We are the world, we are the children

Mi się wydaje, że to co czuję i myślę jest moje. Niestety chyba tylko „się wydaje”, albowiem podobno w rzeczywistości moje myśli nie są moje, ponieważ jestem rządzony i determinowany przez: podświadomość, przynależność klasową, polityczne uwarunkowania, religie etc.

W tradycji chrześcijańskiej, w której zostałem wychowany, „ja” znajduje wiele sposobów żeby zwracać się przeciw sobie samemu. Przykładowo gdy  zgłasza votum nieufności wobec siebie, co tylko komplikuje wystarczająco już skomplikowany psychiczny status człowieka. Religijne pojęcie grzechu – w postaci miłości własnej, gra tu rolę głównego oskarżonego, będąc jednocześnie (o bogowie!) nierozerwalnie związane z ludzką naturą. Mało tego, tradycja chrześcijańska interpretuje to jako – przeciwstawianie się bożej łasce, co oznacza, że powinno podlegać samokontroli, a objawiać się pod postacią wyrzutów sumienia. A zatem ustalmy „stan faktyczny”: Wnętrze umysłu, obciążone kagańcem wiary, znajduje się w permanentnym konflikcie z samym sobą. Jak tu żyć Panie Boże?

Nie będę się wymądrzał i zacytuję wielkiego guru – jeśli można użyć tego określenia dla europejskiego filozofa – C.G. Junga:

„Psychiczna egzystencja jest jedyną kategorią egzystencji o jakiej posiadamy bezpośrednią wiedzę, bo nic nie jest nam znane, zanim nie pojawi się najpierw jako psychiczny obraz. Tylko psychiczna egzystencja jest bezpośrednio sprawdzalna. W tej mierze świat, jeśli nie przybiera postaci psychicznego obrazu, jest właściwie nieistniejący. Jest to fakt, którego Zachód jeszcze w pełni sobie nie uświadomił, ale na przykład u Schopenhauera bardzo widać wpływy buddyzmu i Upaniszad”.

O wy, węzły gordyjskie przepastnego wnętrze ludzkiego umysłu, zlitujcie się! Nadwrażliwi ludzie, których „produkcja” ostatnimi laty bardzo wzrosła, najniewinniejsze gesty, słowa, czy spojrzenia, odczytują jako dowody wymierzonego przeciw nim spisku i nazywa się to zakłóceniem poczucia rzeczywistości. Zakładając oczywiście, że istnieje jakaś rzeczywistość, którą ich umysł odbiera fałszywie.

Ale jeżeli przyjmiemy, że różnicę pomiędzy „normalnym” człowiekiem a paranoikiem nie jest łatwo określić, oraz że umysł jest zawsze pozostawiony sam sobie (co wydaje się być podstawą myślenia tak o człowieku jak w ogóle o kosmosie), to co wtedy?

Cóż więcej możemy zrobić my, ludzie świata Zachodniego, jak wyostrzyć swoją świadomość i spotęgować działania swojego ego – Ja myślę, więc Ja jestem? Wydaje się to nam jedynym dobrym rozwiązaniem, ale gdyby buddysta wyszedł z takiej pozycji (dla buddysty rzeczywistość i bogowie to projekt umysłu) i orzekł, że uratowanie siebie to wyostrzenie świadomości i spotęgowanie siły ego, byłby przez współwyznawców uznany za szaleńca, bo skazałby się na złudzenia fabrykowane przez ego. I tym sposobem wplótłby się w koło udręki: It´s all in your mind!

Ten aforyzm – Wszystko jest tworem Twojej myśli, może wydawać się wątpliwy. Świat, ten obiektywny, jak sądzimy, świat, ma prawdopodobnie swój własny ciężar i swoje własne prawa, do których należy również prawo współtworzenia się ludzi, poprzez kształt, formę i czas, postulował C.G. Jung.

Wielowiekowe kłopoty filozofów różnych stron i czasów dowodzą, że nie możemy nic twardo orzec o istnieniu obiektywnego świata. Cóż, tylko pozazdrościć religiom, które od  dawien dawna wiedzą wszystko o wszystkim. Nauka natomiast, a przede wszystkim filozofia, żyją w ciągłej trwodze ale również nadziei, że raptem, nie wiadomo skąd i kiedy, może pojawić się koliber, który spowoduje tsunami.

Andrzej Szmilichowski

 

 

Lämna ett svar