TERESA URBAN: Ku przestrodze

Gazety i telewizja informują nas stale o różnego rodzaju oszustwach większego i mniejszego kalibru. Z kont milionerów znikają wkłady kradzione przez sprytnych hochsztaplerów. Skradziona tożsamość daje dostęp rabusiom do mozolnie gromadzonych oszczędności osób nie będących krezusami. Niektórzy proponują telefonicznie pewne usługi i bez pisemnego potwierdzenia zamówienia przysyłają potem fałszywe faktury. Są i tacy, którzy udając pracowników socjalnych odwiedzają wiekowych emerytów i korzystając z ich łatwowierności  kradną ukryte w szufladach czy pod bielizną drobne sumy oraz przedmioty, które mogą przedstawiać materialną wartość.

Bywają jednak oszustwa odbiegające od utartych schematów. O takim opowiedziała mi niedawno przyjaciółka. A zaczęło się tak. Pewnego dnia przyjaciółka dostała mail od brytyjskiego prawnika w sprawie spadku. W liście napisanym po szwedzku, prawnik informował ją, że otrzyma spadek po nagle zmarłym Szwedzie o tym samym nazwisku co ona. Szwed, urodzony w Sztokholmie, całe zawodowe życie spędził w Wielkiej Brytanii i dorobił się tam niebagatelnej fortuny. Spadek opiewa na ponad 9 milionów funtów. Szwed nie zostawił testamentu i prawnik przez kilkanaście lat próbował, niestety bezskutecznie, odnaleźć spokrewnione z nim osoby. Nie mając spadkobierców pieniądze wkrótce przeszłyby na własność państwa.  Aby tego uniknąć adwokat, jako formalny egzekutor testamentu, zdecydował uczynić przyjaciółkę spadkobierczynią z powodu zbieżności nazwisk i faktu że oboje związani byli ze Sztokholmem.

Oszołomiona przyjaciółka od początku podejrzewała, że musi to być próba zaawansowanego oszustwa. Na początku zadała więc adwokatowi pytanie skąd miał jej, niedostępny dla ogółu, adres mailowy. Odpowiedź brzmiała, że ze szwedzkiego katalogu kontaktów. Przyjaciółka  zadzwoniła wtedy do szwedzkiego prawnika, który nigdy o takim katalogu nie słyszał. Dodał również, że gdyby on miał informować kogoś o prawie do spadku uczyniłby to na firmowym papierze i wysłał pocztą.

Brytyjski prawnik z lekką urazą w tonie wyraził nadzieję, że spadkobierczyni in spe nie będzie zasięgać porad od innych adwokatów, ponieważ on sam jest legalnie uprawniony do przeprowadzenia postępowania spadkowego. Poprosił ją o podanie pewnych danych osobistych: adresu, numeru telefonu i obywatelstwa, co uczyniła nie widząc w tym żadnego niebezpieczeństwa. Dodała również, że nazwisko dostała po mężu, wiec to raczej jej małżonek powinien zostać spadkobiercą, ale prawnik stwierdził, że to nie ma znaczenia. Pewnie uważał, że kobiety są bardziej łatwowierne i prościej je oszukać.

Przyjaciółka na wszelki wypadek spróbowała znaleźć na Internecie informacje o brytyjskim prawniku, który w mailu podał swe imię i nazwisko. Okazało się, ku jej zaskoczeniu, że taki prawnik istnieje i posiada wszelkie uprawnienia do działania jako egzekutor testamentu. Zamieszczone było nawet jego zdjęcie. Nie przekonało jej to całkowicie, autor maili mógł  w sprytny sposób ukraść tożsamość prawnika. Ale na razie, bardziej z ciekawości niż z przekonania, nie przerwała kontaktu i sprawa toczyła się dalej.

Przyjaciółka starała się znaleźć na Internecie informacje o zmarłym Szwedzie. Dorobił się niebagatelnej fortuny handlując nieruchomościami, więc powinien istnieć wirtualny ślad jego działalności. Ale nic nie znalazła. Prawnik wyjaśnił, że w Wielkiej Brytanii usuwa się wszelkie dane o zmarłych z aktywnych stron internetowych i przenosi do odrębnego banku danych. Nie brzmiało to prawdopodobnie. Jest multum zmarłych, których życiorysy są dostępne na Internecie, ale przyjaciółka postanowiła nie drążyć już głębiej tego tematu.

W następnym mailu prawnik informował, że po dokonaniu wszystkich przygotowawczych procedur przyjedzie do Szwecji osobiście aby przypilnować przelewu, Spadek zostanie podzielony na 3 części: 40% otrzyma spadkobierczyni, 40% on sam a 20% przeznaczone będzie na cele charytatywne. Przyjaciółkę zdziwiło, że adwokat otrzyma aż tyle, ale słyszała, że w USA przy sprawach o odszkodowanie prawnikom po udanych negocjacjach przypada lwia część ustalonej kwoty. Może podobnie jest i w Wielkiej Brytanii przy sprawach spadkowych.

W międzyczasie przyszedł mail od szefa brytyjskiego banku odpowiedzialnego za zagraniczne przelewy. Przyjaciółka i tym razem potwierdziła na Internecie tożsamość nadawcy oraz to, że autor maila posiada ową funkcje w wymienionym banku. W mailu informowano, że wkrótce dostanie dalsze informacje o przelewie. Okazało się jednak, że nie udało się przesłać ich przez sieć bankową i  zostały dostarczone przyjaciółce  w formie mailu. Bank prosił o dodatkowe informacje o zmarłym Szwedzie: datę i miejsca urodzenia i zgonu oraz nazwisko panieńskie jego matki. Brytyjski prawnik usłużnie dostarczył przyjaciółce tych informacji, a przy okazji podzielił się z nią pewnymi osobistymi szczegółami o swej sytuacji rodzinnej; mieszka w willi, jest żonaty i ma dwójkę udanych dzieci, córkę i syna.

Niedługo potem przyszedł mail, który ostatecznie potwierdził, że cała sprawa to wyrafinowana próba oszustwa. Rzekomo w wielkiej Brytanii konto długo nie używane ulega blokadzie i aby je uaktywnić należy wpłacić pewną sumę, w tym wypadku odpowiednik około 100 tysięcy koron. Przyjaciółka ma podać numer swego konta, z którego można dokonać przelewu.

Rozwiały się mrzonki o nieoczekiwanej fortunie. Nie będzie życia w luksusie, ekskluzywnych podróży z rodziną i przyjaciółmi, kawioru, homarów, ostryg i  szampana. Przyjaciółka odpisała, że jest emerytką, nie dysponuje pieniędzmi dającymi się przelać, ponieważ wszystkie jej skromne oszczędności są unieruchomione w funduszach. Prawnik zaproponował, że może sam dokonać wpłaty odpowiadającej 50 tysiącom koron. Właśnie dokonał renowacji willi i jest to jedyna gotówka jaką obecnie dysponuje. Ale drugie tyle musi wpłacić przyjaciółka. Oczywiście nie wchodziło to w grę i wtedy przyszedł mail z pogróżkami. Jest już za późno aby się wycofać. Będą nas przesłuchiwać, wyjdzie na jaw, że nie ma więzów krwi pomiędzy zmarłym Szwedem a spadkobierczynią, oskarżą nas o oszustwo. Przyjaciółka zachowała zimną krew. Poinformowała, że jest to ostatni mail jaki pisze, a ewentualne następne maile od „prawnika” będzie kasować nieczytane. Oszust zamilkł i sprawa została zamknięta. Może znalazł sobie następną ofiarę.

Teresa Urban

Lämna ett svar