Nieoczywista tożsamość

Nigdy nie przypuszczałem, że Ryszarda Hanin miała żydowskie korzenie. Aktorka, znana z licznych kreacji, częściej drugoplanowych i epizodycznych niż głównych ról w filmach, także ceniona w teatrze, na ogół grała proste kobiety, ze sfer wiejskich i robotniczych. Słowiańska uroda blond, proste interpretacje nieskomplikowanych postaci.

Aktorka, która wojnę spędziła w ZSRS debiutowała we Lwowie, później grała w teatrze organizowanym przy polskiej armii. Po wojnie występowała w Łodzi i w Warszawie. Dopiero pod koniec kariery zagrała dwie duże role, jakby zwracające uwagę na nie wszystkim znane pochodzenie, nawiązujące do różnie potraktowanej tematyki żydowskiej, czy może stosunków polsko -żydowskich w czasie okupacji. Pierwsza to Lija Gair w monodramie Anny Strońskiej ”Przyjechała Żydówka” (teatr Stara Prochownia, 1990, zarejestrowany też i pokazany w TV),druga, rola polskiej chłopki Kulgawcowej w filmie Jana Łomnickiego ”Jeszcze tylko ten las” (wg scenariusza Strońskiej,1991).

Ta kreacja ujawnia niejednoznaczne cechy osoby prostej, podejmującej się pomocy czy ratowania żydowskiej dziewczynki zrazu niechętnie, później może głównie z uwagi na związany z tym zarobek, jeszcze później z rosnącym zrozumieniem sytuacji prześladowanego dziecka i z bezinteresownym poświęceniem w atmosferze niechęci, nagonki i zagrożenia ze strony otoczenia.
W monodramie Strońskiej Hanin stworzyła postać tragiczną, powracającą do swego dawnego kraju, by zmierzyć się z przeszłością.

Ale zaledwie kilka miesięcy wcześniej wprowadzono ekrany kin (po 22 latach!) – słynnego ”półkownika” – ”Długą noc” Janusza Nasfetera. Hanin zagrała tu rolę Piekarczykowej, zajadłej i pazernej antysemitki. To dowodzi nie tylko skali talentu aktorki, także ukazuje metamorfozę w wyborze postaci i tematów.

Nieznane szerzej fakty dotyczące pochodzenia Hanin ujawnia, pewnie nie po raz pierwszy, ale najdokładniej, autorka monografii aktorki Magdalena Raszewska. Odszukała niejednoznaczne dane z przedwojennego życiorysu aktorki.

Urodzona w żydowskiej, lwowskiej rodzinie Hahn, uczęszczająca do polskiej szkoły, w pierwszych dniach powojennych zgubiła ”h” zastąpione literami ”ni”. Byłoby przesadą doszukiwać się w tym ”nie”, jak z tytułu późniejszej gazety Jerzego Urbana, renegata z żydowskości, renegata z demokracji, renegata z ludzkich uczuć. W rzeczywistości nie wykluczającej bliskiej okupacji niemieckiej żaden środek ostrożności nie był zbędny. Na szczęście udało się Hanin ewakuować na wschód. Powróciła z Teatrem Żołnierza 1-go korpusu, sformowanego (zrazu jako I dywizja im. Tadeusza Kościuszki) w Sielcach n/Oką. Teatrem prowadzonym przez płk. Władysława Krasnowieckiego,. później zwanym Teatrem Wojska Polskiego, jeszcze później (już bez Hanin) Teatrem im. Stefana Jaracza w Łodzi. Tu mogłem ją widzieć w jakiejś małej roli ale ani dostrzec, ani zapamiętać. Później w licznych epizodycznych rolach w filmach, gdzie ukształtowało się emploi: prostej kobiety, często wieśniaczki, w typie słowiańskim. Dopiero zdjęcie na okładce książki Raszewskiej ujawnia rysy semickie, smutek w oczach.

Ryszarda Hanin nigdy nie ukrywała swego pochodzenia. Ale też nigdy się nim nie afiszowała. Bo też rzadko ktoś o to pytał. Pytania tego typu były w powojennej Polsce może nie tyle nietaktem ile prowokacją. Były niepopularne, bo antysemityzm był oficjalnie zabroniony i nie uprawiany przed rokiem 1967.

Bezwyznaniowość była też autentycznym puklerzem dla osób wyznających przekonania komunistyczne. Ateista nie musiał być Żydem ukrywającym swe pochodzenie. Ale mógł nim być, szczególnie w perspektywie dociekliwego antysemity, bo antysemityzm w Polsce po Auschwitz nadal miał się dobrze i tak jest do dziś, w Polsce bez Żydów. Dlatego nawet postawa Żydów ukrywających swe pochodzenie może być dziś zrozumiała, nie tylko w Polsce, także w wielu innych krajach na całym świecie. Dziś uprawiają go semici przeciw innym semitom. Zatem słuszniejszy byłby powrót do wcześniejszego określenia – antyjudaizm.

Ryszarda Hanin nie była jedyną postacią o nieoczywistej tożsamości. Znam innych, we własnej rodzinie, wśród znajomych, nawet – do pewnego stopnia – w sobie samym.

Raszewska daje przykład małżeństwa Stefanii Grodzieńskiej i Jerzego Jurandota, pary klasyków polskiego kabaretu, satyry. Opuścili warszawskie getto przed wybuchem tam powstania 1943 (nie oni jedni!) i odtąd byli już tylko Polakami, pozostali na zawsze ”po stronie aryjskiej”.

Nic dziwnego. Los Polaków żydowskiego pochodzenia, ukrywających się w Polsce pod zmienionymi, polskimi nazwiskami, to nie tylko możliwość przeżycia. To także późniejsza, niekiedy dożywotna trauma. A jeśli to się powtórzy? Należy unikać antysemitów (są w wielu krajach) i nie zwracać na siebie uwagi. Żyd w diasporze nadal różni się od Żyda w Izraelu, mieszkającego we własnym państwie. Nie jest wojownikiem, chce przeżyć.

Inny przykład to Maria Kornatowska, krytyk filmowy, zasłużony pedagog w łódzkiej szkole filmowej. Prawie nikt nie wiedział o jej pochodzeniu, które ujawniała niechętnie. Okres spędzony w kryjówce warszawskiego Zoo i inne przeżycia pozostawiły trwałe ślady. Twórcy filmowi, którzy ją znali i cenili, nie odebrali krytycznie jej braku szczerości, nawet wobec Żydów, emigrantów pomarcowych. Miała prawo do dyskrecji.

Aleksander Kwiatkowski

Magdalena Raszewska: Ryszarda Hanin. Historia nieoczywista, Warszawa 2016
Tadeusz Szczepański (opr.): Sejsmograf duszy. Kino według Marii Kornatowskiej, Łódź 2016

Lämna ett svar