Nepal (cz. 1)

Nasza objazdowa wycieczka po Indiach obfitowała w wiele atrakcji, ale na tym nie koniec. Zakończyła ją tygodniowa podróż po Nepalu..

Terminal lotniskowy stolicy Nepalu, Katmandu był niepozorny, ale nowoczesny w  formie. Zbudowany z brązowej cegły ozdobionej dekoracjami z rzeźbionego drewna nawiązywał do tradycyjnego, nepalskiego stylu. Długo czekaliśmy na walizki. Lotnisko miało tylko jeden traktor do ciągnięcia wózka z bagażem. Było chłodniej niż w Indiach, miasto leżało na wysokości 1000 m. Katmandu było dla mnie dotychczas tylko nazwą. Wyobrażałam sobie niewielką miejscowość położoną w górach, z dziewiczą naturą i szlakami dla pieszych, z widokiem na masyw Himalajów. Ale już z powietrza teren okazał się płaski jak naleśnik, z zabudowaniami ciągnącymi się do horyzontu. Miasto miało oficjalnie dwa miliony mieszkańców, a nieoficjalnie aż cztery. Wolno stojące wielorodzinne domy nie tworzyły ulic, nie było drzew, odrobina zieleni szara od kurzu a Himalaje niewidoczne.

Hotel Malla, gdzie mieliśmy nocować nosił nazwę dynastii królewskiej. Leżał centralnie więc natychmiast udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Wydało nam się, że Nepal jest bardziej cywilizowany niż Indie. Ulice były schludne, z trotuarami i asfaltem na pewnych odcinkach, jadłodajnie mniej odrażające, niektóre miało się nawet ochotę odwiedzić, sklepiki mniej obskurne, a sprzedawcy nie tak natarczywi. Na pierwszym skrzyżowaniu natknęliśmy się na sklep z alkoholem, co, mimo prób, nie zdarzyło nam się w Indiach. Nareszcie mogliśmy uzupełnić braki w naszej podróżnej apteczce. Wśród butelek z lokalną whisky o podejrzanych nazwach znaleźliśmy kilka rodzajów rumu. W Indiach zaproszono nas na rum przy zwiedzaniu fabryki dywanów i smakował całkiem znośnie. Mieliśmy nadzieję, że tak będzie i w Nepalu, ale na wszelki wypadek poprosiliśmy sprzedawcę o radę.

– Weźcie „ Gurka’s choice”. Ten jest najlepszy – odpowiedział bez wahania.

Gurka to nazwa nepalskich żołnierzy znanych z waleczności i odwagi. Czternaście razy nagrodzono ich Krzyżem Viktorii, co w tej dziedzinie jest rekordem. Gurkowie dzielą dumę narodową z szerpami, niezwykle wytrzymałymi mieszkańcami gór, zwykłymi nosić całe wyposażenie podczas ekspedycji w Himalaje, wspinając się równie wysoko co himalaiści, którzy chwalą się potem swym wyczynem. Zaufaliśmy „ Gurka’s choice” i nie doznaliśmy zawodu. W wielu sklepach sprzedawano ciepłe czapki i rękawiczki oraz bogaty wybór wyposażenia na górskie ekspedycje. Kaszmir i paszminę zastąpiła grubsza wełna z jaka, sprzedawano również torby z jego sztywnej skóry. Przechadzka po mieście przedłużyła się i w końcu zaszła potrzeba odwiedzin publicznej toalety. Mozolnie wspinałam się w półmroku po stromych schodach ryzykując uderzenie głową w niski strop. Odrażający zapach dał się odczuć jeszcze przed otworzeniem drzwi, a wnętrze przedstawiało tak obrzydliwy widok, że szybko zmieniłam zdanie. Nepal nie jest cywilizowanym miejscem.

Nepal, biedniejszy niż Indie, nie ma ani nowoczesnych budynków ani eleganckich domów mieszkalnych. Te ostatnie były rzadkością również w Indiach. Podczas objazdów po Delhi widzieliśmy tylko jeden nowoczesny kompleks domów wielorodzinnych, chroniony przez wartowników i ogrodzony. Nepal jest nadal społeczeństwem rolniczym, podczas gdy Indie mają swą klasę średnią żyjącą w izolacji od najuboższych. W hotelach zamożni Hindusi celebrują za zamkniętymi drzwiami huczne wesela czy wymyślne imprezy dla dzieci. Ale z drugiej strony  Katmandu, w przeciwieństwie do Indii, miało niewielkie sklepy samoobsługowe z ograniczonym asortymentem. Ustrój Nepalu jest odmienny od indyjskiego. Tragiczny dla USA rok 2001 nie był pomyślny i dla Nepalu. Rodziną królewską wstrząsnęła krwawa tragedia. Zamroczony alkoholem następca tronu zastrzelił swego ojca i kilku członków rodziny królewskiej. Po czym odebrał sobie życie. Przyczyną wydarzeń miał być brak rodzinnego pozwolenia na poślubienie ukochanej kobiety. Nieoficjalnie twierdzono, że morderstwa były zaplanowane i miały podłoże polityczne. Brat króla przejął tron, ale podczas następnych siedmiu lat toczył walkę o władzę z partią maoistowską. W 2008 roku abdykował i monarchię Nepalu zastąpiła republika kierowana przez lewicowych maoistów.

Nepal posiada przedziwną tradycję, żywą boginkę, Kumari. Z grupy dziewcząt wybiera się jedną w wieku 6-8 lat. Dziewczynka powinna mieć pewne cielesne znaki i na koniec zostaje poddana okrutnej próbie. Wybranki zamyka się w pomieszczeniu razem z zakrwawionym ubitym zwierzęciem. Ta, która nie okaże lęku będzie następną Kumari. Dziewczynkę instalują w pałacu, gdzie mieszka aż do osiągnięcia dojrzałości. Od pierwszej menstruacji przestaje być boginką. Kumari nie wolno spotykać i bawić się z innymi dziećmi, głównie z obawy przed krwawiącym zranieniem. Jej boskość wypływa razem z krwią. Wolno jej spotykać rodziców, ale nie mogą nocować w pałacu. Parę razy w roku opuszcza pałac z okazji ceremonii religijnych i wtedy jest niesiona, ponieważ stopy jej nie mogą dotknąć ziemi. Kumari jest jedyną osobą, której kłaniał się król. W napięciu przekroczyliśmy bramę wejściową pałacu położonego na placu Durban w starej części miasta. Nie co dzień ogląda się żywą boginkę. Sprzedawcy oferowali zdjęcia Kumari. Nasza grupa zebrała się na wewnętrznym dziedzińcu otoczonym ponurym ceglanym murem ozdobionym rzeźbionym drewnem. Siadały na nim  gołębie. Może dziewczynka była w stanie któregoś oswoić i mieć jako towarzysza. Na środku dziedzińca rosło pojedyncze drzewo. Po paru minutach w otworze bez okiennic, na  drugim piętrze, pojawiła się boginka. Dziewczynka była silnie umalowana i poważna.

– Biedne dziecko – szeptały kobiety w naszej grupie.

Oczywiście żal nam było pozbawionej dzieciństwa dziewczynki, ale jeszcze bardziej żałowaliśmy wszystkich okaleczonych i głodujących, żebrzących dzieci. Kumari jadła do syta, mieszkała wygodnie, miała piękne stroje, prywatnych nauczycieli, a do tego była podziwiana i szanowana. Po odejściu dostaje okrągłą sumę dwóch milionów rupii i miesięczny zasiłek w wysokości pięciu tysięcy. Zazwyczaj rodzice  zarządzają pieniędzmi, ale ona również ma zapewnione bezpieczeństwo i dobrobyt. To więcej niż doświadczają inne dzieci. Pomyślałam o amerykańskich mamusiach zmuszających swe córeczki do roli dziecięcych gwiazd. Te dziewczynki również nie mają normalnego dzieciństwa. Czy to jest dużo lepsze? Ale najsmutniejszy jest fakt, że byłej Kumari trudno znaleźć męża. Wierzy się, że ten co się z nią ożeni przedwcześnie umiera. Niektóre dziewczęta zostają prostytutkami i jest to rzeczywiście tragiczny koniec.

Po odwiedzinach u żywej boginki stare zabudowania wydały się nam bez życia. Nie pomogło, że placyk był pełen turystów, że tysiące gołębi tworzyło ruchomy dywan o zmiennym wzorze i unosząc się przesłaniały widok, spłoszone nierozważnym krokiem. Dwaj mężczyźni leżeli nieruchomo na ziemi, jeden na niewielkim wzniesieniu a drugi pod ochroną muru, z głową opartą o rynnę odpływową, której zaokrąglony kant widocznie był wygodniejszy niż płaski kamień. Prawdopodobnie spali, ale równie dobrze mogli być nieprzytomni, a nawet martwi. Turyści uzbrojeni w kamery unikali bliższego z nimi kontaktu, jakby byli oni stertą śmieci. Należało wybrać optymalne ujęcie, aby nie znaleźli się na zdjęciu. A nad wszystkim górowały tarasowe dachy pagód.

Budda, w przeciwieństwie do żywej boginki zmarł dawno temu, ale jego nauka żyje, a o nim samym pamięta się zarówno w Indiach jak i, w jeszcze większym stopniu, w Nepalu. Na pierwsze ślady Buddy natrafiliśmy w indyjskiej miejscowości Sarnath w pobliżu Varanasi, gdzie całe życie Buddy jest oddane na freskach. Miał królewskich rodziców i narodził się z  cielesnymi oznakami światowego przywódcy. Wierzy się, że zaraz po urodzeniu potrafił chodzić, a tam gdzie stąpnął wyrastały kwiaty lotosu. Był nieśmiałym, introwertycznym i poważnym dzieckiem. Ojciec ożenił go już w szesnastym roku życia w nadziei, że życie rodzinne da mu szczęście i harmonię. Ale Budda nie był szczęśliwy i kiedy sam został ojcem opuścił rodzinę, pałac i życie w zbytku. Gdy poznał nieszczęścia, biedę, choroby i śmierć zdał sobie sprawę z ulotności życia i postanowił odnaleźć prawdę. Słuchał mędrców, medytował i umartwiał się ścisłym postem, ale nie odnalazł tego co szukał. Dopiero medytując pod pewnym drzewem poznał prawdę i doznał oświecenia. Należy być uczciwym, czynić dobrze, uwolnić się od pożądania i zdusić chęć życia. Dopiero wtedy można osiągnąć całkowity spokój ducha, nirvanę. Właściwą drogę do nirvany symbolizuje koło z ośmioma prętami, koło życia i wiedzy. W Sarnath, tam gdzie Budda wygłosił pierwsze kazanie zasadzono ukorzeniony pęd drzewa oświecenia o botanicznej nazwie Ficus religiosa, który potężnie się rozrósł i obecnie przyciąga tłumy buddyjskich pielgrzymów. Barwne, tiulowe chorągiewki z wpisanymi modlitwami kołyszą się na wietrze. W wielu miejscach w Nepalu znajdują się stupy, potężne oznaki pamięci o Buddzie, rodzaj solidnych kulistych świątyń z pozłacaną kopułą i wielkim namalowanym okiem symbolizującym oko Buddy. Nie daleko Katmandu, w Bodhnath, znajduje się taka stupa, gdzie w niszach podstawy kryją się modlitewne kołowrotki puszczane w ruch przez przechodniów. Jest zasadnicza różnica pomiędzy wizerunkami Buddy w Nepalu i Indiach oraz ich okolicach. W Tajlandii i Chinach Budda jest opasły, wręcz tłusty, podczas gdy w Indiach i Nepalu posiada zwinną, dobrze wytrenowaną sylwetkę.

Teresa Urban

cdn

Lämna ett svar