Od powstania do powstania
Stanisław Cat-Mackiewicz mawiał i pisał, że człowiek, który na nic się nie oburza jest świnią. Miał rację. Jestem człowiekiem nadmiernie tolerancyjnym. Zawsze próbuję każdego zrozumieć i usprawiedliwić, ale są pewne granice, których się nie da przekroczyć.
Profesor Jerzy Robert Nowak w cyklicznej audycji wydarzenia miesiąca nadanej w początkach lutego br. przez TV Trwam i Radio Maryja pochwalił sztokholmski klub Gazety Polskiej za zorganizowanie na komunalnym cmentarzu obchodów związanych z Powstaniem Styczniowym z 1863 roku. Profesor jest ostatnio wielkim admiratorem wszelkich zrywów rewolucyjnych. Nie zawsze tak było. We wspomnianej audycji JRN potępił (skądinąd licznych) krytyków powstań w Polsce. Za adwersarza wziął sobie Aleksandra Bocheńskiego, którego nazwał znanym kolaborantem komunistycznym. I tu się miarka przebrała. Aleksander Bocheński był w Polsce Ludowej, sam dla siebie sterem i okrętem. Utrzymywał się z pracy pióra. Natomiast JRN w tym samym czasie był dyplomatą PRL-owskim, sekretarzem Ambasady PRL w Budapeszcie i publicystą reżimowej Polityki, gdzie potępiał rewolucyjną działalność kardynała Mindszentego i pochwalał realistę Kadara, który po stłumieniu przez ZSRR węgierskich aspiracji niepodległościowych wprowadzał na Węgrzech „Gulasz Komunizm”, jak to kiedyś określił Zbigniew Brzeziński. Na to są tzw. twarde dowody.
Ale wróćmy do powstań. Już od powstania kościuszkowskiego politycy i historycy spierają się o jego sens. Podobnie jeśli idzie o późniejsze wielkie powstania narodowe. Przeciw reformom Sejmu Czteroletniego uwieńczonym uchwaleniem Konstytucji Trzeciego Maja wystąpili przeciwnicy zmian i zawiązali w mieście Targowica konfederację. Byli to w większości ci sami ludzie, którzy wcześniej powołali Konfederację Barską. Różnica między tymi konfederacjami była taka ze pierwsze reformy obóz Czartoryskich i króla Stanisława Poniatowskiego wprowadzał za zgodą i z pomocą Katarzyny II. Więc walkę z tymi reformami uważa się za walkę z wpływami Rosji i część historyków ocenia Konfederację Barską pozytywnie. Gdy ci sami ludzie z pomocą tej samej Katarzyny i jej wojsk zwalczali reformy w Polsce to słusznie określa się ich zdrajcami. A słowo Targowica stało się synonimem wszystkiego co najgorsze i podłe. Co nie zmienia faktu, że w obliczu przegranej wojny z Rosją i perspektywy całkowitego zniszczenia Kraju, twórcy konstytucji z Hugo Kołłątajem i Królem na czele przystąpili do Konfederacji Targowickiej. Targowica nie przeżyła by rychłej śmierci Katarzyny II. Ale w między czasie wybuchło, niestety, Powstanie Kościuszkowskie. Wywołali je, wbrew woli Tadeusza Kosciuszki, ludzie niezbyt rozsądni. Ówczesne autorytety patriotyczno – moralne. Wezwano z Ameryki Kościuszkę. Tadeusz Kościuszko, młody utalentowany wojskowy, owiany sławą swoich dokonań w czasie wyzwalania się kolonii amerykańskich z dominacji angielskiej, został wezwany do Warszawy w okresie Rządów Targowicy. Autorytety z senatorem biskupem Adamem Naruszewiczem na czele nakazały Kościuszce stanąć na czele powstania. Kościuszko absolwent Szkoły Rycerskiej mimo, że jego specjalnością były fortyfikacje, był jednak wszechstronnie wykształconym oficerem i doskonale się orientował, że powstanie nie ma żadnych szans. I Kościuszko to autorytetom powiedział. Autorytety zaapelowały do jego poczucia honoru. Kościuszko się podporządkował. Złożył słynną przysięgę na rynku krakowskim: „Że albo wywalczy suwerenność albo zginie”. Wygrał przypadkowo bitwę pod Racławicami i to spowodowało rozszerzenie się powstania na Warszawę i Wilno łącznie z samosądami i wieszaniem prawdziwych i domniemanych zdrajców. Nad czym zresztą Kościuszko bardzo ubolewał.
W przegranej potyczce pod Maciejowicami ranny i nieprzytomny Kościuszko dostał się do niewoli. Nie jego wina, ze nie zginął. Klęska Powstania Kościuszkowskiego wymarzała Polskę z mapy Europy. Rosja zorganizowała wtedy w Petersburgu słynny zlot trzech Czarnych Orłów (Rosja, Austria i Prusy miały w herbie czarne ,jedno lub dwugłowe, orły) gdzie ustalono, że takie państwo jak Polska nie ma racji bytu. Do tej opinii na tym zjeździe przyłączyły się wszystkie liczące się wówczas państwa z wyjątkiem Turcji, która miała konflikty z Rosją i Austrią i nie miała powodu iść im na rękę. Nie mniej Polacy zachowali to Turcji we wdzięcznej pamięci. Ten Petersburski Pakt spowodował, że Napoleon, jako spadkobierca dawnej Francji, po zdobyciu na Austrii i Prusach dawnych ziem polskich nie mógł odtworzyć państwa polskiego i dlatego powołał Księstwo Warszawskie. Po śmierci Katarzyny II jej syn Paweł z premedytacją niszczył wszystko co jego wielka matka zdziałała. Np. przerwał zwycięską wojnę z Prusami i odwołał do Rosji oblegające pruskie miasta wojska. Car Paweł zwolnił z więzienia Kościuszkę ofiarował mu, jakieś dobra pod Moskwą, które potem sekretarz Kościuszki Julian Niemcewicz spieniężył. I zaproponował Kościuszce wysokie stanowisko w Imperium. Kościuszko naturalnie propozycję odrzucił, ale złożył przysięgę, że więcej ręki na Rosję nie podniesie. Tadeusz Kościuszko tej przysięgi nie chciał złożyć. Ale wiązało to się ze zwolnieniem z zesłania 20.000 jeńców – powstańców kościuszkowskich – za los których Kościuszko czuł się odpowiedzialny. Kościuszko rozumiał, że gdyby nie było tego powstania to po śmierci Katarzyny zlikwidowano by Targowicę, a Polska odrodziła by się, pod rządami Konstytucji 3 maja, jako kraj wolny i suwerenny. Kościuszko był człowiekiem honoru, przysiąg dotrzymywał. Mimo, że popierał powstanie Legionów Henryka Dąbrowskiego do Napoleona się nie przyłączył.
Do końca życia prześladowała go myśl, że był grabarzem I-szej Rzeczypospolitej. Podobne wyrzuty miał ułaskawiony przez Cara Mikołaja I-szego Piotr Wysocki. Porucznik Piotr Wysocki na czele grupy podchorążych rozpoczął Powstanie Listopadowe, które zapoczątkowało proces likwidacji powołanych na Kongresie Wiedeńskim trzech państw „polskich” : powiązanego unią personalną z Rosją Królestwa Polskiego, powiązanego z Prusami Wielkiego Księstwa Poznańskiego (z namiestnikiem księciem Radziwiłłem) i najbardziej wolnej Rzeczypospolitej Krakowskiej zarządzanej przez czysto polski Senat. Po upadku Napoleona zwołano do Wiednia kongres pokojowy, który miał przywrócić status quo ante z przed wojen napoleońskich na zasadzie legitymizmu i restauracji. Tzn. uznania dawnych praw i przywrócenia obalonych przez Napoleona dynastii. W wypadku Polski znaczyło to ponowne wymazanie Polski, w tym wypadku Księstwa Warszawskiego, z mapy. Przyjaciel księcia Adama Czartoryskiego cesarz Rosji Aleksander I mianował się też królem Polski i koronował się w Warszawie. Aleksander chciał zatrzymać wszystkie zdobyte na Napoleonie ziemie polskie wchodzące w skład Księstwa Warszawskiego, a więc Wielkopolskę, Małopolskę, Mazowsze i Kujawy. Inni uczestnicy Kongresu na to się nie zgodzili i dla tego powołano te trzy państwa, o których pisaliśmy wyżej. Resztę ziem polskich wcielono ponownie do państw zaborczych. Ten okres naszych dziejów Tomasz Łubieński tak komentuje: ”W dwadzieścia lat po rozbiorach, na Kongresie Wiedeńskim okazało się, że Polska jednak nie jest konieczna. Dano więc Polakom w każdym zaborze taki plac, taki wybieg i niech tam żyją sobie po swojemu. To właściwie było uczciwe i na sto lat załatwione. Z punktu widzenia urządzających powiedeński świat Polska nie sprawdziła się. Nie utrzymała się i upadła, wiec zabrakło dla niej miejsca.”- (Arka 3/35)
Z tą skrajną opinią, wygłoszoną przez Łubieńskiego pod koniec 1981 roku, można się zgadzać lub nie. Ale jak, już te „polskie rezerwaty” były, to może nie należało ich niszczyć a raczej starać się zwiększać w nich zakres polskości i czekać na realne możliwości odzyskania niepodległości; tak jak to zrobił Piułsudski.
W tym samym okresie, ale już po wprowadzeniu stany wojennego w Polsce, w lutym 1982 w Paryżu Stefan Kisielewski pisał tak: „W paryskim Le Matin ukazał się artykuł anonimowego eksperta „Solidarności”, który twierdzi, że pozostająca w podziemnych działaniach młodzież związkowa rozpocznie walkę w stylu desperados i nie przerwie jej aż do ‘całkowitego uwolnienia Polski’. Czyli, że sami pokonać mamy Związek Radziecki – coś w rodzaju Powstania Styczniowego” i dalej „I znowu stare rachunki. Przez Powstanie Listopadowe straciliśmy Królestwo Kongresowe – jedyną wówczas możliwą formę, naszego bytu państwowego, jak m.in. uważał … Tadeusz Kościuszko. W rewolucji 1846 utraciliśmy symboliczną i zabawną, ale ostatnią namiastkę suwerenności, którą była… Rzeczpospolita Krakowska. W roku 1963 utraciliśmy resztki polskiej władzy i autonomii, wykrwawiliśmy najlepsza młodzież, paraliżując na długie dziesięciolecia narodową aktywność. I oto dzisiaj ktoś nam znów proponuje podobną procedurę” (Arka 3/35).
Strach pomyśleć co by się stało, gdyby w 1982 młodzież związkowa posłuchała tego eksperta a nie Prymasa Glempa. (Patrz NGP 3/296). Już po wizycie Jana –Pawła II odbyła się w Paryżu, w redakcji kontaktu rozmowa pomiędzy Stefanem Kisielewskim i Bronisławem Wildsteinem. Podaje fragmenty: „Wildstein: – Pan użył pojęcia przegrane powstanie („Solidarności”), wydaje mi się ono dość dyskusyjne. Z naszych kontaktów z Krajem wynika , że wielokrotnie ludzie tam uważają sytuację nie za popowstaniową, ale raczej przedpowstaniową. Kisielewski: – Upieram się, że przegraliśmy powstanie, lecz zgadzam się, że pewne formy niezależnych działań przetrwają. Nie widząc perspektyw dla skutecznego oporu fizycznego, uważam jednak, że utrwalonej na papierze, czy kasetach działalności myślowej i wydawniczej władza mimo usiłowań nie stłumi całkiem.” (Kontakt – Paryż. Arka 4/36 – Sztokholm.)
„Pieśń ujdzie cało” – pisał Mickiewicz. Stefan Kisielewski nie żyje już od lat, a Bronisław Wildstein czeka nadal na to swoje powstanie i niestety nie jest całkiem odosobniony w swoich marzeniach.
Samobójcze Powstanie Styczniowe wyniszczyło bardzo kraj, zmniejszyło kulturalne wpływy polskie na Litwie i Białorusi. Zlikwidowało ostatnią enklawę polskości, jaką było okrojone kongresowe Królestwo Polskie. Podobnie, jak w Powstaniu Warszawskim podziwiamy heroizm tamtych powstańców. Ale musimy zadumać się nad skutkami, Stefan Kisielewski uważał, że tak Powstanie Styczniowe jak i Warszawskie zorganizowali ludzie, którzy chcieli się odegrać za poprzednią klęskę. Klęskę: Powstania Listopadowego z 1830 i klęskę Kampanii Wrześniowej 1939 roku. Później dodawał stare polskie porzekadło: „Nie za to bił ojciec syna, że przegrał w karty, ale za to, że się odgrywał”. Jedna z pieśni Powstania Styczniowego słusznie głosiła: „Poszli nasi w bój bez broni”.
W 150 rocznicę Powstania Styczniowego oddajemy słusznie hołd poległym Bohaterom. Modlimy się za Nich i zapalamy świeczki na Ich grobach. I Cieszymy się, z odzyskania Niepodległości drogą pertraktacji, a nie walki i hekatomby ofiar.
Ludomir Garczyński-Gąssowski
