Maluję by odnaleźć spokój i radość

0
1. 1. Magda Lenartowicz (fot. Kala Kiełbasińska)

O pracy twórczej i nie tylko z Magdaleną Lenartowicz rozmawia Leszek Wątróbski.

Stajesz się sławna. Jakie były początki Twojej twórczości malarskiej?

Tak naprawdę, to zaczęłam malować zupełnie niedawno – bo 3 lata temu, kiedy urodziły się moje dzieci. Poczułam wtedy potrzebę wyjścia ze swojej strefy komfortu i rozpoczęcia tworzenia czegoś więcej – czegoś nowego. Potrzebowałam jakby ujścia emocji… I wtedy właśnie zaczęłam malować. Rozpoczęłam od małych formatów 20 X 30 cm. To były obrazki dla dzieci. I wszystkie bardzo szybko się rozeszły. Zostały sprzedane. I wtedy mój mąż powiedział, że teraz potrzebny mi będzie duży format. Kupiłam więc pierwsze duże płótno 100 X 100. I ten obraz także szybko się sprzedał.

Potem były kolejne płótna…

… które zauważył Sopocki Dom Aukcyjny, będący na rynku sztuki i kolekcjonerstwa już ponad 30 lat. I który posiada galerie w Sopocie, Gdańsku, Warszawie i Bydgoszczy, gdzie organizuje kilkadziesiąt aukcji rocznie. Zostałam przez nich zaproszona na pierwszą aukcję sztuki młodej – czyli artystów urodzonych po roku 1989, którzy zaczęli tworzyć młodą sztukę polską. I tam też, mój obraz o tematyce abstrakcyjnej, szybko się sprzedał. I właśnie od sprzedaży tego obrazu zaczęło się wszystko…. To mnie uskrzydliło… Podjęłam wówczas decyzję, że na swoje 30. urodziny zrobię pierwszy wernisaż. I tak też się stało. Zaprezentowałam wtedy 10 nowych obrazów. I znowu wszystkie zostały sprzedane. Ten sukces był kolejnym moim motorem do dalszej twórczości. I ona się jakby zaczęła się klarować…

Jak powstają Twoje prace? Co jest w nich najważniejsze?

Maluję czystą abstrakcję – abstrakcję kolorystyczną tj. malarstwo intuicyjne dyktowane kolorem. Świat wokół nas nie jest przecież tylko tym, co materialne i widoczne. Poza naszą percepcją istnieje życie pełne i doskonałe. Maluję to, co czuję. Otwieram się na pomysły płynące z intuicji zachowując własną indywidualność i niepowtarzalność. Maluję nie to, co widzę, ale to, co czuję. Szukam głównej treści i głębi tego, co jest niewidoczne, moje uczucia, moje lęki, mój bunt i brak zgody na niektóre kwestie. Maluję by odnaleźć spokój i radość.

W swojej twórczości używam złota. Maluję akrylem, temperą i pastą strukturalną, nazywaną również modelującą albo pastą 3D, pozwalającą uzyskać efekty, które urozmaicają. Można też dzięki niej tworzyć struktury, dodawać plastyczności obrazom, robić reliefy. Wyrabiam w sobie technikę łączenia tych wszystkich mediów, które są dostępne. I je następnie testuję.

Najnowsze moje prace opierają się głównie na pergaminie czerpanym, który używam aby dodać im wypukłości różnego rodzaju. Dodaję do tego złota płynnego, które jest na bazie alkoholu i które się mieni – tak, jak byśmy spoglądali na obrączkę. Żadna technika nie daje bowiem takiej 100% pewności, kiedy chodzi o efekt końcowy.

W praktyce wszystkie moje metody, które wypracowałam w malowaniu, to malarstwo niepowtarzalne. Wszystko wypracowuję sama – metodą prób i błędów. Nawet nauczenie się malowania temperą jest niesamowite. Ilu potrzeba zabiegów, żeby tempera wyglądała dobrze i utrzymywała świeżość w malowaniu. Do ciekawych technik malowania zaliczam także suche pigmenty dające świeżość i błysk. Aktualnie maluję bardzo duże formaty – nawet 190 X 190. Udało mi się też namalować 250 X 300.

W swoich pracach bardzo często korzystasz ze starych papierów…                   

Moja przyjaciółka w ramach obecnej panującej mody na remonty, czyściła piwnice i znalazła bardzo stare, niepotrzebne już nikomu papiery. Chciałam dać im kolejne życie i pokazać że stare, teoretycznie nieużyteczne rzeczy mogą być częścią czegoś nowego i fajnego.  Recykling starych rzeczy, może być  odpowiedzią na rozdmuchana potrzebę konsumpcjonizmu, która widzimy teraz na każdym kroku.

Ile wystaw już miałaś?

Mam za sobą trzynaście wystaw indywidualnych. Swoje prace wystawiałam głównie w Warszawie. Wspomnę tu m.in. o warszawskich Bulwarach Wiślanych i wystawie „Spójrz uważnie”, zorganizowanej w ramach projektu „Sztuka na 6” w Galerii Przy Plaży. Miałam też wystawę w Rzeszowie. Moje prace można było ponadto zobaczyć w Atenach w galerii internetowej, dokąd je wysłałam. Głównie jednak opieram się na Warszawie. Moja największa wystawa miała miejsce we wrześniu 2021 roku w Teatrze VI Piętro w Pałacu Kultury i Nauki, którego współwłaścicielami i dyrektorami są: Michał Żebrowski i Eugeniusz Korin.  Moją kuratorką była Iwona Kowalczyk. Kolejną planuję w ekskluzywnym hotelu przy ul. Poznańskiej.

A skąd biorą się Twoje pomysły malarskie?                     

Siadam do płótna i dalej jest kompletna improwizacja. Chcę pokazać wszystko, co się dzieje w mojej głowie. Dlatego potrafię obraz malować 5 czy nawet 10 razy. I całe moje malowanie opiera się na warstwach. Im więcej warstw, tym obraz jest ciekawszy. Czasami jest tak, że po 5 warstwach stwierdzam, że obraz jest już gotowy. A czasami obraz potrzebuje dużo, dużo więcej warstw. Każda następna warstwa zakrywa poprzednią i widać tylko tę ostatnią. Czasami zdarza się jednak, że widać też kilka poprzednich. Wszystko zależy od tego, co chcę, aby było widać. Maluję w domu, przeważnie z dziećmi na rękach. Maluje dłońmi, które są bardziej precyzyjne nawet od pędzla. One idealnie rozcierają farby. Uzyskuje się przez to fakturę, kolor i całą wizję obrazu. To jest ułuda, że coś jest perfekcyjne. Jeśli uznam, że obraz jest gotowy, to kończę pracę. Czasami obraz stoi u mnie tydzień na warsztacie. I potrafię na nim jeszcze coś domalować albo nawet go przemalować. Albo dołożyć, albo odjąć. Maluję przeważnie w nocy, przy sztucznym świetle. Światło nie ma dla mnie większego znaczenia. Moje prace, przy różnym oświetleniu, dają rożne efekty świetlne. Maluję przy półmroku, z dobrą muzyką, czasami z kieliszkiem wina i herbatą na stole. Maluję też czasem do południa, kiedy Michałek śpi, a Hanie jest w przedszkolu. Bycie artystą to dla mnie bycie wszechstronnym. I radzenie sobie w różnych sytuacjach.

Jak widzisz swoją przyszłość?  

Jeżeli chodzi o plany na przyszłość, to chciałabym poeksperymentować jeszcze bardziej z formą i jeszcze bardziej z wypukłością. Chciałabym robić również reliefy –  kompozycje wykonane na płycie kamiennej z pozostawieniem na niej tła. Takie dzieło uzyskuje się poprzez rzeźbienie, kucie lub odlewanie. Chciałabym tworzyć reliefy na wzór barokowych dekoracji, ale nie kwiatowych, tylko bardziej strukturalnych i abstrakcyjnych. Relief jest lekko rzeźbiony. I chciałabym znaleźć taką technikę, która umożliwi mi to. Takiej decyzji jednak jeszcze nie podjęłam.  Myślę też o pójściu do stojącej rzeźby, ale brakuje mi na to warsztatu i dużej przestrzeni na tworzenie konkretnych pomysłów. Korci mnie bardzo kamień. I chciałabym zająć się jego obróbką. Myślę, że kamień w Polsce jest ciągle niedoceniany i że kojarzy się np. z nagrobkami i sztuką cmentarną. A kamień może mieć duże zastosowanie w formie dekoracyjnej.

Na studiach pasjonowały mnie różnego rodzaju kamieniołomy w Polsce. Sztuka barokowa opierała się głównie na nagrobkach, ze względu na to, że wszystko inne zostało zniszczone. Szczególnie interesuje mnie kamieniołom pod Chęcinami, bo tam są nadal złoża marmuru i różanki. A są to przecież kamienie półszlachetne. I im więcej taki kamień ma skaz, tym jest dla mnie ciekawszy. Mam jak widać dużo pomysłów.

Szykuje ciekawą wystawę na 8 marca 2022 roku. To na razie wstępny projekt, bliżej terminu dam więcej szczegółów. Będą tam cztery artystki i ich cztery spojrzenia na sztukę.

Powiedz mi jeszcze coś więcej o samej sobie…

Jestem z Radomia. Tam swoją edukację artystyczną rozpoczęła w Zespole Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta.  Z wykształcenia jestem kulturoznawcą Europy Środkowo-Wschodniej, którą ukończyłam na Uniwersytecie Warszawskim. Studiowałam tam historię sztuki. To była nauka teorii i głównie dat. Mam męża finansistę i dwójkę dzieci. Mąż śmieje się twierdząc, że marzył o żonie kreatywnej. I nie sądził, że moje zainteresowania pójdą w kierunku artystycznym. Bardzo lubi chodzić ze mną na wystawy czy wernisaże. Jestem pasjonatką barw i piękna. Do moich największych sukcesów zaliczam tapety z wzorami moich obrazów. Mam już jedną taką kolekcję za sobą i za rok będzie wypuszczona na rynek kolejna.

Jestem bardzo oszczędna jeśli chodzi o materiały i staram się zawsze wykorzystywać je do końca. Jestem ekologiem i wiedzę, ile tego zużywam i jak bardzo dużo tego produkuję. Dlatego właśnie staram się zużywać farby do końca.

Maluje dłońmi, które są bardziej precyzyjne nawet od pędzla. One idealnie rozcierają farby. Uzyskuje się przez to fakturę, kolor i całą wizję obrazu. To jest ułuda, że coś jest perfekcyjne. Jeśli uznam, że obraz jest gotowy, to kończę pracę. Czasami obraz stoi u mnie tydzień na warsztacie. I potrafię na nim jeszcze coś domalować albo nawet go przemalować. Albo dołożyć, albo odjąć. Maluję przeważnie w nocy, przy sztucznym świetle. Światło nie ma dla mnie większego znaczenia. Moje prace, przy różnym oświetleniu, dają rożne efekty świetlne. Maluję przy półmroku, z dobrą muzyką, czasami z kieliszkiem wina i herbatą na stole. Maluję też czasem do południa, kiedy Michałek śpi, a Hanie jest w przedszkolu. Bycie artystą to dla mnie bycie wszechstronnym.  I radzenie sobie w różnych sytuacjach.

Rozmawiał: Leszek Wątróbski

Zdjęcia: Magda Lenartowicz (fot. Kala Kiełbasińska) Ptace Magdy Lenartowicz (fot. archiwum)

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer