STAN WOJENNY 13 GRUDNIA 1981 ROKU. GENEZA (cz. 2)

40 lat temu, w mroźną i śnieżną niedzielę 13 grudnia 1981 r. o godz. 6 rano, Polskie Radio nadało wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, powtórzone w telewizji o godzinie 9.00, w którym informował on Polaków o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i wprowadzeniu, na mocy dekretu Rady Państwa, stanu wojennego na terenie całego kraju. Ta sucha i prosta w swojej wymowie enuncjacja nie oddaje ogromu znaczenia i konsekwencji podjętej wtedy decyzji. Alea iacta est (kości zostały rzucone), odwrotu już nie było. Jak do tego doszło? Jaka była geneza tej bezprecedensowej decyzji, stawiającej aparat komunistycznego państwa przeciwko obywatelom? Dlaczego komuniści zdecydowali się na otwartą wojnę z narodem? Gdzie bylibyśmy, gdyby nie było stanu wojennego? Czy było to konieczne, czy dało się tego uniknąć?

14 sierpnia 1980 r. o godz. 6.30 rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej imienia Lenina. Głównym bodźcem było zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz, suwnicowej w stoczni, działaczki utworzonych w kwietniu 1978 r. opozycyjnych Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Żądano już teraz nie tylko cofnięcia zapowiadanych podwyżek cen, ale również podwyżki płac o 1 tys. złotych dla wszystkich kategorii pracowników stoczni, zrekompensowania wzrostu kosztów życia, wybudowania pomnika stoczniowcom pomordowanym w 1970 r. Stoczniowcy powołali Komitet Strajkowy (KS), na czele którego stanął Lech Wałęsa. KS zażądał od dyrekcji stoczni spełnienia ponad dziesięciu postulatów o charakterze społeczno-gospodarczym. Protest szybko rozprzestrzenił się na inne zakłady Trójmiasta. W sobotę 16 sierpnia dyrekcji Stoczni Gdańskiej im. Lenina udało się porozumieć z Komitetem Strajkowym w sprawie najważniejszych żądań wysuniętych przez strajkujących robotników i podpisano porozumienie, zgodnie z którym ogłoszono zakończenie protestu. Gdy wydawało się, że stoczniowców też uda się przekonać pieniędzmi, niespodziewanie proklamowany został strajk solidarnościowy z innymi strajkującymi zakładami pracy regionu. W nocy z 16 na 17 sierpnia utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS), który 18 sierpnia skupiał już 156 zakładów. Na czele MKS stanął Lech Wałęsa. Położono wtedy większy akcent na kwestie pozapłacowe ujęte w 21 postulatów, z których siedem miało wyraźnie polityczny charakter. Domagano się utworzenia wolnych związków zawodowych, wolności słowa i druku, prawa do strajku, przywrócenia do pracy zwolnionych po strajkach w 1970 i 1976 r.

Władze znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Nie było jednak czasu do stracenia, bo z każdym dniem strajki rozlewały się po całym kraju. 18 sierpnia w Szczecinie, gdzie podobnie jak w Gdańsku utworzono MKS z Marianem Jurczykiem na czele oraz ogłoszono listę 36 postulatów. 25 sierpnia strajkują tam już 142 zakłady pracy. Dzień wcześniej wojska sowieckie w Polsce postawiono w stan podwyższonej gotowości. Przy gdańskim MKS powstaje komisja ekspertów z Mazowieckim, Geremkiem, Waldemarem Kuczyńskim, Jadwigą Staniszkis i Andrzejem Wielowieyskim. Po raz pierwszy zaistniała szansa na zwerbalizowanie i opracowanie robotniczych żądań, co dało możliwość ich skodyfikowania i przygotowania do rozmów ze stroną rządową.

Już 24 sierpnia 1980 roku na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR rozważano możliwość siłowego zdławienia strajków a 28 sierpnia 1980 roku wydało rozporządzenie dotyczące mobilizacji czterech sowieckich dywizji, które stacjonowały w pobliżu wschodnich granic Polski, z perspektywą ich ewentualnego wejścia na teren PRL w przypadku dalszej eskalacji konfliktu. Na przeszkodzie stało jednak kilka problemów. Po pierwsze, nie było możliwości wprowadzenia stanu wyjątkowego. W polskim systemie prawnym po prostu nie było takiej możliwości. Istniała natomiast ewentualność wprowadzenia stanu wojennego, jeżeli – jak stanowiła Konstytucja PRL – wymaga tego wzgląd na obronność lub bezpieczeństwo państwa. Po drugie, władze były zaskoczone skalą strajków. Użycie siły przeciwko blisko wpierw 250 tys. a 30 sierpnia już 700 tys. strajkujących ludzi w całym kraju było nieprawdopodobne i z każdym dniem coraz mniej możliwe. Po trzecie, ekipa Edwarda Gierka była zdecydowanie niechętna otwartemu użyciu siły przeciwko robotnikom, nie chciała wyprowadzać na ulicę wojska, pomna tego, że została wyniesiona do władzy po tragedii Grudnia 1970 roku. Zwłaszcza, że przebieg strajków i protestów był pokojowy a nie siłowy. Jacek Kuroń apelował wtedy: „Nie palcie komitetów PZPR –zakładajcie własne!”. Dlatego preferowano metody policyjne: inwigilację, prowokacje, rozbijanie jedności opozycyjnych grupek. Dodatkowo ekipa Edwarda Gierka miała już coraz mniejsze poparcie w społeczeństwie, w aparacie partyjnym jak i również w Moskwie. Władza była po prostu za słaba na skuteczne, zdecydowane przeciwdziałanie i została zmuszona do układów i kompromisów.

W takiej sytuacji ostatecznie doszło do przełomu politycznego i 30 sierpnia komisja rządowa kierowana przez Kazimierza Barcikowskiego podpisała w Szczecinie porozumienie z MKS uznając zgłoszone przez robotników postulaty. 31 sierpnia do przełomu dochodzi również w Gdańsku. Zawarte porozumienie, podpisane przez reprezentującego Komisję Rządową wicepremiera Mieczysława Jagielskiego oraz przedstawiciela MKS Lecha Wałęsę, było dalej idące i bardziej jednoznaczne niż ustalenia szczecińskie. Rząd gwarantował między innymi prawo do strajku, tworzenie niezależnych związków zawodowych oraz zwolnienie z więzień wszystkich działaczy opozycji. Porozumienie pomiędzy rządem a strajkującymi zawarto również trzy dni później na Śląsku, w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie dotychczasowe ustalenia przyjęte na Wybrzeżu rozszerzono o sprawy górnicze. Porozumienia zawarte w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu-Zdroju obowiązywać miały w całej Polsce.

Podpisanie porozumień było początkiem pojawienia się, pierwszej w całym bloku komunistycznym, formacji działającej poza układem partyjno-państwowym, co dało początek najważniejszej dekadzie XX w., kończącej się upadkiem sowieckiego komunizmu. 17 września powstaje pierwszy niezależny związek zawodowy w obozie komunistycznym i przyjmuje nazwę „Solidarność”, z Wałęsą jako szefem Krajowej Komisji Porozumiewawczej (KKP).

Powstająca „Solidarność” była wielkim zrywem patriotycznym, moralnym i społecznym. Robotnicy nie walczyli wtedy przeciwko ustrojowi socjalistycznemu jako takiemu. Nie chcieli naruszać zasad społecznej własności środków produkcji. Chcieli być po prostu prawdziwymi gospodarzami w swoich zakładach pracy. Związek miał charakter ruchu rewindykacji ekonomicznych, społecznych i respektowania praw obywatelskich przez obywateli odzyskujących świadomość swego miejsca w zastałej rzeczywistości. Był buntem przeciwko realnemu socjalizmowi, który pozbawił pracę sensu, a człowieka godności. Dlatego „Solidarność” od samego początku była nie tylko zwykłym związkiem czy organizacją, lecz również zbiorowym ideałem i mitem, wielką ideą, ruchem społecznym, który potrafił zjednoczyć miliony ludzi w oparciu o wyznawane wartości w pokojowej walce o wspólne dobro,  budziła poczucie więzi społeczeństwa skierowanej przeciw systemowi. Spora część społeczeństwa liczyła, że dzięki „Solidarności” zacznie żyć w kraju normalniejszym, w którym Polacy odzyskają chociaż niektóre swoje podmiotowe prawa.

„Solidarność” z czasem ewoluowała od dominującego początkowo nurtu robotniczej rewolucji w kierunku ruchu patriotycznego, w którym nawiązywano do pewnych wątków tradycji insurekcyjno-niepodległościowej, poprzez główne nurty ideowe nawiązujące do takich wartości jak wspólnota narodowa, sprawiedliwość społeczna czy wolność jednostki. Stała się matecznikiem dla licznych partii i organizacji politycznych różnych orientacji, od katolicko-społecznych, socjaldemokratycznych, przez liberalne i chadeckie, aż po ultraprawicowe, anarchosyndykalistyczne, konserwatywne i nacjonalistyczne, zjednoczonych w naturalnej symbiozie dążenia do realizacji suwerenności i niepodległości Polski. Oczywiście istniały istotne podziały bazujące na kryterium strategii działania w dążeniu do tego celu – od reformistyczno-ugodowej po radykalno-niepodległościową. Także Kościół odgrywał niezwykle ważną rolę wpływając bezpośrednio na wartości i tzw. etos Solidarności. Chodzi nie tylko o religijno-katolicki wymiar działalności związku zawodowego, ale również o pewne idee konstytutywne dla całego powstającego ruchu społecznego i sposobu jego funkcjonowania. Kościół nie angażował się jako instytucja bezpośrednio w działania Solidarności i innych form aktywności społecznej, szczególnie wobec tych o charakterze jednoznacznie politycznym, zachowując wobec nich dystans, popierając natomiast działania zmierzające do poszerzenia zakresu wolności obywatelskiej oraz poprawy losu klasy robotniczej.

Zaczęto na ogromną skalę odkłamywać historię. Powstały rozliczne wydawnictwa niezależne, działające w ramach struktur związkowych lub pod ich skrzydłami. Wydawały one zakazane w Polsce pozycje z zakresu nie tylko dziejów najnowszych, ale także ekonomii, politologii, historii kultury, filozofii oraz literaturę piękną. Rozpowszechniano wiedzę o przemilczanych dotąd wydarzeniach historycznych, rzeczywistych mechanizmach i sposobach sprawowania władzy, represjach wobec obywateli, o realnym stanie gospodarki, środowiska, kondycji materialnej i moralnej społeczeństwa. Miało to na celu kształtowanie świadomości społecznej poprzez odkłamanie komunistycznej narracji wtłaczanej przez dziesięciolecia społeczeństwu. Po inwazji na Czechosłowację Václav Havel w 1969 r. pisał: „Zwykłe, ludzkie kryteria w zdehumanizowanym świecie politycznych manipulacji mogą podziałać jak piorun, który nagle jasnym blaskiem oświetla mroczną okolicę. A wtedy prawda staje się prawdą, rozum – rozumem, a honor – honorem”.

Powstanie „Solidarności” stało się początkiem największego w dziejach kryzysu politycznego jaki przeżyła Polska Rzeczpospolita Ludowa. Blisko dziesięciomilionowy związek zawodowy rzucił wyzwanie komunistom. Wszyscy byli wtedy żądni coraz szerzej rozumianej wolności. Wolności nie udawanej, autentycznej, wyrastającej ponad oddolne warstwy społeczeństwa, sięgającej środowisk akademickich, studenckich, związków twórczych a nawet gospodarczego i politycznego establishmentu komunistycznego państwa. Dla władzy było to zagrożenie, które trzeba było usunąć. Domagał się tego zarówno partyjny „beton” jak i sowieccy mocodawcy. Bezsilne władze musiały zgodzić się na powstanie związku, co nie znaczyło wcale, że na dłuższą metę mają go zamiar tolerować. Strona rządowa potraktowała ten kompromis jako zło konieczne i typowy manewr taktyczny, bowiem w tym samym czasie rozpoczęto prace nad przeprowadzeniem wariantu siłowego. Tadeusz Konwicki w książce „Wschody i zachody księżyca” pisał: „Władza chwyciła naród za gardło. A naród ścisnął władzy krtań. Obie strony są jednakowo silne albo jednakowo słabe. Nikt nie zwycięży. Jedni drugich pociągną na dno”. W początkach września nikt jednak nie wiedział co będzie dalej. Nie wiedzieli tego ani związkowi przywódcy, ani przedstawiciele komunistycznych władz, ani władcy Kremla, którzy z wielkim niezadowoleniem przyjęli wiadomość o kompromisie jaki zawarto w Polsce. „Solidarność” potwierdziła, że „Polska jest najsłabszym ogniwem łańcucha socjalizmu w Europie” co już od jakiegoś czasu twierdziły władze najbardziej ortodoksyjnych reżimów komunistycznych za naszą wschodnią i zachodnią granicą. W związku z kryzysem zarówno społecznym jak i struktur państwowych Polsce, co mogło wpłynąć na destabilizację bloku komunistycznego, można się było spodziewać sowieckiej gotowości do egzekwowania dyscypliny bloku i wspierania krajowych rządów komunistycznych. Pytanie tylko było, do jakich granic Moskwa może się posunąć w tych działaniach.

W Polsce, krok po kroku sytuacja się klarowała. 5 września 1980 roku ze stanowiska I sekretarza KC PZPR usunięty został Edward Gierek, a jego następcą został Stanisław Kania – doświadczony aparatczyk, do którego kompetencji należała walka z organizującą się od 1976 roku opozycją demokratyczną. Jeszcze w końcu sierpnia 1980 r. na stanowisku premiera pojawił się Józef Pińkowski.

Podpisanie Porozumień Sierpniowych uruchomiło lawinę zdarzeń, które gruntownie przeorały świadomość polskiego społeczeństwa. Był to czas, w którym społeczeństwo po raz pierwszy w PRL, mogło korzystać, co prawda, w ograniczonym zakresie, ze swobód właściwych demokratycznemu państwu. Niewolone przez lata społeczeństwo starało się zrzucić symbole poddaństwa.

Czas tych 16 miesięcy, pomiędzy sierpniem 1980 roku a stanem wojennym 13 grudnia 1981 roku, był rzeczywistością burzącą świat à rebours, jakim był PRL. Był wydarzeniem próbującym stworzyć świat rzeczywisty, normalność na poziomie europejskiej cywilizacji.

Maciej Klich

Lämna ett svar