Różowiutka i eurosieroty. Twórczość dla dzieci Elżbiety Ścibor-Achenbach

0
girl-3422711_1920

Elżbieta Ścibor-Achenbach od wielu lat mieszka w Sztokholmie, gdzie znana jest przede wszystkim jako poetka. Jest autorką kilku tomików wierszy, m.in. Nić życia; Ścieżki życia; Wir życia; Lutnia zdarzeń; Strumień zdarzeń; Kolory wspomnień, w których często pojawia się nuta nostalgii, wspomnienia z lat dzieciństwa i młodości, migawki z życia codziennego w Szwecji i Polsce oraz niezwykły wręcz zachwyt nad pięknem świata. Poetka jest także autorką opowiadań dla dzieci: jej najnowsza, już trzecia książeczka dla małych czytelników ukazała się w roku 2022 pt. Zima. Ścibor-Achenbach zajmuje się także malarstwem: motywem przewodnim jej obrazów są kwiaty, ptaki i anioły.

W Szwecji Elżbieta Ścibor-Achenbach pracowała jako pedagog, nauczycielka w szkole i przedszkolu oraz katechetka. Praca z dziećmi sprawiała jej zawsze dużą przyjemność i przynosiła wiele satysfakcji. Będąc naturą twórczą o dużej wyobraźni i wrażliwości na piękno otaczającego nas świata poetka organizowała w przedszkolach i niższych klasach szkolnych liczne wycieczki w plener, wychodziła z dziećmi do lasu lub na łąkę, wyjaśniała im różne tajemnice z życia zwierząt i roślin oraz uczyła poszanowania przyrody. Na dni długiej i ciemnej szwedzkiej jesieni przygotowywała przedszkolakom zabawy w teatr, często też opowiadała im bajki i baśnie, zarówno te, jakie znała z literatury dziecięcej, jak i te, jakie sama wymyśliła. Inspirowana pracą pedagogogiczną i bezpośrednim kontaktem z dziećmi postanowiła spisać niektóre swoje opowiadania i wydać je w formie książkowej. Kilka tekstów opublikował londyński kwartalnik Razem młodzi przyjaciele, natomiast jej pierwsza książka dla dzieci ukazała się w Bawarii w roku 1993 pt. Bajki i gawędy różne z ilustracjami kredką samej autorki. Kolejne dwie – Leśne opowieści i inne opowiadania (2016) oraz Zima (2022) wydane zostały w mieście rodzinnym pisarki, w jej ukochanym Sandomierzu.

Bajki, opowiadania i gawędy Ścibor-Achenbach napisane są prozą i skierowane głównie do dzieci w wieku przedszkolnym. Ogromną rolę odgrywa w nich obraz, opis sytuacji, słowo i dźwięk. Autorka świetnie zna możliwości percepcyjne dzieci i dlatego stosuje formę bajki, kiedy porusza wiele poważnych kwestii. Korzysta często z alegorii, zawsze jednak dostosowanej do możliwości poznawczych adresata. Bohaterami jej książek są rośliny i zwierzęta: wiewiórki, myszki, jeże, sroki, kosy, niedźwiedzie, chomiki, komary, ważki, a także, trawy i kwiaty. Czasem także sięga pisarka do tradycji baśni i opisuje przygody kapryśnej księżniczki, ciekawskiego księcia, czy króla Pączka I w Królestwie Słodyczy i Łakoci. Autorka ukazuje zwierzęta i rośliny w taki sposób, że to często od nich dzieci uczą się empatii, uprzejmości i grzeczności oraz poszanowania całej przyrody.

Opowiadania Ścibor-Achenbach zawierają zwykle krótki morał umieszczony na końcu tekstu, czasem napisany wierszem. Autorka zwraca się do dzieci wprost i w przystępny sposób poucza. Poruszane przez nią problemy można by zamknąć w pytaniu: Co czynić i jak się zachowywać, aby być dobrym, pomagać innym, sprawiać ludziom i zwierzętom radość, szanować przyrodę i nigdy nikogo nie krzywdzić? Wszystkie opowieści Ścibor kończą się optymistycznie i – jak to zwykle w książkach dla dzieci bywa – zwycięża w nich dobro.

I tutaj można by zakończyć krótką prezentację książek dla dzieci Elżbiety Ścibor-Achenbach, gdyby nie fakt, że autorka w jednej ze swoich opowieści podniosła niezwykle ważny problem – temat polskich eurosierot. Mam tutaj na myśli opowiadanie Różowiutka, jakie pisarka zamieściła w książce Bajki i gawędy różne. Jest to tekst alegoryczny, co sprawia, że może być odczytywany na różnych poziomach recepcji zarówno przez dzieci jak i dorosłych. Autorka ukazuje w nim pod postaciami zwierząt i roślin problem młodszych dzieci, pozostawianych w domu, podczas gdy ich rodzice razem ze starszym rodzeństwem wyjeżdżają gdzieś bardzo daleko.

Pisarka czytała i opowiadała dzieciom w przedszkolach historię Różowiutkiej – małej stokrotki, która musiała pozostać w domu pod opieką krewnych, kiedy jej rodzice wyjechali tam, dokąd ona sama w żaden sposób nie mogła dotrzeć. Ścibor-Achenbach reprezentowała też swoje opowiadanie na spotkaniach autorskich, by uzmysłowić dorosłym sytuację dzieci pozostawianych w kraju, podczas gdy ich rodzice czasowo lub na stałe pracowali i osiedlali się za granicą.

Opowiadanie Różowiutka powstało w latach, kiedy najpierw powoli, z czasem jednak z ogromnym przyspieszeniem wzrastać zaczęła w Szwecji liczebność migracji zarobkowej z Polski. Podobnie było też w innych krajach Europy Zachodniej: w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii i całej Skandynawii. Ścibor-Achenbach jako nauczycielka i wychowawczyni w przedszkolach znała z autopsji sporo przypadków podzielonych rodzin, i co istotne, w swojej działalności pedagogicznej zwróciła uwagę na problem osamotnionych dzieci wcześniej, niż stał się on przedmiotem badań pedagogów, socjologów i psychologów. I w tym miejscu warto choćby w paru słowach przypomnieć problem polskich eurosierot.

****

Po wejściu Polski do strefy Schengen i po pełnym udostępnieniu polskim migrantom możliwości podjęcia pracy na Zachodzie, nasiliła się tzw. poakcesyjna emigracja zarobkowa z Polski. Zmalały wyjazdy transatlantyckie i Polacy zaczęli wyjeżdżać do bliższych geograficznie państw Unii Europejskiej, w tym także do Skandywnawii. Do powstania wielkich fal emigracyjnych przyczyniło się nie tylko samo otwarcie granic, ale przede wszystkim bardzo trudna sytuacja na krajowym rynku pracy: wciąż szerzące się bezrobocie. Podczas gdy na Zachodzie szybko wzrastała liczba Polaków-migrantów, równie szybko wyludniały się polskie wsie i miasteczka, gdzie zostawały małe dzieci, młodzież szkolna i osoby starsze. W roku 2004 już co dziesiąty Polak w wieku produkcyjnym przebywał poza granicami kraju. Na Zachód wyjeżdżali głównie ludzie młodzi, zdeterminowani do podjęcia nawet ciężkich prac fizycznych, aby szybko zgromadzić odpowiednie środki finansowe na zakup mieszkania, samochodu, czy też w celu ogólnego podniesienia standardu życia swojej rodziny.

Z powodu dużej fali wyjazdów z Polski najbardziej poszkodowane były dzieci, których stan psychiczny i emocjonalny ulegał destabilizacji w rozbitych rozłąką rodzinach. Długie pobyty rodziców za granicą – matki lub ojca, ale nierzadko obydwojga – przyczyniały się do rozluźnienia więzi rodzinnych, wzrostu liczby rozwodów oraz niestabilności psychicznej dzieci. Wyjazdy dorosłych, które miały być na początku krótkotrwałe – tylko na miesiąc, dwa, potem na pół roku czy rok – przedłużały się często na długie lata. Dzieci pozostawiane pod opieką babć i dziadków, ciotek i wujów, czasem nawet starszego rodzeństwa spotykały ojca lub matkę w najlepszym razie tylko parę razy w roku. Po wyjeździe rodziców pozostawały drogie zabawki i markowe ubrania, które nie mogły złagodzić uczucia tęsknoty ani otrzeć łez z powodu rozłąki. Zdarzało się, niestety, że dzieci były zapominane przez przebywających za granicą rodziców i wtedy rozpoczynał się prawdziwy dramat ich życia: traciły nie tylko matkę i ojca, ale i poczucie własnej wartości.

Wyższy standard materialny podzielonej rodziny był często drogo opłacany: dzieci traciły bliski kontakt z rodzicami, tęskniły, płakały, zamykały się w sobie, cierpiały z powodu braku miłości ze strony ojca i matki. Nierzadko rodził się w nich lęk, czuły się niekochane i porzucone, i co często się zdarzało, przypisywały sobie samym winę za zaistniałą sytuację rodzinną. Jedne popadały w stany depresyjne, inne rozładowywały wewnętrzne napięcia agresywnym zachowaniem, jeszcze inne szukały wsparcia u dorosłych lub w grupie dziecięcej i młodzieżowej. Trudna i niezwykle skomplikowana sytuacja dzieci pozostawianych w kraju stawała się w Polsce (i w innych krajach Europy Środkowej-Wschodniej) coraz poważniejszym problemem społecznym.

Podczas gdy losy dorosłych migrantów pracujących za granicą znalazły się dosyć szybko w centrum uwagi naukowców, problemy psychosocjalne dzieci z rodzin podzielonych wyjazdami były przez świat nauki przez lata niemal niedostrzegane. Dziennikarze, aby opisać to zjawisko na łamach prasy, wprowadzili do języka polskiego pojęcie eurosieroty, nazywając nim dzieci, których przynajmniej jeden rodzic wyjechał do pracy za granicę na dłuższy okres czasu. Określenie to spotkało się w polskim społeczeństwie z ostrą krytyką, uważano je za stygmatyzujące zarówno dzieci jak i ich rodziny. Faktem jednak jest, że częste pozostawianie dzieci pod opieką krewnych w różnych regionach Polski należy do smutnych zjawisk naszych czasów.

W roku 2010 i 2013 przeprowadzono w Polsce badania nad wpływem wyjazdów rodziców na samopoczucie i rozwój dzieci, a w roku 2014 Bartłomiej Walczak – ówczesny Rzecznik Praw Dziecka – opublikował w ramach projektu Unii Europejskiej „Rodzina transnarodowa – Transnational family” raport Dziecko, rodzina i szkoła wobec migracji rodzicielskich: 10 lat po akcesji do Unii Europejskiej. Tym samym problem dzieci pozostawianych w Polsce (i nie tylko tam) z powodu migracji zarobkowej rodziców wreszcie znalazł się w centrum dyskusji. Wprowadzono też neutralny i odtąd już oficjalny termin (vide tytuł projektu), zamiast dotąd używanej nazwy eurosieroty, uznając ją za pejoratywną. Tak powstało określenie – „dzieci z transnarodowej rodziny”.

Sporządzane raporty i prace naukowców potwierdziły obserwacje nauczycieli i wychowawców przedszkoli, że dzieci cierpiały emocjonalnie, zamykały się w sobie, opuszczały lekcje, popadały w depresję, nadreagowały wybuchami gniewu i nieuzasadnionej agresji. Dalsze badania udowodniły również, że ”osierocone” dziecko, zwłaszcza, jeśli jego starsze rodzeństwo także wyjechało za granicę, głęboko przeżywa czas rozłąki: jest samo z dala od ukochanych osób i jeśli nawet niewiele zmieniło się w jego najbliższym otoczeniu – w szkole, przedszkolu, środowisku kolegów i koleżanek – jego życie nagle uległo ogromnej zmianie, z jaką dziecko samo nie potrafiło sobie poradzić.

Jak zwykle w trudnych sytuacjach społecznych, tak i tym razem, na problem dzieci z rodzin transgranicznych zareagowała literatura. I w tym właśnie kontekście należy przypomnieć opowiadanie Ścibor-Achenbach Różowiutka. Wspomniałam już wcześniej, że ma ono charakter alegoryczny i przedstawia pod postaciami zwierząt i roślin sytuację dziecka żyjącego z dala od najbliższej rodziny. Wszystko kończy się pomyślnie, gdyż Różowiutce pomagają różne zwierzątka i rośliny w dotarciu do mamy, taty i rodzeństwa. Wreszcie mała stokrotka potrafi zapomnieć smutne dni rozłąki, ogromną tęsknotę, wciąż wylewane łzy i trudną do pokonania drogę do ukochanych rodziców. Kiedy na nowo zamieszka ze swoją rodziną, powie uszczęśliwiona: „Ach, jak mi dobrze!”.

Ewa Teodorowicz Hellman

Elżbieta Ścibor-Achenbach. Bajki i gawędy różne, 1993, Bawaria.
Elżbieta Ścibor-Achenbach. Leśne opowieści i inne opowiadania, 2016, Sandomierz.
Elżbieta Ścibor-Achenbach.. Zima, 2022, Sandomierz.

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer