tunnel-g6e6e98268_1920

Bóg nie zauważył, że mu uciekłem. Pomyślałem tak nie uświadamiając sobie nonsensu tych słów. Przecież Bóg wie wszystko, inaczej nie byłby Bogiem! A jak wie, to nie musi widzieć, prawda? No dobrze, w każdym razie jeśli wiedział, to świetnie Bóg udawał, że nie zauważył, iż uciekłem mu tam, gdzie spotyka się ludzi.

Pierwsze wrażenie jakiego doznałem było zaskoczenie i to nie znaczy, że mam zamiar krytykować. Bóg stworzył wszystko wspaniale i bez zarzutu, świetnie wprost, tylko trochę jak na mój rozum za logicznie i niesentymentalnie, a ja tęskniłem za przygodą! Chciałem solidnie sobie pożyć, zanim wrócę w przyszłość.

Niestety nie wyszło tak, jak sobie wymarzyłem. Najgorsze, że trafiłem w czasy elektroniki i ta natychmiast rozpoczęła mnie rozpracowywać. Dzień po dniu i godzina po godzinie technika wkraczała w nawet najbardziej prywatne obszary mojego istnienia. W którąkolwiek stronę bym nie spojrzał, napotykałem oczko kamer. Metodycznie i na zimno dokonywano na mnie systematycznego gwałtu przekształcając na kogoś innego i wierzącego w wartości, które były mi obce.

Rzeczywistość stwardniała i pomimo pozoru miękkości fasady, stała się bezlitosna. Przestałem być traktowany jako ja, człowiek, bowiem zredukowano mnie do koniunkturalnie manipulowanej jednostki możliwości, przystosowując tak do potrzeb rynku i produkcji.

Moje dzieci wstając z nocników szły do szkoły, a w wieku dziesięciu lat żądano od nich decyzji w sprawie wyboru przyszłego zawodu. Zmuszono mnie abym metodami mi obcymi, chował je dla społeczeństwa, którego nie znałem. Znajdowałem się w mocy potężnych nożyc socjalnych i nie wiedziałem co mam z sobą począć i gorączkowo szukałem czegoś, o co mógłbym się oprzeć.

Moje życie zostało bezlitośnie obrabowane z prywatności. Zacząłem czuć się obcy wśród swoich, obcy dla siebie samego. Moje doświadczenie i wiedza, które zdobywałem dziesiątkami pokoleń, nie były nic warte. Otaczał mnie świat ekspertów z wymazaną przeszłością, wczoraj nie istniało, zaś „wolność” znaczyło „teraz”.

Tak straciłem wszelką orientację, zniknęła solidarność i dochodziło coraz częściej do przestępstw, kobiety rozchodziły się ze swoimi mężczyznami, rodzice rozchodzili się ze swoimi dziećmi, odchodzili przyjaciele a za to przybywało pracy i znikały autorytety. Nie miałem już ziemi, nie miałem nawet ogródka, zniknęła wioska do której czułem przywiązanie, nie miałem co dziedziczyć bowiem nie miałem przodków. Zawisłem w przestrzeni, która oferowała mi tylko jedno, konsumpcję.

Straciłem umiejętność komunikowania się i wypowiadania myśli, nie wiedziałem kim jestem i po co żyję. Nie miałem własnego losu, byłem w rękach prognostów i terapeutów. Stałem się zdyscyplinowany, lojalny, odpowiedzialny i łatwy do wymiany. Nid miałem nic, byłem trybikiem spojonym z poruszającym się z wielką szybkością Czymś. Nie miałem nic do tego stopnia, że nie potrafiłem już nawet powiedzieć – Nie mam już nic. I zniknąłem.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer