ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Polska boli
Przykro mi, ale nie wierzę, że w Polsce może szybko coś się zmienić, za przyczyną porażki wyborczej partii władzy Prawo i Sprawiedliwość. Swoją drogą szyderstwo nazwy partii w zderzeniu z rzeczywistością jaką stworzono, coraz jaskrawiej bije w oczy.
Nie wierzę, ponieważ strasznie dużo podłości, kłamstw, przekrętów, a co gorsza – wielu ludziom to pasuje. Spytasz: jak ci nie wstyd? Spotkasz się w najlepszym przypadku z uniesieniem w zdziwieniu brwi, inaczej szyderczy śmiech i pukanie palcem w czoło.
To co się dziś dzieje w Polsce, widzę jak czarną beznadziejną chmurę. Zgoda, dookoła w Europie i nie tylko, także niezbyt dobrze, ale jaka to pociecha? Zaraza Covid, błąkający się po lasach i mamieni perfidną prowokacją Łukaszenki ludzie, bestialska mordercza wojna Putina z Ukrainą, nabrzmiewający agresją i nienawiścią balon. Jak tu wierzyć w poprawę, kiedy przed oczami symptomy nieuleczalnej choroby ludzkości – pogarda dla bliźniego, dla najbliższego sąsiada, dla kuzyna po słowiańskiej krwi.
Kiedyś, gdy dzieci były małe, miały do Krystyny i mnie pretensje, że przy stole wigilijnym pusty talerz dla wędrowca, zawsze stoi niewygodnie na rogu. Tłumaczyliśmy, że brak miejsca, bywało że do stołu wigilijnego siadało u nas i piętnaście osób. Ale nie przyjmowały tego tłumaczenia. Nie, bo to niesprawiedliwie.
Wydawało się, że my dorośli potrafimy się porozumieć. Takie piękne słowo „solidarność”, które podobno wiele mówiło o narodzie. Może. Ale niektórzy mówili, że wszystko stało się, bo zabrakło kiełbasy. W Gdańsku, Radomiu, Ursusie, robotnicy ruszyli się, ale iskrą zapoczątkowującą płomień, były braki w zakładowych stołówkach.
Genialny Gogol to wszystko wiedział i przewidział: „Jeden tam tylko jest porządny człowiek – prokurator, ale i ten, prawdę mówiąc, świnia”. No, prorok polskiej współczesności, przewidział co się stanie z naszym wymiarem sprawiedliwości! Mało tego, określił z precyzją godną zegarmistrza cechy psychofizyczne ścisłego kierownictwa resortu.
Czytałem parę lat temu i zapamiętałem, wywiad z aktorką Jandą. Opowiadała ciekawe rzeczy. Władze kultury (czytaj ministerstwo) wezwały ją do zdjęcia sztuki „Darkroom”. Była to historia przyjaźni dziadka z Radia Maryja z gejem. Janda uparła się i powiedziała, że nie zdejmie. Na to kazali jej oddać trzydzieści tysięcy złotych dotacji do premiery. Oddała. Poziom ministra kultury w okolicach gogolewskiego prokuratora?
Niestety nie wierzę, że gdy – co daj boże szybko! – zmieni się władza, wszystko ulegnie poprawie na korzyść obywatela. Nie wierzę, bo zbyt dużej ilości ludzi pasuje przekręt na wydrę, kłamstwo, wydymanie klienta na kilo gruszek albo sto tysięcy respiratorów. Chleb z masłem, a temu, któremu to nie pasuje, frajer jest i basta!
Co tu kryć – jest dramatycznie. Wszystkie prawne zabezpieczenia wyłączone, kontrola władzy nie egzystuje, jaczejka TVP specjalizuje się w telegramach do słuchaczy takimi oto paskami: „Zgniłe, zdesperowane elity III Rzeczpospolitej, popierają Tuska für Deutschland”.
Krotochwilny mędrzec Stefan Kisielewski pisał: „Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami”. Mnie Polska boli.
Andrzej Szmilichowski
