Towarzystwo byłych przyjaciół Biblioteki Polskiej
Stało się coś, co wcale nie musiało się stać. Po 37 latach działania zlikwidowano Towarzystwo Przyjaciół Biblioteki Polskiej w Sztokholmie. Przyczyniły się do tego z jednej strony warunki w jakich Towarzystwo musiało działać w ciągu ostatnich lat – traktowane jako bękart w rodzinie Kongresu Polaków w Szwecji, z drugiej – dzięki zupełnie niezrozumiałej aktywności pani G., ostatniego sekretarza Towarzystwa. Lenin miał na takie osoby określenie, mówiąc o zachodnich dziennikarzach piszących entuzjastycznie o rewolucji bolszewickiej.
O perypetiach Towarzystwa, a nade wszystko sztokholmskiej Biblioteki, pisaliśmy parokrotnie. W poprzednim numerze NGP swój obraz przedstawił były już prezes TPBP, Aleksander Kwiatkowski. Może nie warto już płakać nad rozlanym mlekiem – decyzja zapadła, choć wszystko odbyło się w sposób niezgodny z procedurami, i dodatkowo podjęto jeszcze mniej zrozumiałe decyzje dotyczące majątku Towarzystwa. Tyle tylko, że tym, którym spieszno było likwidować organizację, z pola widzenia umknęła rzecz najważniejsza – sama Biblioteka, najstarsza polska biblioteka w Szwecji, której historia sięga pierwszej wojny światowej. O zagrożeniach wokół niej pisał ostatnio Aleksander Kwiatkowski.
Ważniejszy od Biblioteki okazał się jednak wewnętrzny spór w zarządzie Towarzystwa, kłopoty we współpracy i zła wola. Kongres Polaków w Szwecji zadżumiony ”zamachem smoleńskim”, uwielbieniem dla prezesa wszystkich prezesów (jednocześnie po cichu wspierający skrajną głupotę politycznej ekstremy w Polsce m.in. w postaci posła Brauna, antysemity Michalkiewicza itp) nie mógł znieść, że w jego obszarze działać może organizacja nie dzieląca jego politycznej wizji. Konflikt narastał – formalnie przez ostatnie 37 lat opiekunem finansującym również zasoby Biblioteki było Towarzystwo – by wreszcie przy nadażającej się okazji, odsunąć TPBP od ”koryta” (co jest ulubionym zwrotem towarzyszy skupionych i współpracujących z Kongresem) łaskawie wysyłając list do zarządu TPBP treści: ”Państwu już dziękujemy”. Opiekę nad Biblioteką przejęła specjalnie powołana Rada Biblioteki składająca się z bibliotecznych analfabetów.
To z kolei przyspieszyło rozłam w zarządzie TPBP. Pani G. mając na pieńku z panem K. uczepiła się myśli, że wyrzucenie Towarzystwa z lokalu OPON, gdzie mieści się biblioteka, ”wyczerpało statutowe założenia Towarzystwa” i jego dalsze funkcjonowanie nie ma sensu. Ponadto używała argumentu – którym chyba przekonała większość członków zarządu – że ”wszyscy już są zmęczeni działalnością”, więc trzeba zwijać żagle.
Jeśli chodzi o założenia statutowe, to nic nie mówią one o bezpośredniej ”biurowej” pracy w Bibliotece, ale o czymś zupełnie innym: Po pierwsze
§ 3. Towarzystwo utrzymuje kontakty i współpracuje z polskimi organizacjami w Szwecji oraz innymi działającymi na rzecz rozpowszechniania kultury.
§ 4. Naczelnym celem Towarzystwa jest pomoc w utrzymywaniu, rozwijanie i upowszechnianie Biblioteki Polskiej w Sztokholmie.
§ 5. Towarzystwo popierając czytelnictwo upowszechnia znajomość polskiej kultury i literatury poprzez: powiększanie księgozbioru Biblioteki i organizowanie spotkań literackich.
Co to oznacza? Że celem TPBP było przede wszystkim rozpowszechnianie kultury polskiej i propagowanie czytelnictwa. I cele te – bez względu na to, czy ktoś ma dostęp do klucza i do lokalu, w którym jest Biblioteka, czy też nie – nadal są aktualne i warto je nadal realizować. Być może w nowych formach. Ale zaślepienie pani G. i – napiszmy to łagodnie – podatność na jej perswazje pozostałych członków (nie wszystkich!) zarządu, oraz później garstki już członków Towarzystwa na Walnym Zebraniu, doprowadziły do samolikwidacji organizacji. Ku uciesze Kongresu Polaków w Szwecji.
Działalność pani G. okazała się więc szkodliwa, co jest o tyle smutne, że kilka lat temu za swoją działalność społeczną w środowisku polskim w Szwecji została nagrodzona (i wtedy wydawało się to słuszne). Gdy ktoś twierdząc, że nie chce już działać, zamiast ustąpić z zajmowanego stanowiska, dąży do likwidacji organizacji, to trudno takie działanie nazwać inaczej niż destrukcyjne. A przekonanie o tym, że jest się niezastąpionym, to już tylko pyszałkowatość.
Powtórzmy: nie ma już co płakać nad rozlanym mlekiem. W nie do końca właściwym trybie Towarzystwo przestało istnieć. A mogło nadal – w środowisku polonijnym w Szwecji nie brakuje organizacji, które wegetują mimo odpływu członków, ale mają jakąś historyczną wartość, i pełnią jakąś bardzo konkretną rolę.
Po Towarzystwie pozostał majątek w wysokości kilkudziesięciu tysięcy koron, który początkowo miał zostać przekazany na jaką fundację kulturalną w Polsce, ale nie został. Poza jednym celem o charakterze promocji polskiej literatury, został rozdzielony dziwnie. Bo nikt nie pomyślał, że np. można było wesprzeć biblioteczkę polskiej szkoły w Sztokholmie… A z drugiej strony dziwi, że przez ostatnie dwa lata sama Biblioteka Polska, którą do tej pory opiekowało się Towarzystwo, wzbogaciła się o zaledwie 12 nowo wydanych książek (z lat 2021-2022) z czego aż 5 to dary dla Biblioteki. W Polsce wydaje się ok. 20 tysięcy tytułów rocznie… Przez ostatnie lata księgozbiór nie wzbogacił się nawet o jedną książkę polskiej noblistki Olgi Tokarczuk… I nie ma co tu zwalać na pandemię i ograniczoną przez nią działalność samej Biblioteki.
Więc…, co dalej z Biblioteką? Co z katalogiem internetowym, z którego w ciągu roku korzystało niemal 20 tysięcy osób? Którego stworzenie kosztowało wiele tysięcy koron, i jeszcze więcej czasu sporej grupy zapaleńców. O tym nikt z dążących do likwidacji organizacji nie pomyślał.
Przyszłość rysuje się więc czarno, tym bardziej, że nawet ci, co głosowali na rozwiązaniem Towarzystwa są zdania, że tak zwana Rada Biblioteczna przy Kongresie absolutnie nie da sobie rady z prowadzeniem biblioteki, nie mówiąc już o popularyzacji czytelnictwa. Tam nikogo Biblioteka nie interesuje, już wcześniej zastanawiano się, jak się jej pozbyć z lokalu Ośrodka Polskich Organizacji Niepodległościowych w Sztokholmie.
Gdy jej byt zostanie zagrożony, to wiele osób będzie musiało zadać sobie pytanie, czy zrobili wszystko, by tę ”wartość dodaną” polskiego środowiska w Szwecji, zabezpieczyć.
Tadeusz Nowakowski
