ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Państwu już dziękujemy
Adam Weisman w swojej książce bestsellerze „Świat bez nas” (The world without us, 2007) stawia ciekawe pytanie: „Jak wyglądałaby ziemia, gdyby człowiek zniknął z jej powierzchni”. Cóż tu można dodać, człowiek cały czas coś przy niej (Ziemi) majstruje, to rozbije atom, to wymyśli koło, smoczek, telewizję, samolot, dźwignię. W końcu zainteresował się kodem genetycznym i zaraz zacznie udawać, jeśli już nie zaczął, Boga.
W sumie nie jest za ciekawie i jeśli Bóg nie zdecyduje się podesłać czegoś wcześniej, na przykład meteoru jak wtedy gdy wyginęły dinozaury, to jest szansa, że w ciągu stulecia a najwyżej dwóch, sami wykończymy siebie i otoczenie na amen. Adam Weisman zajmuje się innym wariantem dziejów, zakłada bowiem szybką ostateczność, ludzkość znika nagle i następuje, mówiąc między nami z lekka żenująca sytuacja, albowiem okazuje się, że cały nasz dorobek i duma, nie są warte przysłowiowego funta kłaków. Jako temat przestajemy istnieć i tyle tego, świat nadal funkcjonuje i zdecydowanie lepiej!
Jaki byłby status Nowego Jorku, jednego z największych miejskich molochów na świecie? Dwa dni po zniknięciu człowieka woda zalewa metro (miasto wypompowuje z tuneli metra każdej doby 50 milionów litrów wody). Parę miesięcy później pojawia się trawa i kiełki drzew, po 20 latach ulice są rwącymi potokami, po 100 wywracają się wieżowce, po 300 – Co znaczy Nowy Jork? A w Europie? Miasta portowe, jak Hamburg, Marsylia, Gdańsk, zostają spłukane do morza, po 300 latach Puszcza Białowiejska osiąga praską stronę Wisły a w ciągu następnych 100 przekracza rzekę i wsysa resztki tego, co było kiedyś Warszawą.
Weisman nie rozpacza, nie opisuje ludzkich tragedii, przeciwnie, ciągnie narrację spokojnie, można rzec elegijnie. To nie epitafium na wypędzenie z raju, raczej dytyramb, hymn na cześć natury. Trafia w czuły nad wyraz i bez wątpienia aktualny, żeby nie powiedzieć palący, punkt historii człowieka, w postmodernistyczną i postindustrialną świadomość, w coraz bardziej gorączkowe marzenia o uratowaniu popsutego własnoręcznie świata, klasyfikując ludzkość jako zadufaną w siebie smarkaterię.
Naturę stawia Weisman o wiele wyżej. Uważa, że jest od człowieka nieporównywalnie mądrzejsza i przeżyła już bardziej frontalne uderzenia, niż pacnięcie piąstką homo sapiens. Weisman odczytuje naturę, jako samonaprawiający się biologiczny system – potrzebowała tylko 20 lat, aby zabliźnić rany po Czarnobylu! Pisze: „Powinniśmy pogodzić się z myślą, że naturze jest kompletnie obojętne, jak długo człowiek się utrzyma”.
A może – to na poprawę samopoczucia, nie zginiemy nagle i wszyscy? Być może wzrastająca z roku na rok średnia temperatura globu, doprowadzi stopniowo do wyschnięcia oceanów i zaniku wyższych form życia, ale na to potrzeba jeszcze dłuuuugich setek lat! Być może słońce zanim samo zgaśnie, zrobi z Ziemi pumeks i zapanuje mrok mroków, ale dopiero za tysiąąąące lat! Może prawdę mówi stare łacińskie (czyżby oni wiedzieli coś więcej?) przysłowie – Non omnis moriar (Nie wszystek umrę)? Trudno się połapać, kiedy wokół krążą mgławice teorii wszelakich, ale „na zdrowy rozum” i „na moje oko”, jedno co po nas na pewno pozostanie, to fale radiowe.
I na tym koniec? Niekoniecznie! Przecież jakiś Ktoś może wpaść na pomysł kolejnego wysiania biologicznego życia, modyfikując tylko nieudane przedsięwzięcie z drzewem i zakazanym owocem, kto silnemu zabroni?
Co nam oferuje teraźniejszość? Jeden bieg i jedną ocenę wartości, komercję: kupił, sprzedał, kontrakt, dochód, hossa, bessa, kasa, kasa, kasa… Trudno odnaleźć sens istnienia, gdy demokracja, system z którego tyle państw i ich obywateli jest tak dumne, ledwie zipie. W atmosferze i magmie szalonej teraźniejszości wisi sugestia, że czasu pozostało niewiele, że egzystujemy w okruszkach, w resztkach, które pozostały po nieźle rokującej przyszłości.
Mała dziewczynka pyta mamę: Mamusiu! Dlaczego czarne jagody są czerwone? Bo są zielone. A kiedy dojrzeją, to będą ciemno-niebieskie.Obyś żył w ciekawych czasach!
Andrzej Szmilichowski
