Klejnot na śmietniku (2)

Do Jaipuru zwanego różowym miastem dotarliśmy o zmroku. Siatka stosunkowo szerokich ulic nie była w stanie pochłonąć intensywnego ruchu. Fasady domów, jak się okazało dzień później, w pełnym słońcu, miały charakterystyczną barwę terrakoty, którą przy odrobinie dobrej woli można było nazwać różową. Przy głównej ulicy rozlokowały się mocno oświetlone butiki, wszystkie z podobnym asortymentem: jedwabnymi i pashminowymi szalami, sweterkami z kaszmiru i sari. Chętnie odwiedzilibyśmy parę butików, ale hotel leżał poza miastem i brakło czasu na indywidualne wycieczki.

Następnego dnia zaplanowano jazdę na słoniach do fortu Amber i aby uniknąć stania w kolejce do słoni zbudzono nas o świcie. Twierdza i należący do niej pałac leżały na wzniesieniu otoczone murem ciągnącym się 9 km wzdłuż szczytów na podobieństwo chińskiego muru. Dołączyliśmy się do rzeszy turystów potulnie stanąwszy w kolejce. Na słonia wsiada się z rampy prosto na siedzenie przypominające krzesełkowy wyciąg narciarski z poprzeczką zapobiegającą ześlizgnięcie. Nasz słoń musiał mieć krzywy grzbiet ponieważ stale zsuwaliśmy się z siedzenia upominani przez rozsierdzonego przewodnika. Chwilami ryzykowaliśmy obtarcie nóg kiedy słoń w tłoku zbytnio zbliżył się do muru. W strategicznych miejscach ustawili się fotografowie robiąc zdjęcia turystom. Jak im się później udawało odnaleźć właściwe osoby pozostanie tajemnicą. Fort ze swymi murami, wieżami i pałacem miał pomieścić nie tylko samego władcę ale i jego tysiące konkubin. Władca poślubiał kobiety swych poddanych i w ten sposób zapewniał pokój w kraju. Tylko niektóre służyły do cielesnych rozkoszy, wszystkie inne wykonywały mniej wdzięczne prace w forcie.

Najważniejszą turystyczną atrakcją Jaipuru jest Pałac Wiatrów. Niestety mogliśmy podziwiać go zaledwie przez parę minut ponieważ autokarom nie wolno było tam parkować. Był on raczej fasadą, rodzajem kulis, niż pałacem i stanowił część miejskiego pałacu Jaipur. Fasada, charakterystycznego koloru terrakoty, zaopatrzona była w wykusze z których damy pałacowe mogły oglądać otoczenie same nie będąc widoczne. Wielką atrakcją turystyczną jest także obserwatorium, Jantar Mantar. Zbudowane w XVI wieku przez zainteresowanego astronomią maharadżę, jest zbiorem ogromnych instrumentów pomiarowych z kamienia i brązu aby odmierzać czas, przewidywać zaćmienia słońca i pozycje planet. Obserwatorium znajduje się od niedawna na liście dziedzictwa światowego.                       .

W drodze od autokaru do turystycznych atrakcji otoczyli nas natychmiast sprzedawcy pamiątek. Nie było czasu na przetargi, a targować się należy mimo iż cena wyjściowa jest zazwyczaj zaskakująco niska. W przeciwnym razie sprzedawca czuje się urażony. Przewodnik radził nam aby ich ignorować. Dało to efekt, ale i wyrzuty sumienia. Podążać na przód udając, że nie istnieją to gardzenie ludźmi próbującymi uczciwie zarobić na życie. „Maybe tomorrow?” proponują zanim zrezygnują. Uśmiecham się i odpowiadam „Maybe tomorrow” aby dać im nadzieję na dzień jutrzejszy. Przewodnik nie okazał się okrutnikiem bez serca. Po zakończeniu wycieczki przywołał sprzedawców i zaprezentował po kolei ich pamiątki turystom: pocztówki, ilustrowane albumy, miniaturki bóstw hinduskich w jaskrawych strojach, miniaturowe riksze z drutu, branzoletki z kamieni półszlachetnych i skórzane portfele ozdobione wytłoczonymi słoniami. Kiedy pokazano pudełko z tuzinem drewnianych, wysadzanych koralikami słoników nie mogłam opanować chęci kupna. Ale co z nimi robić? Może powiesić na choince?

Irytacja jaką budzili sprzedawcy pamiątek była niczym w porównaniu z żebrakami. Widok ich napawał przerażeniem na przemian ze współczuciem. Żebracy różnią się od siebie. Ci którzy zrezygnowani siedzą wzdłuż fasad domostw wyciągając rękę o datek przypominają żebraków w innych krajach. Ale widok tych upośledzonych ruchowo, ich okaleczonych, zniekształconych ciał był trudny do zniesienia. Otaczają autokar i podążają potem z grupą turystów na amputowanych kończynach, skacząc na jednej nodze podpierając się kijem na podobieństwo groteskowego skoczka z tyczką, inni ze zniekształconą nogą wykręconą pod nienaturalnym kątem. Najtragiczniejsze były dzieci. Mały chłopaczek porusza się nadspodziewanie zwinnie na czworaka: jego chude, sparaliżowane nogi sterczą w górze: przypomina ruchliwą małpkę obserwując wyraz twarzy u przechodniów. Niektórzy dają symboliczną jałmużnę. Wiele żebrzących dziewczynek ma odcięte prawe dłonie. Milcząc wyciągają je prosząc o datek. Ich twarzyczki o smutnych oczach długo mnie prześladowały. Przypominały mi się sceny z nagrodzonego Oskarem filmu Slumdog millio­naire gdzie małym dzieciom wypalano oczy kwasem. Film jest aktualny, nie ze średniowiecza. Oprawcy, szefowie gangów, kaleczą te co śpiewają najpiękniej w nadziei, że jako niewidome będą budzić litość i użebrzą fortunę dla mafii. Odcięta rączka może mieć ten sam efekt. Nie widzieliśmy okaleczonych chłopców. Może dziewczynki żebrzą lepiej, a może uważane są za mniej warte. Z zasady nie daję pieniędzy dzieciom, aby nie przyzwyczajały się do żebraniny. Długopisy i cukierki to co innego. Ale nie daję pieniędzy nawet dorosłym żebrakom. Idę z opuszczoną głową i łzy same płyną mi z oczu.

– Dobry Boże – modlę się w duchu z rozpaczą – Nie karz mnie za okrucieństwo. Czy mam otworzyć portfel i rozdawać pieniądze na lewo i prawo? Ale hordy żebraków tylko się powiększą. Nie mogę pomóc wszystkim.

I wtedy słyszę głos Jezusa: „To co uczyniliście tym najmniejszym, mnie uczyniliście”. Pamiętam również słowa Matki Teresy: „ Nie pomożesz wszystkim, ale możesz pomóc właśnie temu człowiekowi”. Ogarnia mnie jeszcze większa rozpacz z powodu duchowej słabości. Chcę ulotnić się stamtąd, otrząsnąć z raniących serce wizji i nigdy nie powrócić.

Ubóstwo w Indiach to problem socjalny. Indie nie są już biednym, nierozwiniętym krajem. Posiadają reaktory atomowe, szybko rosnącą klasę średnią, specjalistów IT dzielących się swą wiedzą  z całym światem. Dlaczego przywódcy nie robią więcej? Wznosząc nowoczesną budowlę należałoby jednocześnie unowocześnić otoczenie. A może wprowadzić podatek budowlany, aby poprawić warunki bytu najuboższym. Nie wysyłać rakiet na księżyc tylko zapewnić mieszkańcom dostęp do, jak dotychczas, nieistniejących toalet. Trudno mi radzić, jestem biologiem a nie politologiem. Nie wykluczone, że podział na kasty od braminów do niedotykalnych konserwuje socjalną niesprawiedliwość. Oficjalnie nie ma już kast, ale żyją one nadal w ludzkiej podświadomości. Jedną z podstaw wiary hinduskiej jest reinkarnacja. W poprzednim życiu zasłużyłeś sobie na to życie co masz. To twoja odpowiedzialność. Twe obecne uczynki decydują do jakiego życia się narodzisz. Jeśli ukarany jesteś ubóstwem i nieszczęściem to twoja własna wina. Nikt nie ma obowiązku ci pomóc, nikt nie może ci pomóc.

Teresa Urban

cd nastąpi

Lämna ett svar