ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Mistrz. Czas. Znajomi

0
fantasy-2964231_1920

Niekiedy – ciekawe byłoby wiedzieć czy wielu miewa podobne refleksje – mam wrażenie, że; moi znajomi są postaciami-nie-stąd: że znam ich jedynie naskórkowo i powierzchowność biorę za całość: że działają tu jakieś wzorce w stale powracającym, powielającym się i ciągle innym rytmie i porządku: że uczestniczymy w trwającym nieustannie procesie stwarzania, zgodnie z zapisem wielkiego skupiska pamięci: że czas nie ma nic do rzeczy ani znaczenia w trwaniu człowieka, zwierzęcia, rośliny, kamienia, boga. I że tej nienazwanej przestrzeni, temu sezamowi, wystarczy powiedzieć „otwórz się!” i otwierają się bramy niepoliczalnego bogactwa. Pamiętam z dzieciństwa film „Ali Baba i czterdziestu rozbójników” i padające tam słowa „Open the Sezami!” (oglądałem film w Wielkiej Brytanii).  Dźwięk tego słowa wpisał mi się w głowę na zawsze – Sezami! (z akcentem na „e”), Open the Sezami! Magia.

Z baśniami – na całe szczęście!, się nie dyskutuje i bardzo dobrze, ponieważ ich mitologia bardzo mi odpowiada. Baśnie uwalniają do nieoczywistych przestrzeni, szanują nieskrępowaną niczym fantazję, prowokują wyobraźnię, pozwalają swobodnie łączyć czas i miejsce, pomagają wynajdywać podobieństwa, dokonując jednocześnie transcendencji poza wszystko, co szkiełko i oko zauważą i uznają za oczywiste.

W cichości duszy lubię wierzyć, że świat mitów nie tylko istniał w rzeczywistości, ale istnieje i trwa w podświadomości, przykrywany dla niepoznaki prozaiczną zwykłością dnia. Przekonują mnie o tym powiązania przypadkowo napotykane w świecie biologicznej mechaniki, które przecząc uznanym faktom i prawom otwierają psychikę, a jednocześnie obnażają iluzoryczność więzienia, w którym człowiek zamknął siebie pod presją czasu. Nota bene jest jedyną na planecie istotą, która go (czas) odlicza, reszta żywych przemija.

Na to, na ograniczaną fizycznością wyobraźnię, na determinowaną religią wrażliwość, na limitowaną rozumem fantazję, nakładają się kłopoty z akomodacją postaci-nie-postaci Boga. Jest kimś/czymś zupełnie nierozpoznawalnym i nie do opisania. Trudno mówić o istnieniu Boga, gdy jest istnieniem, w ogóle dawać mu jakąś nazwę. Jest oddalony i nierealny, jest ideą, koncepcją, wiatrem, jak tu komunikować się z wiatrem? Twierdzić, że człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga, to lepiej nic nie mówić, bowiem wszelkie próby komunikacji z Bogiem skazane są na porażkę. Wiedział o tym Mistrz Eckhart pisząc „Bóg jest milczeniem”.

Mówiąc o Bogu nie można być pewnym niczego. Pytaniom – Czy nas widzi?, albo – Czy wie o istnieniu człowieka?, brak sensu. Może i wie i widzi, ale zapewne nie w sposób jaki podsuwa nam fizyczność i determinowana nią wyobraźnia. Jeżeli nawet wie o naszym istnieniu, to na zupełnie innej i nie do wyobrażenia dla nas płaszczyźnie poznawczej, więc słowa – Bóg widzi, powinno się obowiązkowo zaopatrywać w cudzysłów, zaś mówienie o Bogu – Jest dobry bo…, albo też – Jest zły ponieważ…, to – za przeproszeniem, pospolity bełkot.

Świat człowieka, jak i inne jeśli istnieją, może być dla Najwyższego Boga rodzajem nieliczącego się odpadu po procesie, w których uczestniczy stwórca, bóg, którego gnostycy nazwali demiurgiem. Bóg podejrzliwy, zazdrosny, mściwy, bóg osobowy, któremu daleko do wielkości i doskonałości, bóg zamknięty w rzeczywistościach tej planety. Bóg niezadowolony i rozgoryczony bo przegrał, poddał się i wylądował w pułapce ziemskiej karmy.

Perspektywy? Możemy sobie o nich jedynie pomarzyć. Czy mogą się ziścić nadzieje na poważne zmiany i wyzwolenie, za przyczyną przybycia (ponownego!) Zbawiciela? Czemu nie, może przecież ktoś wylądować i rozpocząć negocjacje z demiurgiem. Piszę kursywą aby podkreślić, że negocjacje o przyszłości planety mogą mieć miejsce gdziekolwiek w kosmosie, albo i gdzie indziej.

Więc dobrze, jakiś ktoś wygrywa i wprowadza nowe porządki, a przy dzisiejszym stanie planety to porządki nie do opisania. Czyli? Czyli wszystko zostaje przekręcone up and down! Co nas górze to na dole, dobro złem, dzień nocą, oni nami, znika płeć a tym samym kobieta i mężczyzna, odsłaniają się inne, głębsze sensy, nadchodzi nowe, pulsująca magma niczego.

System który człowiek stworzył w istocie nawołuje do buntu. Do niezgadzania się z tym, co wokół, do walki nie zawsze o lepsze, ale walki. Tylko, że religie, w każdym razie chrześcijaństwo a w szczególności katolicyzm, chciałyby mieć potulnego baranka, oczekującego pod światłym przywództwem hierarchów na pojawienie się Zbawiciela.

Każdy człowiek dokonuje własnego wyboru, ale jeśli chce doczekać korzystnych dla niego zmian, musi sam o to zadbać, co oznacza postawienie się istniejącemu światu. Boska moc sama z siebie nic dla niego nie zrobi, ani nań nie spłynie.

Andrzej Szmilichowski

 

 

 

 

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer