Festiwal zredukowany. Stockholm Film Festival 2021

0
sff2021

Sto filmów pokazanych na tegorocznym festiwalu w Sztokholmie to ilość parokrotnie niższa od normalnej. Zmniejszyła się też liczba kin: tę setkę pokazano (każdy film trzykrotnie) tylko w 3 kinach: Skandia, Park i Sture, a jeśli liczyć 2 mniejsze sale w Sture, w 5-ciu salach kinowych. Ograniczono także, i to drastycznie, ilość pokazów dla prasy, zawsze organizowanych kilka dni przed festiwalem.

Z 6-ciu takich dni (3-4 filmy dziennie) pozostały trzy dni po dwa filmy dziennie. Z pandemicznych prób zachowano możliwość pokazania niektórych filmów online, ale za dodatkową opłatą także dla akredytowanych żurnalistów co – dla niżej podpisanego – nie było alternatywą do przyjęcia. W rezultacie, gdy dawniej mogłem obejrzeć w czasie festiwalu do 30-u filmów, teraz ta ilość zmniejszyła się prawie o połowę. Spróbujmy na tej ograniczonej podstawie dokonać podsumowania najciekawszych zjawisk i trendów festiwalu.

Mogę uznać za sukces, że spośród 10 najpopularniejszych (frekwencja!) filmów festiwalu udało mi się obejrzeć aż siedem. 4 z nich pokazano w sekcji Open Zone, gdzie zawsze grupuje się cenione i nagradzane na innych festiwalach filmy znanych reżyserów. Pozostałe trzy znalazły się w sekcji Icons, gdzie spotykamy (auto)biografie lub portrety znanych osobistości. ”Belfast”  reż. Kennetha Branagha otrzymał nagrodę publiczności.

Ten właśnie film, oparty na losach reżysera, podnosi obecny także w innych filmach festiwalu problem nietolerancji, ksenofobii, konfliktów różnych religii. Branagh ukazuje agresję północno-irlandzkich protestantów skierowaną nie tylko wobec katolickiej mniejszości, ale także wobec protestantów tolerujących obecność sąsiadów-katolików. W akcji z roku 1969 nie ma śladu późniejszego terroru irlandzkich katolików. IRA ograniczała się wówczas do samoobrony.

Podobne starcia na tle religijnym można było zaobserwować w filmach ukazujących współczesne wrzenie na Bliskim Wschodzie. W ramach tej samej religii – islamu, trwają zacięte walki miedzy sunni (IS) i shia. ”Sabaya”, uznany przez jury za najlepszy dokument, ukazuje losy prześladowanej mniejszości – yazidier. Kobiety porywane przez IS, gwałcone, przymuszane do małżeństw z o wiele starszymi i już żonatymi muzułmanami sunni, a także dzieci pozbawione dzieciństwa, ukazuje nie tylko ”Sabuya”, także – nie pokazane na festiwalu – filmy jak ”Idumeni” czy ”Imad’s childhood”.

Co najmniej dwa inne filmy w kategorii dokumentu wydają się bardziej interesujące niż nagrodzony film reżysera Hogira Hirori. Wyróżniający się – i w fabule i dokumencie – Sergej Łoznica, tym razem umieścił tragedię w ”Babim Jarze” w szerszym ”kontekście” całości operacji militarnych na froncie wschodnim. Mało znane sekwencje niemieckich i sowieckich operatorów frontowych ukazują paradoks kolejnych okupacji postępujących w obie strony. Entuzjastyczne tłumy witają jednych i drugich jak wyzwolicieli: od terroru komunistycznego i od faszystowskiego. W scenach grup pędzonych na śmierć – przez rozstrzelanie bądź powolną z głodu w niewoli – rozumiemy, że winę w dużej mierze ponosi fakt nie podpisania przez Sowiety konwencji genewskiej.  Uderza natomiast pasywność tych tłumów eskortowanych przez nielicznych uzbrojonych strażników. Każdy z jeńców liczy na własne szczęście; wolności doczekało niewielu. Ten sam mechanizm zadziałał w wypadku brytyjskich wojsk poddających Singapur Japończykom. Jaki los spotkał jeńców, wiemy z ”Mostu na rzece Kwai”.

Drugi niedoceniony przez jury dokument to kolejny wyraz zainteresowania historią filmu brytyjskiego reżysera Marka Cousinsa. Jego niemal 3-godzinny ”The story of film: a new generation” to kontynuacja dawnego serialu, tym razem poświęcona kinu najnowszemu; XXI wieku. A kierunek tych krótkich lecz celnych analiz filmów, z wyraźnym pominięciem tradycji hollywoodzkiej, zmierza w kierunku formy i estetyki X Muzy.

Inna, aktualna w Szwecji problematyka, powraca, jakby per analogiam, w nagrodzonym Grand Prix –  Złotym Koniem – ukraińskim filmie ”Nosorożec” Oleha Sentsowa. Nagrodzono także rolę tytułową Serhia Filimonowa. Gra on młodego osiłka, awansującego w hierarchii gangsterów prowincjonalnego miasta. To oczywiście wiedzie do nikąd i po jakimś czasie życie okazuje się bezpowrotnie przegrane. Ale droga usiana jest okrucieństwem i sadyzmem, zapewne przekraczającymi to, co można sobie wyobrazić u ”naszych” członków klanów, specjalizujących się w ”czystej” strzelaninie do rywali w hierarchii gangów.

W ”Nosorożcu” zachwycają długie i skomplikowane ujęcia ruchomą kamerą. Podobny wkład w estetykę filmu widzimy w węgierskim filmie Gabora Fabriciusa ”Erasing Frank”, gdzie tytułowy bohater, opozycyjny popsinger, filmowany jest w labiryncie symbolizującym totalitarny system krępujący węgierskie społeczeństwo w latach 1980.

Te ambitne próby formalne, często decydujące o rozwoju filmu jako sztuki, odbijają wyraźnie od niektórych filmów uznanych reżyserów (w sekcji Open Zone) jak Frank Ozon w ”Allt gick bra” czy Pedro Almodóvar w ”Paralella mödrar”, realizujących filmy ”dobrze zrobione”, angażujące i komunikatywne, ale dalekie od ambicji nowatorskich.

Aleksander Kwiatkowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer