Raz do Turcji się wybrałem…
… bo interes uskutecznić jakiś miałem
Lecz zły los nie sprzyjał mi
I w nieszczęściu pozostałem
Do haremu szybko wchodzę
Trzech nukierów zatrzymuje mnie po drodze
A i sułtan też tam był
I tak wrzasnął z całych sił:
Jaja, brać mu jaja, by nauczkę hultaj miał
że bez mego pozwolenia, do haremu
wchodzić chciał
Moje jaja, moje jaja, ale dogonili mnie
Teraz chodzę bez nabiału
i aż płakać mi się chce…
Na szczęście nie ma już haremów ani sułtanów od przeszło 100 lat, a wszystko to zawdzięczamy Mustafie Kemalowi Paszy, zwanego później Atatürkiem (1889-1938), który na początku lat 1920. dokonał częściowo udanej próby zmodernizowania Turcji. Najbardziej znana z jego reform to zmiana alfabetu z arabskiego na łaciński. Był sui generis Piłsudskim swego pokolenia i kraju, autorytarny lecz państwowotwórczy. Później bywało różnie.
To nie pierwsza moja wizyta w Turcji, ale poprzednie to krótkie, jedno-dwudniowe wypady, najczęściej z wysp greckich; z Rodos do Marmaris, z Samos do Efezu, z Lesbos do Pergamonu i z Bułgarii do Stambułu. A także tydzień w tureckiej części Cypru, nie uznawanej przez prawie nikogo, autonomicznej pod protektoratem Turcji.
Z tym samym biurem co na Cypr (TSS) wybraliśmy się teraz do Kappadocji, a po wyczerpującym zwiedzaniu drugi tydzień pozostał na dość monotonny wypoczynek na tureckiej Riwierze między Antalyą i Alanją.
Kappadocja jest krajobrazowo ciekawa, oryginalne formacje skalne, wyrosłe z wulkanicznego tufu, mają kształty niekiedy sugestywnie erotyczne. Nie brak tam również ciekawych grot podziemnych, niegdyś zamieszkałych, teraz przekształconych w muzea.
Nasz przewodnik imieniem Utcu, w płynnej angielszczyźnie (znał też trochę polski) przekazywał nam spore połacie swej wiedzy historycznej, którą ponoć studiował. Niestety, ujawniał też pewne nacjonalistyczne skrzywienie. Dla niego Anatolia była od wielu wieków centrum (pępkiem?) świata i cywilizacji, a w okresie rozkwitu Bizancjum (Wschodniego Rzymu) reszta to barbarzyńcy, nie wykluczając podupadłej, lecz rozwijającej się kolebki zachodniego chrześcijaństwa (katolicyzmu) w Rzymie i z czasem w reszcie Europy.
Przejawiał on także skłonności do grubymi nićmi szytych przekrętów (zapewne na własną korzyść), sprzedając raz jeszcze te same, czy podobne atrakcje podróży za dodatkową opłatą. Tylko parę osób (w tym niżej podpisany), zdołało się oprzeć jego finansowym perswazjom.
Może korzystał też z prowizji, napędzając turystów z naszej grupy do ściśle określonych sklepów, gdzie rzekomo można było nabyć produkty po najniższych cenach, co się nie sprawdziło. Jest to także tendencja biura podróży, które reprezentował, ale wtedy gra jest prowadzona w otwarte karty: po prostu mniej czy bardziej liczne odwiedziny w dużych sklepach z dywanami czy biżuteria pozwalają dzięki tym sponsorom obniżyć cenę wycieczki do atrakcyjnej, niskiej wysokości.
W naszej grupie przeważali oczywiście Szwedzi (na ogół w wieku emerytalnym), ale były też licznie reprezentowane rozmaite mniejszości: 5-ciu Irańczyków (z rodzynkiem, wżenionym Szwedem), czwórka Serbów, para Bułgarów, dwie Finki i wreszcie czwórka Polaków.
Turyści w odwiedzanych hotelach to na tureckiej Riwierze głównie Rosjanie, wśród nich być może dezerterzy uciekający przed mobilizacją w Rosji. Nasilenie ich wizyt trwa pewnie od lat, co wyraża się napisami w języku angielskim i rosyjskim, a także faktem, że obsługa w hotelach i sklepach w większym czy mniejszym stopniu opanowuje właśnie te dwa języki.
Próbowałem kilkakrotnie sondować rosyjskie nastroje, choć w zasadzie unikali kontaktów. Raz przypominając dawna piosenkę, sugerującą, że Rosji po 118 latach znów może zagrozić Japonia (Rosji zagraża cały świat i Rosja tylko się broni). Drugi: indagując o termin powrotu do Rosji dowiedziałem się, że Biden i wszyscy zachodni przywódcy kłamią i manipulują. Oczywiście poinformowałem, że kłamią tylko Putin i Ławrow. I po raz trzeci w zatłoczonej windzie uznałem na głos, że jednak jest tu lepiej niż w okopach na froncie koło Ługańska i Chersonia. Uśmiechy i brak komentarzy.
Kończę, bo muszę się zająć zrzucaniem nadwagi 4 kg, przybranych w czasie tygodnia w hotelu all inclusive.
Aleksander Kwiatkowski

