Ślady kocich łapek w świecie moich lektur…

Tym razem będzie o kotach, a raczej o kocich śladach w moim literackim świecie. Skupię się tutaj na kilku tylko wybranych utworach, których lekturę szczególnie pamiętam i cenię – inaczej tekst ten nie miałby końca.

W 1961 roku ukazał się pierwszy przekład z serii Filonek Bezogonek (szw. Pelle Svanslös) i od razu stałam się szczęśliwą posiadaczką i fanką tej książeczki. Trudno bowiem nie polubić tego małego, trochę naiwnego i pozbawionego ogonka kotka, którego tak często nękały inne koty, ale który zawsze wychodził bez szwanku z opresji – zgodnie z przekazem moralnym tej powiastki, kiedy to dobro zwycięża zło. Wiele lat później czytałam ją ponownie, tym razem już moim urodzonym w Szwecji i dwujęzycznym dzieciom. Lektura ta była tym bardziej adekwatna, że w Uppsali, gdzie od lat mieszkam i skąd pochodził twórca Filonka, Gösta Knutsson, kotek ten i jego przyjaciele odcisnęli swoje piętno, stanowiąc nadal atrakcję turystyczną dla dzieci i dorosłych. Wystarczy wspomnieć m.in. plac zabaw (Pelleparken), oddający wiernie środowisko i postacie tych opowieści, wymalowane kocie łapki na przejściu ulic Åsgränd/Övre Slottsgatan – miejsca owych przygód – czy choćby działające od lat „Towarzystwo Przyjaciół Filonka Bezogonka” (Sällskapet Pelle Svanslös Vänner).

Oprócz Filonka ciepło wspominam też, jak pewnie wielu ze mną, bajkę Kot w butach Charlesa Perraulta. Bohater jej, w przeciwieństwie do Filonka, jest mądrym i przebiegłym, choć jednocześnie troskliwym i oddanym kotem, dzięki któremu jego pan uzyskuje pod koniec opowiastki zarówno fortunę, jak i rękę księżniczki. Pomysłowość i przebiegłość tego kota wywarły na mnie – dziecku – duże wrażenie, a książka była równie przyjemną lekturą wtedy, jak i później – bo i bez niej nie obyło się przecież, jeśli chodzi o lektury dla moich dzieci. Warto tu dodać, że kot ów jest najsłynniejszym chyba literackim kocim bohaterem. Do dziś podbija kulturę światową, pojawia się w filmach, animacjach, komiksach, książkach, reklamach, itp. i uważany jest za pierwszy poważny tekst literacki z kotem w roli głównej.

Podobnie zresztą jak Kot-Dziwak (w oryg. Cheshire) z Alicji w Krainie Czarów, również jednej z moich ulubionych książek w dzieciństwie, autorstwa brytyjskiego autora Lewisa Carrolla (1865). W odróżnieniu od innych (w większości niezbyt sympatycznych) postaci i stworzeń z tej książki, kot ten nigdy nie beszta małej Alicji za naiwne wypowiedzi, nie kwestionuje jej komentarzy ani jej nie obraża. Wręcz przeciwnie: zawsze bardzo miło z nią rozmawia. Kot ów chadza sobie w własnymi drogami, posiadając przy tym umiejętność znikania i pojawiania się w dowolnym miejscu i czasie. Często zaskakuje Alicję podchwytliwymi pytaniami i odpowiedziami, a także filozoficznymi refleksjami. Fragment, kiedy Alicja właśnie spotkała owego oryginalnego kota i wypytuje go o drogę, jest dziś jednym z najbardziej znanych cytatów z tej książki:

– Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść?

– To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.
– Właściwie wszystko mi jedno.
– W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.
– Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia.
– Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.

Symboliczny przekaz jest jasny: jeśli nie wiesz, dokąd zmierzasz, nie ma znaczenia, w którą stronę pójdziesz. Stąd może ten błahy z pozoru dialog jest nadal często przytaczany i interpretowany w najróżniejszych kontekstach literackich, społecznych i politycznych.

Wróćmy jednak do innych, znanych na całym świecie prac z kocim motywem: jako nastolatka przeczytałam po raz pierwszy (choć nie ostatni) słynny utwór Michaiła Bułhakowa (1891–1940), pt. Mistrz i Małgorzata, satyryczny, bardzo dystopijny i zawierający zjadliwą krytykę ówczesnego panujący reżimu sowieckiego. Nic dziwnego, że powieść ta ukazała się dopiero kilka lat po śmierci autora, początkowo jako felieton odcinkach, potem w skróconym wydaniu, i wreszcie, w wersji nieocenzurowanej, w 1973 roku. Przełożona na wiele języków, była też niejednokrotnie inscenizowana i filmowana.

Akcja powieści toczy się w Moskwie w latach 20-tych i równolegle w czasach biblijnych. W mieście pojawia się nagle tajemniczy nieznajomy. Towarzyszą mu: naga kobieta, mężczyzna w dżokejce i olbrzymi czarny kot o imieniu Behemot. Wkrótce zaczynają się dziać przerażające i farsowe rzeczy. Podsumowanie tej skomplikowanej i wieloaspektowej książki w kilku zdaniach jest prawie niemożliwe. Ale nie sposób nie wspomnieć w związku z tą przedziwną narracją pewnych charakterystycznych postaci, jak choćby diabła Wolanda oraz jego wiernego demonicznego giermka – wspomnianego wyżej kota Behemota. Zachowanie i charakter Behemota są całkowicie groteskowe. Kot diabła Wolanda nie tylko mówi, ale też zachowuje się jak człowiek, dba o swój wygląd, choćby przez to, że przypudrowuje wąsy czy zakłada muszkę. Pije też wódkę, zagryzając ją marynowanymi grzybkami, pali cygara, strzela z pistoletu, gra w szachy i ścina głowę konferansjera w teatrze, aby potem, bez najmniejszych problemów, ulokować ją z powrotem na właściwym miejscu. Powieść Michaiła Bułhakowa jest jednym z arcydzieł współczesnej literatury. To tutaj toczy się nieustanna walka między złem a dobrem, gdzie surrealistyczna wręcz wyobraźnia miesza się z poezją, gorzka satyra z wizjonerską wielkością i gdzie kot Behemot, który reprezentuje najbardziej paradoksalne, ironiczne, absurdalne i groteskowe elementy w całym tym beletrystycznym świecie, odgrywa bardzo ważną rolę w wielopłaszczyznowej strukturze i przesłaniu powieści.

Innym faworytem, ​​do którego powracałam przez lata, był angielski pisarz, poeta i laureat Nagrody Nobla, T.S. Eliot, i jego humorystyczny zbiór wierszy o kociej tematyce: Księga Praktycznych Kotów Starego Oposa (Old Possum’s Book of Practical Cats) z 1939 roku, który opisuje osobowości, historie życia i kręgi przyjaźni różnych kotów. Pseudonim autora, „Old Possum”, nadał przyjacielowi pisarz Ezra Pound. Te żartobliwe wiersze o kotach Eliot pisał, czytał i rozdawał swoim chrzestnym dzieciom i przyjaciołom. Wydane w formie książkowej natychmiast odniosły one międzynarodowy sukces i zostały przetłumaczone na wiele języków. W języku polskim ukazały się w 1948 roku, pod tytułem Kocie imiona. Badacze życia i twórczości Eliota niejednokrotnie zwracali uwagę na elementy autotematyczne w jego wierszach o kotach. Wiele z nich można uznać za formę alter ego poety i postrzegać je jako sposób na przekazanie – w pozornie bezsensowny lub humorystyczny sposób – znaczących treści autobiograficznych. Ironią losu to te właśnie wiersze stały się najlepiej sprzedającym się zbiorem poetyckim T.S. Eliota, ponadto wielokrotnie adaptowanym w przemyśle rozrywkowym – wystarczy wspomnieć słynny musical Cats z 1981, autorstwa Andrew Lloyda Webbera, który odniósł ogromny sukces. Wystawiony na Broadwayu, grany jest od tego czasu na całym świecie, w stale nowych inscenizacjach i zyskując ciągle nowych fanów.

Tę bardzo pobieżną i krótką kocią wędrówkę literacką chcę zakończyć utworem, który uchodzi dziś za klasyk, a mianowicie wierszem ”Kot w pustym mieszkaniu”, poetki i noblistki z 1996 roku, Wisławy Szymborskiej. Przypomnijmy pokrótce genezę powstania tego utworu: długoletni (acz nieformalny) związek Szymborskiej z poetą Kornelem Filipowiczem był powszechnie znany. Oboje mieszkali w Krakowie, ale nieustannie pisali do siebie. Lektura tych listów, w których oprócz intymnych wyznań znajdują się też refleksje na temat pisarstwa, literatury, czy nawet aktualnych cen na mięso lub jajka, pozwalają czytelnikowi wniknąć w wyjątkowe uczucie, które łączyło tych dwoje ludzi i którzy – jak sami mawiali – nawet odwróceni od siebie plecami, zawsze patrzyli sobie w oczy. Kornel Filipowicz zmarł przedwcześnie w 1990 roku. Szymborska przeżyła go o 12 lat. Wiele pisano o tej stracie i żałobnych wierszach Szymborskiej po jego śmierci. Szczególnie znany stał się jednak wspomniany wyżej „Kot w pustym mieszkaniu”, który – nie tylko moim zdaniem – jest jednym z najwymowniejszych wierszy tego gatunku, zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Pozwolę sobie przytoczyć w całości to swoiste, niemające w naszej literaturze odpowiednika, epitafium:

Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

Tak właśnie czuje się kot, którego pan nagle zniknął i „uporczywie go nie ma”. To dzięki niepokojowi kota czytelnik staje się świadomy i może uczestniczyć w nastroju i żałobie. Do żałoby tej, zarezerwowanej siłą tradycji dla ludzi, dopuszczono tu kota. Uczucia kota są jednoznaczne i odzwierciedlają naturalny dla człowieka proces: najpierw niepokój miesza się ze zdziwieniem – „Coś się tu nie odbywa / jak powinno” – a potem z narastającym oburzeniem i goryczą: „Niech no on tylko wróci, / niech no się pokaże./ Już on się dowie, / że tak z kotem nie można”. Kot nie potrafi jednak werbalizować swoich uczuć, nie może też nawiązać dialogu ze zmarłym, nie jest nawet świadomy samego faktu śmierci czy pogrzebu. Reaguje tylko na nagłą pustkę w mieszkaniu. „Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie” – pisała do ukochanego poetka… Trzeba naprawdę być Szymborską, by móc oddać tak wielką osobistą stratę z perspektywy porzuconego, rozżalonego kota.

Wiersz przetłumaczono do tej pory na więcej języków, niż można tu wymienić. Ale jest też on uwieczniony w innej formie: rok po śmierci Szymborskiej w 2012 roku, w 90-tą rocznicę jej urodzin, odsłonięto postać poetki z brązu, naturalnej wielkości. Wisława Szymborska, w płaszczu i kapeluszu, stoi przy ławce o metalowym szkielecie oraz drewnianym siedzeniu i oparciu. W prawej ręce trzyma schowaną do tyłu kartkę z tytułem tegoż właśnie wiersza. Kompozycję dopełnia rzeźba kota, również wykonana z brązu. Kot siedzi na trzech metalowych kartkach z fragmentami poświęconego mu wiersza. Pomnik został umieszczony w miejscu urodzin Szymborskiej, w wielkopolskim Kórniku, w pobliżu Miejskiego Ośrodka Kultury.

Oczywiście w literaturze, i polskiej i światowej, kocich bohaterów jest nieskończenie więcej. Motyw ten był używany przez wielu, zarówno polskich, jak i innych pisarzy i poetów. Tutaj podzieliłam się kilkoma tylko z moich ulubionych literackich utworów, zarówno tych z dzieciństwa, jak z późniejszych lat. Być może moje kocie reminiscencje zainspirują do powrotu do tych lub innych tekstów i pozwolą przypomnieć lub odkryć, jak zarówno dawni, jak i współcześni pisarze traktują ten, wbrew pozorom, bardzo popularny motyw kota w swej twórczości.

M. Anna Packalén Parkman

Lämna ett svar