowych plotek.
Nie bez powodu w tytule książki znajdujemy słowo “szpiedzy”. W obszernej pracy Świdlickiego znajdziemy niekończącą się listę agentów i prowokatorów, których zadaniem było rozpracowywanie RWE i jego pracowników. Chociaż pewnie nikt nie miał złudzeń, że radio było stale inwigilowane przez służby PRL, to jednak chyba nikt nie podziewał się, że było to robione na taką skalę. Bo choć synonimem ubeckich/sbeckich działań wobec radia są Andrzej Czechowicz (pseudonim “Gama”), Mieczysław Lach (TW “Kumor”) czy też pisarz Andrzej Brycht, to rzeczywista lista agentów jest znacznie, znacznie dłuższa. Po upadku komuny i otwarciu archiwów okazało się, że udanymi i nieudanymi próbami werbunku byli objęci nie tylko pracownicy i współpracownicy rozgłośni, ale także ich rodziny w Polsce. Głośno było o współpracy Najdera, naciskach na Zamorskiego, Żenczykowskiego i Trościanko. W szczególnie kłopotliwym położeniu znalazły się rodziny pracowników RWE mieszkające w Polsce. Sporo o tym w książce.
Dwutomowa publikacja nie mogła umknąć uwadze “czołowego” agenta, autora książki “Siedem trudnych lat” Andrzeja Czechowicza (pracował w RWE), który na łamach “Myśli Polskiej” zachwalał książkę:
“Stanowi ona swego rodzaju zbeletryzowany, historyczny zapis funkcjonowania tej instytucji, widziany przez pryzmat działań zatrudnionych w niej lub związanych z nią w jakikolwiek sposób osób i mieści się w szeroko pojmowanym nurcie literatury faktu. Jest jednocześnie obszernym i szczegółowym opisem różnych towarzyszących jej aktywności wydarzeń nieznanych w większości opinii publicznej w Polsce. Wydarzeń często dramatycznych, mogących bulwersować, a nawet wręcz szokować – szczególnie wielbicieli RWE i Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Odmalowanych prze tym z dużą dozą erudycji i literackiego zacięcia co jeszcze mocniej, miejscami, podbarwia krytyczny i demaskatorski charakter całej narracji autora wobec Jana Nowaka-Jezorańskiego. W pozostałych sprawach i przypadkach autor nie jest już tak pryncypialny. /…/ Tu wraźnie widać, że Świdlicki nie chciał się za wszelką cenę zbytnio narazić swoim byłym chlebodawcom, przełożonym i płatnikom jego emerytury oraz pozostałym przy życiu kolegom z rozgłośni”.
Agent Czechowicz musiał oczywiście zabrać głos, gdyż uznał, że sama książka miejscami krytyczna wobec RWE, potwierdza jego oceny i dokonania z czasów PRL-u, ale też pomniejsza i neguje jego możliwości zdobywania “najbardziej tajnych dokumentów, w postaci raportów I i II stopnia tajności oraz kart informatorów RWE”, a na dodatek wystawia mu opinię “człowieka o rzekomo niezbyt wielkich możliwościach intelektualnych, a nawet życiowego nieudacznika”. Wiarygodność Czechowicza jest jednak równa zero, i nie ma wątpliwości, że akurat w tej ocenie Świdlicki ma całkowitą rację.
Niewątpliwie książka “Pięknoduchy, radiowcy, szpiedzy” to książka dla zaawansowanych. Pogłębia wiedzę o najczęściej słuchanym (i systematycznie zagłuszanym) radio zagranicznym w okresie PRL-u, ale z pewnością nie jest obiektywna. Okraszona często pikantnymi plotkami czyta się jednak dobrze.
Tadeusz Nowakowski
