Nie mamy czasu
Gdy słyszę, że człowiek jest skomplikowaną i wysoce zorganizowaną maszyną, to sobie myślę, że może rzeczywiście, ale nie ze wszystkim. Maszynę można dokładnie zbadać i poznać, można ją rozłożyć na najdrobniejsze części i złożyć na powrót jak była. To niemożliwe z człowiekiem, ponieważ musi istnieć coś, co „biologicznej maszynie” da życie.
W moim świecie zajmuje się tym Bóg. Bóg rozumiany jako zegarmistrz nakręcający ludzki mechanizm, innymi słowy „boże tchnienie” powołujące istotę ludzką. A dalej to już wszystko wiadomo, prawa przyrody plus biologiczna mechanika.
Tak może być, ale ciągle pozostaje do wyjaśnienia sprawa podstawowej wagi. Dlaczego ludzie się rodzą i umierają? W ogóle dlaczego istnieją? Nauka, choć sięgnęła poziomu kwantów, nie potrafi złożyć ich w całość będącą człowiekiem. A zatem człowiek aby zaistnieć, nie potrzebuje zegarmistrza, potrzebuje kogoś wszechmocnego i wszechobecnego, potrzebuje Boga. Kto wie, może świat się kiedyś dobierze do Boga, zbada i powie kim jest? Może, ale nie chciałby tego dożyć. Nie wszystko może zrozumieć ludzki umysł, człowiek by opisać Boga musiałby przekroczyć swoją fantazję i język.
Należę do ludzi w miarę świadomych tego, co się wokół mnie dzieje. Nawet jeśli wychodzi to poza wolę, wybór, zdrowy rozsądek i prawa fizyki. Znam siły, które popychają ku sobie mężczyznę i kobietę, jak i te, które ich od siebie odpychają. Nic w tym szczególnego, to wie i czuje prawie każdy, tylko że to nie wszystko.
W człowieku, (w jego duszy?), są obecne zaczątki różnych osobowości, zalążki zupełnie innych ludzi i ich potencjałów. Czas owe zaczątki popycha do przodu i prowokując rozwój, wykształca w końcu nadrzędną osobowość, tą właściwą, Ciebie i mnie. Tylko, że te inne, ledwie zarysowane i niepełne osobowości, nie znikają. Są w nim nadal, a kiedy zdarzy się, że nadrzędna osobowość słabnie, potrafią dochodzić do głosu w postaci opętań, rozbicia osobowości i innych szaleństw. Tak może być? Może.
Wtrącenie. A propos „czas popycha do przodu”. W książce „The End of Time” opublikowanej w 1999 r., fizyk Julian Barbour prezentuje oryginalny pogląd na temat „bezczasowej fizyki”. Zgodnie z tym co pisze czas, którego upływ odczuwamy, istnieje w postaci iluzji. Wiele problemów jakie sprawia fizyczność, ma swoje źródło w przekonaniu, że czas realnie istnieje. Barbour się z tym nie godzi i wskazuje, że nie mamy żadnego innego dowodu na istnienie przeszłości, jak nasza pamięć, ani przyszłości innej niż nasze przekonanie o jej istnieniu. Iluzja czasu jest spowodowana przez zmiany zachodzące w świecie, Autor neguje nie tylko upływ czasu, ale w ogóle istnienie wymiaru czasu.
Z koncepcji czasu Barboura wynika: – Czasu nie ma. Wszystkie chwile „dzieją się” równocześnie i dopasowują do siebie. Chwile łączą się jak magnesy, których „boki” najlepiej do siebie pasują. – Człowiek spostrzega te połączenia, tłumaczy je sobie jako związki przyczyny i skutku i odbiera kolejność tak dopasowanych do siebie chwil, jako przepływ czasu.
Ciekawe to, ale chyba sposób w jaki Barbour „rozumie” czas i jego przebieg, nie jest do sprawdzenia w świecie ludzkich zmysłów, ludzkich instrumentów i eksperymentów. Koniec wtrącenia.
Wracając do ad remów, może taką „utajoną osobowością” jest również miłość? Wszak w miłości jest zawsze jakaś doza szaleństwa? Spotyka się przypadkową osobę, która zaskakuje podobieństwem odbioru życia, owym „nasiennym” pokrewieństwem, które nosimy w sobie od zawsze? Może rozpoznanie i przyciąganie, magnetyczne wciągnięcie w krąg swojej wrażliwości, jest właśnie tym, co nazywamy miłością?
Andrzej Szmilichowski
