Ciepły człowiek, zimny las

Były Marszałek Senatu z ramienia PIS, nie wspominajmy Jego imienia, gdy wykonywał swoją funkcję odbył wizytę parlamentarną do Białorusi, gdzie miał miłe spotkanie z Aleksandrem Łukaszenką, uznał prezydenta Białorusi za człowieka ciepłego i sympatycznego. Sprawa gustu. Więc nic dziwnego, że pan Marszałek nie zdobył się na protest, gdy ten ciepły człowiek przepędza przez zimne lasy kobiety i dzieci. A my, tzn. Polacy, robimy to samo. Taki niehumanitarny pingpong.

Łukaszenka to taki Lepper, któremu się udało. Andrzej Lepper, postać tragiczna, przegrał swoją walkę o władze i życie. Łukaszenka wygrał. Zaczynali podobnie. Lepper był kierownikiem jednego z niewielu dochodowych pegeerów (PGR) w PRL, a Łukaszenka prowadził wzorowo kołchoz na Białej Rusi. Łukaszenka jest dzisiaj uważany, poza Putinem, za wroga Polski numer jeden. Czy rzeczywiście?

W skandalicznej – i w bardzo złym świetle przedstawiającej Polaków – sytuacji na granicy białoruskiej, oficjalna (państwowa? narodowa?) telewizja – w tym przede wszystkim TVP Info – informuje o atakach TV Białorusi na Polskę. Tak się złożyło, że moja antena satelitarna obejmuje m.in. Belarus 24. Więc włączałem tam się parokrotnie. Nic takiego nie znalazłem. Natomiast trafiłem na rzecz bardzo ciekawą, choć trochę kontrowersyjną. Był to reportaż o „Wielikim, znanym w całym mirze białoruskim wolnościowcu, Tadeuszu Kościuszce”. Mam nadzieje, że dobrze zacytowałem z białoruskiego.

Rzecz odbywała się w muzeum poświęconemu Tadeuszowi Kościuszce. Założone zostało w jego domu rodzinnym, który się świetnie uchował przez ponad trzysta lat. Był to dawny dwór Kościuszków nazywający się Kościuszek. Dwie sympatyczne Panie oprowadzały po komnatach i opowiadały o Bohaterze i jego rodzinie. Pokazywano portrety dziadków i naturalnie rodziców Tadeusza oraz różne pamiątki, które udało się w tym miejscu zgromadzić. Mnie najbardziej wzruszyła gablota z banknotami polskimi z wizerunkiem Kościuszki. Zabawne – były to walory wysokie, we wszystkich trzech wypadkach było to 500 marek polskich z roku 1916, gdy dwaj niemieccy cesarze powołali III Królestwo Polskie. Następne banknoty opiewały już na 500 złotych polskich, o różnej wartości, w zależności od kursu waluty.

Ale wracając do miłych Pań i ich narracji. Panie poinformowały, że Białoruś była częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego. To księstwo było w sojuszu z Rzeczpospolitą Polską. Językiem nadrzędnym był język polski i dlatego rodzice Tadeusza Kościuszki go znali. Tadeusz, jako pełny obywatel tego sojuszu (staram się, jak najwierniej przekazać co usłyszałem), udał się do Warszawy, która była stolicą sojuszu, i wstąpił tam do Szkoły Rycerskiej, gdzie z wyróżnieniem ukończył wydział inżynierii wojskowej w zakresie fortyfikacji. Gdy wybuchło w Ameryce Północnej powstanie ludności przeciw okupantom angielskim, to Kościuszko pośpieszył im na pomoc. (Ja ciągle tylko relacjonuje wypowiedzi wspomnianych miłych Pań. Panie, które były naprawdę dobrze ostukane w temacie, mówiły dalej): Zdolności Kościuszki przyczyniły się walnie do zwycięstwa Waszyngtona (one mówiły Łoszingtona). Otóż Waszyngton docenił wkład Kościuszki i go wynagrodził oddając mu we władanie parę plantacji bawełny razem z niewolnikami, którzy tam pracowali. Białoruski wyzwoliciel obdarzył wolnością tych Murzynów. A plantacje sprzedał, bo śpieszył się z powrotem do Europy.

W tym czasie Katarina Wielika, która gnębiła Białoruś i Polskę, doprowadziła do rozbioru Polski i wolnościowiec Kościuszko na to się nie godził. Wrócił do Polski i zorganizował ludowe powstanie. Po pierwszych sukcesach w bitwie pod Racławicami do tego chłopskiego powstania dołączyła też polska szlachta i z powodu jej nieporadności powstanie upadło. Kościuszko dostał się do niewoli. Katarina okazała się wspaniałomyślna i tylko uwięziła go w twierdzy. (Ja ciągle tylko cytuję wspomnianą wyżej audycję.)

Następca Katariny po jej śmierci, car Paweł zwolnił Kościuszkę i obdarował go włościami. Tu panie prowadzące nie popisały się wiedzą. To co powiedziały to prawda, ale ciekawsze były okoliczności, o których nie wspomniały. Otóż car Paweł nienawidził, z różnych powodów swojej Mamusi. Podejrzewał, że za zabójstwem jego narzeczonej stał rozkaz Mamusi. I dlatego, gdy wstąpił na tron to kazał odkopać zwłoki swojej narzeczonej i po przeniesieniu ich do Cerkwi wziął z nimi ślub. Posłuszny hierarcha naturalnie mu się podporządkował. Imperator Paweł tak do końca normalny nie był. Stąd i jego zachowanie w stosunku do Kościuszki.

Obdarzył go wolnością, wycałował (sic!) i zaproponował mu stanowisko feldmarszałka w jego armii. Kościuszko grzecznie odmówił. Wtedy Imperator poprosił tylko o to, by Kościuszko złożył przysięgę, że „Więcej szabli na Rosję nie podniesie”. Kościuszko odmówił. Wtedy doradcy Kościuszki, również uwolnieni z twierdzy Petropawłowskiej, jego towarzysze zaczęli na niego naciskać. Najbardziej aktywny był przyjaciel i nieformalny jego sekretarz Julian Ursyn Niemcewicz. Argumentowano, że jak Kościuszko podpisze „lojalkę” to wtedy wspaniałomyślny Imperator zwolni wszystkich zesłanych na Sybir uczestników powstania z roku 1794. Tak się częściowo i stało. Co nie znaczny, że Imperator Paweł, by ich bez tego nie zwolnił.

Jak już wspomniałem, Paweł z premedytacją niszczył dzieło swej wielkiej Matki. Obdarował Kościuszkę pieniędzmi, kosztownościami i jakimiś dobrami ziemskimi (pod Petersburgiem). Dobra te zaradny Niemcewicz zaraz spieniężył. I korzystając z życzliwości Najjaśniejszego Pana, który udzielił Kościuszce specjalnej karocy – w której w zależności od warunków atmosferycznych koła wymieniano na płozy – przez Finlandię i Happarandę panowie dojechali do Szwecji.

Kościuszko czuł duży niesmak. Ze Sztokholmu odesłał złote ruble i kosztowności. Zaradny Niemcewicz nie wspomniał Kościuszce o sprzedanych dobrach, tak że ten ostatni dziwił się skąd jego sekretarz czerpie środki na dalszą podróż. Szwecja wówczas była w stałym konflikcie z Cesarstwem Rosyjskim i dlatego przyjęto Kościuszkę bardzo dobrze. Zaproszono go na Dwór Królewski, ale Kościuszko się uchylił. I uciekł do Göteborga skąd najbliższym statkiem popłynął do Londynu, gdzie przesiadł się na statek do Ameryki.

Następnie powrócił do Europy. Po krótkim pobycie w Paryżu osiadł w Szwajcarii w Berville. Janusz Teodor Dybowski pisarz – dramaturg napisał sztukę „Kościuszko w Berville”. Było to dzieło napisane na zamówienie, chodziło o jubileusz wielkiego aktora, Ludwika Solskiego, który właśnie wtedy dożył 99 lat. Miano nadzieję, że stulecie Solskiego będzie obchodzone na scenie w tej sztuce, szczęśliwie wystawiono ją wcześniej, bo Solski zmarł w wieku 99 lat. Sztuka, jak sztuka. Napisana była w apogeum czasów stalinowski. Autor sztuki, prywatnie brat ówczesnego ministra Kultury i Sztuki, wykonał zamówienie. Przedstawił Kościuszkę trochę tak, jak wspomniane Panie z muzeum. Główną sceną tego dramatu, jest spotkanie Napoleona z Kościuszką. Napoleon namawia Kościuszkę do wyprawy na Rosję. Kościuszko odmawia Cesarzowi Francuzów. Bo… Napoleon nie liczy się z wolą prostego Ludu.

Kościuszko zakłada sukmanę i bierze do ręki racławicką kosę. Skąd on miał te rekwizyty w Szwajcarii? To wiedział tylko autor sztuki. W rzeczywistości Kościuszko, jako człowiek honoru, nie mógł złamać przysięgi. Co nie znaczy, że swoim ludziom radził przyłączyć się do Napoleona i nawet współdziałał w organizowaniu Legionów Polskich.

Ale o tym wszystkim wspomniane sympatyczne Panie nie wiedziały, więc i nie wspomniały. Wspomniały za to, że w Szwajcarii w Berville, jest też Muzeum naszego (czyli białoruskiego) wielkiego obywatela, ale nasze na Białorusi jest lepiej wyposażone i dużo wiarygodniejsze.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Lämna ett svar