woman-3498794_1920

Seks jest nieodłącznym elementem życia człowieka. Należy do ludzkiej natury. Poczynamy się dzięki aktom seksualnym, rodzimy się również i umieramy jako istoty seksualnie. Człowiek to homo eroticus. Kiedy przyglądamy się praktyce duszpasterskiej kościoła odnosimy wrażenie, że seks jest jednym z najważniejszych problemów katolicyzmu. Kościół poświęca wiele miejsca temu zagadnieniu, chociaż prawdę mówiąc nie jest to pierwszorzędna kwestia w katolickiej doktrynie. Dlaczego kościół poświęca tyle miejsca sferze seksu i dlaczego próbuje zohydzić nam seks i uczynił go grzechem?

Aby to zrozumieć przenieśmy się do czasów bardzo odległych, do wspólnoty indoeuropejskiej, która istniała ok. 10 tysięcy lat przed naszą erą. Było to bardzo dawno, kiedy nie było jeszcze kościoła. Z tej wspólnoty wywodzi się większość obecnych mieszkańców Europy, którzy stali się później chrześcijanami.

Nasi indo-europejscy praprzodkowie wierzyli w mit kosmogoniczny. Dotyczył on pochodzenia człowieka. Według ich wierzeń Bóg-Ojciec wszedł w intymny związek z Ziemią-Matką, a owocem tego związku jest człowiek. Zatem człowiek to istota bosko-ziemska. Jest w nas może nieco więcej pierwiastka ziemskiego niż boskiego. Nazwa „człowiek”, w wielu językach indoeuropejskich wywodzi się wprost od nazwy ziemi, np. lit. žeme (ziemia) => žmogus (człowiek), łac. homo (człowiek) <= pie. *dhghm- (ziemia). To nazewnictwo podkreśla i wskazuje na większą więź ludzi z ziemią niż z niebem (Bogiem). Niemniej jesteśmy według tego mitu również po części boscy.

Ten mit ukazywał naszą pozycję na ziemi i we wszechświecie. Byliśmy ważni, mieliśmy w sobie coś boskiego, naszym ojcem był Bóg. My jako ludzie kiedyś u początków świata, zostaliśmy zrodzeni z ziemi-rodzicielki, podobnie jak teraz rodzimy się z kobiety. Nie mogliśmy począć się inaczej jak tylko w wyniku aktu seksualnego. To doskonale rozumieli praindoeuropejczycy. Nic nam nie wiadomo, aby nasi przodkowie walczyli z seksem, aby marginalizowali jego znaczenie w życiu człowieka, tym bardziej, że seks jest naturalną potrzebą człowieka.

Nasi przodkowie byli politeistami, wierzyli w istnienie wielu Bogów. Ich wyobrażenia o nich były czysto ludzkie. Bogowie, podobnie jak ludzie, konkurowali, a nawet walczyli ze sobą, kochali się i nienawidzili, mieli postać zarówno kobiet jak i mężczyzn. Zakochiwali się w sobie i z tych związków rodziły się nowe bóstwa. Wiedza o nich przetrwała w mitologii ludów, które wyłoniły się ze wspólnoty indoeuropejskiej (mitologia grecka, rzymska, skandynawska, słowiańska, bałtycka itd.).

Sąsiednią cywilizacją praindoeuropejczyków była m.in. cywilizacja semicka. Semici, a szczególnie Żydzi, również stworzyli swoją koncepcję powstania świata i człowieka. Ich opis stworzenia jest zawarty w Starym Testamencie w Księdze Rodzaju. Właściwie księga ta rozpoczyna się od opisu stworzenia. Ta koncepcja powstania świata i człowieka jest znacznie młodsza od wyobrażeń praindoeuropejczyków i może pochodzić z okresu nie starszego niż 1200 lat p.n.e.

Opis stworzenia jest podzielony na siedem dni, a właściwie na sześć, ponieważ dzień siódmy jest dniem odpoczynku dla Boga po trudzie tworzenia wszechświata. Biblia opisuje kolejno co Bóg tworzył dzień po dniu. Szóstego dnia zostały stworzone zwierzęta ziemskie (lądowe) i człowiek.

Sam opis nie jest niczym nadzwyczajnym, jego treść ani nas nie dziwi, nie zaskakuje, ani nie zachwyca. Może dlatego, że Stary Testament został przyjęty przez chrześcijaństwo, więc znamy powszechnie ten opis stworzenia. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na sam akt stwórczy Boga zawarty w Biblii, ponieważ nie analizujemy go, nie zastanawiamy się nad nim, przechodzimy obok niego jak obok bajki czy legendy, a ma on kolosalne znaczenie dla antropologii chrześcijańskiej.

W żydowskiej koncepcji Bóg tworzy świat z niczego. Nie posłużył się czymkolwiek, żadną materią. Człowiek w tej koncepcji nie zrodził się ze związku Boga z Ziemią, a został ulepiony z ziemi. Jak mówi Nowy Testament, „na początku było słowo” (J 1:1), od którego wszystko się stało. Jest to koncepcja filozoficzna, idealistyczna stworzenia świata. Świat powstaje z idei, ze słowa, z zamysłu, zupełnie inaczej niż w koncepcji praindoeuropejczyków, którzy do stworzenia świata podchodzili naturalistycznie. Tę żydowską ideę stworzenia świata i człowieka nazywamy kreacjonizmem, chociaż nie jest to czysty kreacjonizm. Ma on pewne elementy ewolucjonistyczne, Bóg tworzy świat stopniowo, dzień po dniu. Nie stworzy całego wszechświata jednocześnie, od razu, a jedynie krok po kroku i dopiero na końcu tworzy człowieka.

Kiedy powstała ziemia, słońce, księżyc i gwiazdy, a na ziemi była woda i roślinność oraz ptaki i ryby, Bóg tworzy człowieka z ziemskiego pyłu. Człowiek zatem nie rodzi się, a jest tworzony z ziemskiej materii.
„[…] wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2:7).

Nie ma w człowieku nic z boskości jak u indoeuropejczyków. W chrześcijaństwie jedyną bosko-ludzką hybrydą jest Jezus (Syn Boży, jedna z osób Trójcy św.). W żydowskim opisie Bóg tworzy człowieka z ziemi, jednak nie dzięki kontaktom seksualnym z ziemią, jako kobietą-rodzicielką, a jest on jedynie ulepiony z ziemi. Ten akt twórczy w mitologii żydowskiej jest zupełnie odseksualizowany. Początkowo Bóg tworzy bezpłciowego człowieka, po prostu ludzką istotę (nazywając ją mężczyzną). Dopiero później z jego żebra czyni kobietę jako pomoc dla mężczyzny. Co prawda jest w tym opisie zarówno mężczyzna i kobieta, ale nie ma tam jeszcze mowy o płciowości, o seksie.
Dla mężczyzny i kobiety Bóg przygotował miejsce w rajskim ogrodzie, w Edenie. W raju człowiek był neutralny płciowo.

Bóg przygotowuje ludziom (mężczyźnie i kobiecie) raj, w którym mogą żyć nie zabiegając o cokolwiek. Życie ludzi w Edenie było beztroskie, ale jednocześnie obwarowane przykazaniami. Dopiero po złamaniu przykazań, mężczyzna i kobieta dostrzegli u siebie nagość i z jej powodu zaczęli odczuwać wstyd (Rz 3:12). Inną karą, jaka spotkała kobietę, za złamanie przykazania, był popęd seksualny, a także ból rodzenia potomstwa.
„Do niewiasty powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą»” (Rz 3:16).
Dopiero od tego momentu możemy mówić o seksualności człowieka w mitologii żydowskiej, która jest karą za złamanie przykazań bożych.

Zgoła inaczej do seksu pochodzili indoeuropejczycy. Seks czy seksualność był od zawsze integralnym elementem naszego życia. Seks nie był żadną karą. Człowiek u indoeuropejczyków był od zawsze istotą seksualną, nikt go nie karał popędem seksualnym, ani nie skazywał na trud rodzenia. Te zjawiska są częścią naszego życia od zawsze. Bóg indoeuropejczyków począł człowieka w akcie seksualnego zbliżenia z Ziemią i nasi przodkowie na wzór Boga-Ojca i Ziemi-Matki powtarzali ten akt dla podtrzymania rodzaju ludzkiego.

U Żydów karą za złamanie przykazania bożego było również wygnanie z raju i skazanie ludzi na trud uprawy ziemi, ale również ludzie otrzymali polecenia rozmnażania się:

Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną […]» (Rdz 1:28)
Ponadto człowiek został przez Boga obdarzony płodnością i została mu dana ziemia we władanie, ale za cenę trudu pracy:
„«[…] abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»” (Rdz 1:28).
Człowiek w tej koncepcji stwórczej świata początkowo miał być bytem idealnym, doskonałym, miał być odbiciem Boga. Bóg stworzył go na swój obraz.
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył […]” (Rdz 1:27)

Skoro Bóg uczynił człowieka na swój obraz, to również Bóg żydowski musiał być bezpłciowy jak człowiek. W judaizmie nie przypisuje się Bogu atrybutu np. ojcostwa, jak u indoeuropejczyków.

Złamanie bożego przykazania skutkowało zepsuciem ludzkiej natury, od tego momentu człowiek jest skażony, przestał być doskonałością, bytem idealnym jak Bóg. A oznaką tej niedoskonałości jest obarczenie człowieka seksualnością.

Te dwie cywilizacje inaczej opisywały stworzenie świata i człowieka i miało to dla obu tych kultur ogromne znaczenie. Przez wieki koncepcja judeo-chrześcijańska miała wpływ na pojmowanie seksu w Europie. Dopiero od niedawna zauważa się odejście od takiego pojmowania seksu.

Jak wiadomo chrześcijaństwo wyrosło po części z judaizmu. W każdym bądź razie podejście do seksu, jakie było w późnym judaizmie, zostało przeniesione na grunt chrześcijański. I kiedy chrześcijaństwo opanowało Europę rozpoczął się okres wywierania presji, a nawet walki z seksualnością człowieka. Seksualność przez chrześcijan była pojmowana jako wyłom w ludzkiej doskonałości. Seks według nich wprowadzał chaos, był oznaką braku porządku w boskim ładzie.

Do tego czasu seks był zjawiskiem naturalnym w Europie, indoeuropejczycy i ich potomkowie (germanowie, słowianie, celtowie, proto-grecy, ludy romańskie, indo-irańskie i inni) nie zwalczali go, seks nie podlegał ocenie moralnej. Nie był ani zły, ani dobry, był po prostu ludzki. Ogromna zmiana w tym zakresie przyszła wraz z nadejściem chrześcijaństwa do Europy. Ponadto, skoro poganie (jak chrześcijanie zaczęli nazywać Europejczyków) byli swobodni w sferze seksu, to chrześcijanie chcieli od nich odróżnić się. Starali się nad seksem panować, ujarzmić go. Chcieli być lepsi od pogan, doskonalsi. A to wywoływało u nich tylko nerwice i frustrację. Trudno jest walczyć z naturą. Człowieka nie można „przeprogramować”. Ta walka z ludzką naturą jest z góry przegrana. Nie można wyrugować seksu z życia człowieka. To tak samo, jakbyśmy odebrali człowiekowi sen, powietrze, wodę czy pokarm. Człowieka można i trzeba wychowywać i kształtować, ale zgubne jest niszczenie w nim tego, co jest naturalne, a seks przecież należy do natury człowieka. Naturę można co najwyżej sublimować, a nie zwalczać.

Wszędzie wśród ludzi w każdym czasie i w każdej kulturze poczucie winy wywoływało zabicie drugiego człowieka oraz odebranie mu jego własności. Poszanowanie życia i ochrona własności to są dwie podstawowe zasady etyczne. W żadnym razie do tych zasad nie należy seks, a to oznacza, że ocena seksu nie ma charakteru uniwersalnego, a jedynie kulturowy (religijny), więc może poważnie różnić się w poszczególnych religiach.

Żydzi w swym życiu kierowali się dziesięcioma przykazaniami bożymi. Szóstym przykazaniem jest: — „Nie cudzołóż!”. Jednak przykazanie to wymaga komentarza, ponieważ jego obecna (chrześcijańska, szczególnie katolicka) interpretacja różni się od pierwotnej, żydowskiej. U Żydów społeczeństwo dzieliło się na wolnych i zajętych (zamężnych kobiet / żonatych mężczyzn). Cudzołożyły osoby zajęte jeśli dopuszczały się pozamałżeńskich aktów seksualnych z osobą zajętą lub wolną. Nie cudzołożyły natomiast osoby wolne, nawet jeśli uprawiały seks z osoba zajętą. Wolnymi byli nieżonaci mężczyźni i niezamężne kobiety oraz kobiety „oddalone” na skutek listu rozwodowego oraz mężczyźni, którzy taki list rozwodowy wydali żonie. Nota bene kobiety „oddalone” stawały się przeważnie prostytutkami, ponieważ nie miały innej możliwości materialnego utrzymania się.

Później w judaizmie powstają różne interpretacje prawa żydowskiego. Hillel podchodził do tego prawa łagodnie, natomiast Szammaj chciał literalnie wcielać w życie to prawo. Sfera wolnego seksu zawężała się do tego stopnia, że stał się on dopuszczalny jedynie w związkach małżeńskich. Poza małżeństwem był aktem grzesznym, karanym nawet ukamienowaniem. Judaizm był religią zamkniętą, wyznawaną jedynie wśród Żydów, więc jego zasady moralne nie były znane szeroko w świecie. Przeniosły się one najpierw na chrześcijaństwo, a później na islam. Jednak w islamie jedynie kobiety podlegały ograniczeniom w zakresie seksu, mężczyźni nawet posiadający żony mieli prawo do seksu z innymi kobietami, mogli nawet posiadać wiele żon.

Dopiero religia chrześcijańska, która rozprzestrzeniła się na Bliskim Wschodzie, w Północnej Afryce i Europie wprowadziła żydowskie zasady moralne, które skutkowały walką z seksem jako takim.
To zaczęło wpływać na teologię chrześcijańską, która dopiero zaczynała powstawać.

Bogowie indoeuropejscy rodzili się jak ludzie, co widać w mitologii greckiej gdzie tytani / tytanicy, cyklopi czy hekatonchejrowie są potomkami Uranosa (utożsamianego z niebem) oraz Gai (ziemi). Jedynie niektórzy z greckich Bogów rodzili się z wody czy morskiej piany (np. Afrodyta).

Zupełnie inaczej rodzi się Bóg chrześcijan. Nie może począć się i urodzić się tak jak zwykły człowiek w wyniku aktu seksualnego. Maria matka Jezusa Chrystusa zostaje zapłodniona przez Ducha św. Trochę to dziwne, że mimo, iż ojcem Jezusa jest Bóg-Ojciec, to jednak posłużył się on Duchem św. do zapłodnienia Marii. Przecież Bóg-Ojciec sam mógł dokonać tego zapłodnienia, substancjalnie nie różni się od Ducha św. Jest to problem dogmatyczny, z którego kościół nie potrafi do dzisiaj „wyplątać się”, ale to już inna historia.

To zapłodnienie Marii przez Ducha św. miało odróżniać poczęcie Jezusa od poczęcia każdego innego człowieka. Gdyby Jezus począł się tak jak my wszyscy, to zostałby zagubiony w nim boski pierwiastek. Jezus nie różniłby się niczym od zwykłych ludzi. Ponadto chodziło o to, aby Maria poczęła swego syna bez utraty dziewictwa, a nawet pozostawała dziewicą po urodzeniu syna. Jezus jako jedyna osoba Trójcy św. ma jednocześnie naturę boską i ludzką. Poczęcie i zrodzenie Jezusa (jako jednej z osób boskich w Trójcy św.) nie mogło, zgodnie z żydowskim podejściem, nosić znamion seksualności. Seksualność bowiem jest zjawiskiem czysto ludzkim, nie może odnosić się do Boga.

Zatem Jezus poczyna się w sposób niepokalany. Co to oznacza? Współczesny człowiek nie rozumie często tego pojęcia, innymi słowy poczyna się w sposób niezabrudzony, nieskalany, czysty, uczciwy, bez skazy, niewinny, nieposzlakowany, przyzwoity. Jak z tego wynika seks w ideologii chrześcijańskiej jest brudny, nieprzyzwoity, skalany lub haniebny. Zakonnicy / zakonnice składają trzy śluby zakonne: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. Ten ostatni ślub zobowiązuje ich do wyrzeczenia się seksu jako brudu w życiu duchowym zakonnika / zakonnicy w dążeniu do duchowej doskonałości.

Andrzej B. Lewkowicz

cd nastąpi

Materiał napisany na podstawie książki tego samego autora pt. Kryzys w kościele : Przegląd najważniejszych zagadnień. Stockholm 2022.

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer