Emigracja do Nowej Zelandii z ziem zaboru pruskiego (od roku 1872)

Potomkowie pierwszych polskich osadników z zaboru pruskiego, ze wsi Kokoszki, z okolic Starogardu Gdańskiego – członkowie Polskiego Towarzystwa Genealogicznego w New Plymouth, Taranaki. Pierwsza grupa polskich osadników dotarła do Nowej Zelandii w roku 1872. Byli to przeważnie Polacy z zaboru pruskiego. Polscy emigranci przypłynęli do Nowej Zelandii na pokładzie kilkunastu statków: Friedeburg, Palmerston, Crusader, Asia, Sussex, Reichstag, Gutenberg.

Obok polskich emigrantów, których z racji posiadanych paszportów uważano za Niemców, przybywali wówczas do Nowej Zelandii także: Anglicy, Szkoci, Irlandczycy, Niemcy, Duńczycy oraz Norwegowie. Jak podaje Bruce Herald: … agent generalny wysłał do Nowej Zelandii, pomiędzy lipcem 1871 i październikiem 1872, 38 statków z 6 516 emigrantami, z których 3 698 było Anglikami, 570 Szkotami, 842 Irlandczykami, 94 Walijczykami, 367 Niemcami, 403 Duńczykami, 570 Norwegami oraz 26 innych narodowości. Z tej liczby 1721 skierowanych zostało do prowincji Otago, 1604 Canterbury, 138 Marlborough, 1452 Wellington, 795 Hawkes Bay, 806 Auckland50 . Zdecydowana większość Polaków przybyłych do Nowej Zelandii została wygnana z ziemi ojczystej przez brutalną politykę germanizacyjną niemieckiego kanclerza Ottona Bismarcka oraz prześladowania religijne i obawę przed wcieleniem do armii pruskiej .

Państwo Kuklińscy: Eva Ellena z domu Patroz i Piotr Jakub (Inglewood 1981)

Liczne przykłady motywacji polskich emigrantów, którzy w końcu XIX wieku wyjechali z zaboru pruskiego do Nowej Zelandii, prezentuje dr J. W. Pobóg-Jaworowski, badacz Polonii nowozelandzkiej na łamach swej pracy pt. History of the Polish Settlers In New Zealand. Autor, zbierając przez lata materiały do swej książki, rozmawiał z dziećmi polskich osadników, które opowiadały mu o przyczynach wyjazdu ich rodziców czy dziadków z ojczyzny. I tak np. Jerzy Pedofsky (Pedowski) mówił, że: w roku 1872 jego ojciec Józef uderzony został w twarz przez niemieckiego zarządcę majątku, u którego pracował, za to, że dał koniom za dużo owsa. Ojciec oddał mu cios z taką siłą, że Niemiec padł nieprzytomny. Bojąc się, że może być za to skazany na śmierć lub długoletnie więzienie, uciekł ze wsi do Hamburga i zgłosił się na wyjazd do Nowej Zelandii. Honorata i Bernard Wiśniewscy zdecydowali się na emigrację w roku 1874. Niemiec, u którego pracowali, ulokował ich w chlewie ze świniami i za ciężką pracę płacił marne grosze. August Neustrowski (Nostrowski) w roku 1876 uciekł ze wsi nocą wraz z żoną Apolonią i trojgiem małych dzieci, aby wyemigrować z okupowanej przez Niemców Polski. Jego dziadka zabili Niemcy i zabrali mu majątek. Pochodząca z Grudziądza na Pomorzu Mary Beski przybyła do Nowej Zelandii w roku 1874, a zmarła w Auckland w roku 1953 w wieku 105 lat. M. Beski często wspominała prześladowania Polaków przez Niemców, którzy zabraniali im nawet uczyć się języka polskiego.

Pobóg-Jaworowski przytacza ponadto liczne historie polskich emigrantów, którzy wyjechali do Nowej Zelandii w ucieczce przed wcieleniem do pruskiego wojska. Jest to historia 17 rodzin polskich, łącznie 86 osób, które w roku 1876 wyjechały ze wsi Kokoszki, z okolic Starogardu Gdańskiego. Polacy mieli w Kokoszkach małe gospodarstwa rolne. Aby móc wyżywić swoje rodziny musieli dodatkowo pracować w majątku Niemca Franza Wurtza. Kiedy wybuchła wojna prusko-francuska, w roku 1870, Wurtz obwieścił im, że mężczyźni mają możliwość wyboru: albo pójść do wojska, albo pracować u niego na rzecz armii. Polacy wybrali pracę na roli u Wurtza. Niemiec zażądał od nich dokumenty potwierdzające własność posiadanych gospodarstw, rzekomo na czas wojny. Po wojnie (1871) gospodarze poprosili o ich zwrot. Wówczas powiedział im, że ziemia należy już do niego i jest zapłatą za to, że nie poszli na wojnę, na której mogli zginąć. Pozbawieni ziemi i możliwości wyżywienia swoich rodzin Polacy zdecydowali się na emigrację.

* * * * *

Przebywając w Inglewood (kilka razy, pierwszy raz w roku 1981) odwiedziłem m.in. dom państwa Kuklińskich. Ich rodzice – tzn. pana Piotra Jakuba przybyli tam w roku 1876 na pokładzie statku „Fritz Reuter”. Ich dom niczym szczególnym nie wyróżniał się od innych znajdujących się w pobliżu. Był jak one drewniany i parterowy. Stał może tylko najbliżej kościoła parafialnego zbudowanego tam w końcu XIX wieku przez społeczność polską. Ojciec Piotra Jakuba Kuklińskiego – też Jakub był osoba niewykształconą. Nie potrafił ani pisać, ani czytać. Dopiero dzięki wieloletnim staraniom żony poznał alfabet i sztukę czytania. Był też członkiem tamtejszego chóru parafialnego. Po śmierci żony Barbary Jakub ożenił się ponownie z wdową Marią Dravitzki. Syn Jakuba Kuklińskiego – Piotr Jakub ożenił się natomiast z Evą Elleną z domu Patroz. W przeciwieństwie do swoich rodziców, którzy się nigdy nie naturalizowali, był już obywatelem nowozelandzkim. Podobnie jego dwie córki: Getrou i Bernardeta.

Pan Piotr Jakub Kukliński urodzony 17 lat po przybyciu rodziców do Nowej Zelandii, opowiadał mi o kłopotach, jakie miał w przeszłości w szkole z językiem angielskim. Tak było dawniej. Potem wraz z żoną i dziećmi rozmawiał wyłącznie po angielsku. Tylko różaniec, starym zwyczajem oraz Zdrowaś Mario, Ojcze Nasz i Wierzę odmawiał po polsku. Także przed każdym posiłkiem w modlitwie nad darami przy stole modlił się po polsku. Mówił wówczas, żegnając się m.in.: „Jezusiczku, Chrystusiczku pobłogosław…”. Brzmiało to trochę śmiesznie, ale zdając sobie sprawę z odległości w czasie i przestrzeni wzruszająco. Kukliński mówił mi również, że gdyby był ktoś w domu, kto nadal rozmawia po polsku, to i on szybko mógłby przypomnieć sobie język młodości. Kiedy jednak ponownie odwiedziłem ich dom jesienią 1996 roku obojga już nie było.

Tekst i zdjęcia: Leszek Wątróbski

Foto: Inglewood (1996). W domu państwa Kuklińskich

Lämna ett svar