ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Co boskie bogu

Religie Dalekiego Wchodu to człowiek i krajobraz, niebo, ziemia, obłoki, gwiazdy. W takiej przestrzeni nie ma tłumu, człowiek jest sam na sam ze swoim Bogiem, złączony z jego nadziemską wielkością, ale wolny. W Polsce, mam na myśli kościół katolicki, wyznawca jest ściśnięty, zgęszczony, sprasowany w kostkę kościelnymi murami, spocony i zmęczony. Tam daleko, w buddyzmie, hinduizmie, zen, swoboda, wolność duchowa, nieograniczony pejzaż, w Polsce ściany, stół ofiarny i przy nim dyrygent.

Komu to na rękę? Władzy. Zawsze władzy. Bez różnicy, władzy kościelnej czy władzy świeckiej: – I słowo ciałem się stało  – Szto napisano pierom, nie wyrubiesz toporom.

Nabożeństwo odprawiane nad słowem traktowanym magicznie, oznacza zręczną wiarę. Słyszy się, że ono, słowo, jest niezmienne, dlatego tak ważne, ale sługa słowa zmienia interpretacją, pomija jedną myśl i tworzy drugą.

Skołtunione polskie losy. Co kilka, rzadziej kilkanaście lat, nowy etap nowego władcy nowego układu. Co było wczoraj, dziś nieaktualne i zwalczane. A jeśli nawet nie zwalczane, to utraciło znaczenie i się nie liczy.

Ktoś, kto nie ma kompetencji do syntezy i jest zdominowany przez rozbuchane ego, próbuje zmajstrować całość złożoną ze swoich obsesji, a w dodatku jeśli robi to nieudolnie, dla ratowania twarzy zasłania się teoriami spiskowymi. Tak buduje się rzeczywistość, w której nic się nie sumuje i niczego nie można uformować ani zgromadzić. Wszystko masz zaczynać od początku, od pierwszej cegły, od pierwszego ruchu łopatą. To, co zbudowałeś, jest wysiłkiem na darmo, co zasiałeś ma uschnąć. Wiesz o tym i dlatego budujesz niedbale, bez przekonania, tandetnie i najtaniej. Oto stabilizacja na niby w kraju na niby.

To powoduje, że tylko to, co irracjonalne, może być stałe i trwałe. Mity, legendy, wiara, patriotyczne złudzenia, nacjonalistyczne wzdęcia, utrwalane w społecznej tkance. I zarządzanie biedą.

Można powiedzieć, że mamy dwa rodzaje ubóstwa, ubóstwo materialne i myślowe ubóstwo potrzeb. Jedno i drugie wygodne dla egocentrycznych, państwowych i kościelnych władców. Oba ubóstwa splatają się w jedno, przygniatając i osłabiając ukierunkowują na przeżycie kolejnego dnia, czynią obywateli/wiernych pasywnymi i uległymi. Tak koduje się poczucie niższości, moszcząc drogę barbarzyństwu.

Co robi barbarzyńca? Barbarzyńca zaczyna od niszczenia tych, którzy tworzą i bronią wartości. Gdy tego dokona niszczy tych, którzy wiedzą, co to są wartości, pamiętają ludzie unicestwianych, którzy wartości tworzyli. Ale barbarzyńca nie spoczywa na laurach, nie może fetować swojego zwycięstwo wcześniej, zanim nie unieszkodliwi tych, którzy potrafiliby oceniać. Dopiero wtedy jest spokojny, kiedy nikt już nie wie, że to co czyni, jest barbarzyństwem.

Na całe szczęście taki wariant dziejów nigdy się na dłużej nie utrzymał. Ludzkie społeczeństwa są na tyle wielowątkowe, dynamicznie różnorakie, zróżnicowane intelektualnie i zdeterminowane czasowo, że barbarzyńca nie może liczyć na długie życie swoich planów. Problem barbarzyńcy zasadza się na tym, że on o tym nie wie, a jeśli się domyśla, to tłumi w sobie.

To i wszystko inne związane z działaniami barbarzyńcy powoduje, że społeczeństwo musi być czujne. Jest bowiem oczywistą oczywistością, że barbaria stale podsyła nowych watażków, których marzeniem jest zostać zbawcą narodu.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar