To był świat w zupełnie starym stylu
Zarzucam sobie, czasem czynią to Czytelnicy, że zbyt łatwo zmieniam poglądy dotyczące spraw „boskich”. To prawda, ale na usprawiedliwienie powiem, że tylko trochę bardziej dociekliwy człowiek, szukający w istnieniu sensu intuicyjnie wyczuwa, że coś mu się nie zgadza i rozczarowany stawia pytania o znaczenie życia i śmierci. Nie znajdując odpowiedzi puka do mistyki, a zatem do nieśmiertelności, a na ten temat ciągle niestety wiemy niewiele.
Tą, budzącą niepokój a zarazem ciekawość przestrzeń, próbują z lepszym lub gorszym skutkiem zagospodarować religie i prorocząc o życiu po śmierci, starają się przekonać do swojej wizji nieśmiertelności.
Religie chrześcijańskie namawiają do przestrzegania Przykazań Bożych, co ma zapewnić wierzącym wieczną niebiańską szczęśliwość. Natomiast wszystkich innych – w domyśle nie chrześcijan, nic nie uratuje przed piekielnymi mękami. Amen. Religie Dalekiego Wschodu nie są dla swoich wyznawców aż tak bezwzględne. Mówią o wchłonięciu przez Całość, co daje jakiś rodzaj spokoju i jednocześnie uwalnia śmierć od odium ostateczności ideą reinkarnacji, odrodzenia duszy w nowym ciele.
W jednym wszelako wszystkie religie i mity wydają się być zgodne, że człowiek zajmuje wśród ziemskich stworzeń niekwestionowaną pierwszą pozycję. Jest efektem pełnych miłości zabiegów Boga, co daje mu specjalne miejsce w naturze. Filozof renesansu Fracis Bacon wierzył, że istota ludzka znajduje się w centrum świata, więc gdyby zniknęła, świat straciłby sens istnienia i zapadłby się w nicość.
Współcześni fizycy i astrofizycy często ”zahaczają” w swoich pracach o metafizykę, ale pytania stawiają ostrożnie i mają one raczej charakter ogólny. Nie trudno ich rozumieć, to nie są ludzie naiwni czy głupi i wiedzą, że każde pogłębione badanie rzeczywistości musi zakończyć się pytaniem o podstawę, o sens tego wszystkiego. Pytaniem o istotę istnienia.
Dobrze sobie uzmysłowić, że oni podstawowe pytania nie stawiają na konferencjach czy kongresach naukowych, a tylko w książkach, często na wpół naukowych i przeznaczonych dla szerokiego grona czytelników. A i tam, zazwyczaj leciutko i na wszelki wypadek dystansują się, żeby czcigodnym koleżankom i kolegom nie stwarzać przestrzeni do żartów.
Coraz więcej ludzi na świecie zaczyna zdawać sobie sprawę, że połączone siły naukowców, szczególnie fizyków astrofizyków i matematyków, odkryją może już w niedalekiej przyszłości, matrix. To „coś”, co stworzyło i urządziło nasz świat, oraz może go dowolnie i bez naszego udziału, zmieniać jak zechce.
Przypuszczalnie ów nadchodzący świat byłby tak diametralnie różny, że trudny do wyobrażenia. Może Wieloświat? Świat dla każdego z osobna i jego własny, zgodny z przekonaniami, przesądami, marzeniami, świat suwerenny i wyłącznie jego? Przypomnijmy znany przecież dziś raczej powszechnie fenomen, że ludzie w trakcie śmierci klinicznej napotykają różne zjawiska, nierzadko bliskie im światopoglądowo. Na przykład umierającemu katolikowi, któremu marzy się spotkanie z Jezusem, prośba zostaje spełniona. Czy to może oznaczać, że już uczestniczymy w stadium przygotowawczym do Wieloświata?
Co znamienne i godne uwagi, słychać głosy, że watykański areopag decyzyjny jest przerażony zbliżającą się możliwością odkrycia przez naukę prawdy o początkach człowieka. Co to oznacza? Ano tylko i aż tyle, że nowa wiedza do której się zbliżamy, bardzo odbiega od biblijnej wykładni chrześcijaństwa.
W Internecie można znaleźć film, w którym lektor czyta fragmenty mezopotamskiego „Eposu o Gilgameszu”, gdzie wers za wersem przekłada to na współczesne nam pojęcia. Co słyszymy? Otóż wychodzi na to, że ludzie zostali sztucznie stworzeni przez ”bogów”, przybyszy spoza Ziemi, a kiedy zaczęli sprawiać im kłopoty, zesłano na Ziemię epidemię. Mało tego, kiedyś doszło do kłótni między ”bogami” i jedną ”boginię” poniosło i w nerwach rozpętała na Ziemi potop tak olbrzymich rozmiarów, że nawet ich samych przeraził. Wtedy spakowali manatki i gdzieś odlecieli.
Kiedy słyszy się takie rzeczy – a Galgamesz nie był bardem swoich czasów, poetą skłonnym do fantazjowania, a trzeźwym obserwatorem – trudno uwierzyć w świetlaną „rajską” przyszłość człowieka. W wizję powszechnego uzdrowienia, nową i bardziej duchową świadomości, et cetera, et cetera.
Oczywiście może się zdarzyć, że nastąpią wspaniałe czasy, ale równie dobrze może być zupełnie inaczej. Nemezis ma różne oblicza.
Andrzej Szmilichowski
