IMG_8633[24191] 1

??????????

Dzierżoniów to już niemal pojęcie. Natalia Aleksiun mówi w wywiadzie (Biuletyn IPN nr. 11/2005, s.13-14): ”Dzierżoniów jest rzeczywiście wyjątkowy, bo to jest ta jedyna miejscowość w powojennej Polsce, gdzie przed 1948 r. mieszka na tyle wysoki odsetek Żydów, że może przypominać przedwojenne wschodnioeuropejskie sztetl – żydowskie miasteczko. Na zdjęciach z Dzierżoniowa z drugiej połowy lat czterdziestych, widać szyldy po żydowsku, w jidysz.  Mówi się o tym, że tam było słychać jidysz na ulicy. Wszystko to kończy się wraz z falą emigracji po powstaniu państwa Izrael.

Wtedy i tam urodziła się Helena Lindskog.

Co w jej wspomnieniach najbardziej rzuca się w oczy, jest pokrewne moim własnym doświadczeniom, zainteresowaniom? Czy częściowo rosyjskie pochodzenie Heleny, z matką Rosjanką? Sam poznałem rosyjski jeszcze przed nauką języka w polskiej szkole, z gazety przywiezionej z Rosji po wojnie przez ciotkę i kuzynkę. Helena cytuje (s.40) bajki rosyjskie (Terem teremok, kto w teremie żywiot), bajki Kryłowa, a także wstępny fragment puszkinowskiego ”Rusłana i Ludmiły”: ”U łukomorja dub zelionyj,  złataja cep na dubie tom”, znany mi dogłębnie z tuwimowskiej analizy: ”Czterowiersz na warsztacie”.

Podobnie jak Helena – kilka lat później na Helu – doceniałem uroki piaszczystej plaży bałtyckiej w Sopocie (nikt z nas wtedy nie umiał pływać, ale mogliśmy podziwiać w wodzie meduzy). 11 lat starszy bardziej dojrzale odebrałem uroki V-go Międzynarodowego Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie w roku 1955. Na Żoliborzu mieszkałem krótko w czasie wojny, na nieistniejącej już ul. Towiańskiego, ale okolice Placu Wilsona (kiedyś Komuny Paryskiej) z ulicą Mickiewicza (gdzie mieszkał m.in. Jacek Kuroń) i kinem Wisła, poznałem później dobrze. Podobnie jak Helena pamiętam do dziś cenę bochenka chleba lubelskiego – 3,50 zł. Nałęczowski kosztował 3,70.

Helena była chrzczona dwa razy, ja tylko raz, ale przyznawałem się także do drugiego. Trudno mi natomiast  cokolwiek skojarzyć z wczesną wizytą Heleny z mamą i bratem w Rosji. Ja tam byłem po raz pierwszy dopiero w roku 1991.

Wspólne, dziecięce czy młodzieżowe, lektury? Czytałem kilka książek Kästnera, także ”35 maja”, i ”Jeźdźca bez głowy” Thomasa Mayne Reida, ale pierwsza książka w życiu przeczytana (w wieku 6-ciu lat) była pióra tego właśnie autora: ”W pogoni za żyrafami”.

To wspomnienia Lindskog, pisane wiele lat później, ale jednak z perspektywy dziecka, obfitują w szczegóły życia codziennego i okoliczności bytowania w nowym ustroju, nie zawsze przyjaznym.

Dziś odbiera się je dobrze, pisane są potoczyście, ale naturalnie w lekturze przydatna jest znajomość języka szwedzkiego…

Aleksander Kwiatkowski

Helena Lindskog: Födelseort: Dzierzoniow, HelDag, Stockholm 2022 s. 146

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer