ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Poszukiwania siebie i nie tylko

Przeczytałem cytat, która pobudził moją wyobraźnię i skłonił do paru refleksji. Tym bardziej, że autor nie byle kto, Carl Gustaw Jung, którym się swego czasu zaczytywałem. Oto ów cytat: Bardzo wcześnie doszedłem do pewnej prawdy. Jeśli na jakieś powikłania życiowe nie nadchodzi żadna odpowiedź, ani rozwiązanie od wewnątrz siebie, to w ostateczności mają one niewielkie znaczenie.

Zanim wyzwoliłem się z sideł wiary, „tej” wiary, a wagi nabrało niepodzielne i nienaruszalne „ja”, minęło wiele lat. W rzeczy samej pogląd, iż jedyną funkcją i istotą istnienia jest niepodzielne „ja/ego”, mówiło mi po prawdzie tylko jedno, że godzimy się na celebrowanie wszechpanującego nam miłosiernie na świecie całym indywidualizmu.

Z perspektywy potrzeb cywilizacyjnych, absolutna racja i powinniśmy sobie pogratulować, bo wykonaliśmy kawał fantastycznej roboty. Wydaje się zatem, że mamy prawo oczekiwać by monoteistyczny i w co wierzymy „dobry Bóg”, potraktował nas w końcu poważnie. Bowiem wprawdzie uznajemy rozliczne religie, ale coraz więcej z nas i częściej traktuje je raczej jako efekt dziecinnej niedojrzałości, innymi słowy naturalny etap ludzkiego rozwoju, a nie prawdę absolutną.

Tu zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy. Bo czyż nie byłoby lepiej przyjąć tezę przeciwną, że żyje w nas w wiele „ja”? W rzeczywistości na imię nam wielość (moje imię to legion), drzemie w nas od samego dzieciństwa ocean potencjałów charakteru. Zarysowane szkicem czasu, ledwie budujące się i rozmaite możliwości, pozorne zapomnienia, dokonania z rozmysłem lub przypadkiem, rzeczywiste i urojone zaniechania oraz całe połacie niepewności. Oczekując lepszych czasów, dajemy dojść do głosu wspaniałym pomysłom, koncepcjom i zachowaniom, które gdy po latach wypływają na jawę pamięci, zaskakują nas samych – „To niemożliwe! Nie mogłem się tak zachować! Tak zrobić! W ogóle pomyśleć!, Czy to na pewno mój pomysł?”.

Jest w nas wiele osobowości, których potencjał wypływa na powierzchnię w toku i zależności od nawiązywanych kontaktów, przeczytanych książek, wyuczonych specjalności, refleksyjnych przemyśleń oraz pełnych mocy chwil samotności. Wydaje mi się – buduję tę tezę na własny użytek ale się dzielę – że niepewności, wahania, wewnętrzny chaos i zamęt, brak lub zmiany zdania i poglądów – przy zachowaniu intelektualnej uczciwości, jest wielkim bogactwem każdego człowieka.

Na tym się zatrzymam w „poszukiwaniu siebie”, a zajmę „nie tylko”. Nie wymaga jakiejś nadzwyczajnej spostrzegawczości czy inteligencji, by zauważyć, że świat dostał się w łapy psychopatycznych macho, narzucających siłą swoje hierarchie wartości. Płytkich, nachalnych, brutalnie narzucających swoje światopoglądy ludzi, o mentalności Kalego i etyce silniejszego.

Są śmiałymi i nie bojącymi się publicznych występów ekstrawertykami, których ataki skierowany przeciw nim nie oburzają, a tylko mobilizuje do twardej i najczęściej nie fair walki. Ponieważ mają, nie wiadomo skąd braną pewność, że ich racje są jedyne, słuszne i najważniejsze, ich umysły skierowane są na manipulowanie ludźmi, wykorzystując ich dla swoich celów, co czynią bez zmrużenia oka.

Tych ludzi trudno czymkolwiek zawstydzić, a szczególnie poczuciem winy, bowiem jest to uczucie im nieznane. Często bywają brawurowo odważni i nie czują lęku, co wynika wprost z braku wyobraźni, bowiem w gruncie rzeczy są tchórzami. Nie przywiązują się emocjonalnie do nikogo i niczego, co z kolei pozwala im łatwo zawiązywać sojusze jak i je zrywać, co nazywają inteligencją społeczną. Są osobowościami psychopatycznymi i pozbawionymi (na ich szczęście) odruchów empatii. Gdyby empatia była im znana, skończyliby w psychiatryku.

Jest to z oczywistych powodów znacznie uproszczona wizja rzeczywistości, ale tym bardziej godna uwagi i wysiłków prowadzących ku jej zmianom, bo realizowana na naszych oczach. Żyjemy w nowym systemie klasowym, w którym u najwyższej władzy stoją osobnicy psychopatyczni, narzucający swoje – nie ma znaczenia, że wydumane i chore – wartości.

Kończąc pozwolę sobie zacytować znanego publicystę i szydercę minionych lat, Stefana Kisielewskiego „Kisiela” – którego miałem szczęście i zaszczyt poznać osobiście. Wyraził krótko, celnie i paroma dosłownie słowami status PRLu, który w imię przysłowia – nihil novi sub sole, ilustruje nadzwyczaj celnie dzisiejszy stan Rzeczpospolitej – To nie kryzys, to jest rezultat.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar