Różne drogi przypadku

Na początku lat 1970-tych pracowałem jako geolog w Arabii Saudyjskiej w Center for Applied Geology w Dżeddzie. Razem z naszymi studentami przygotowywaliśmy się do dalekiej i długiej, bo dwumiesięcznej, ekspedycji w okolice Al Amar. Planowaliśmy założyć tam dwa obozy w odległości 35 km od siebie.

Tak długo trwająca wyprawa wymagała sporo przygotowań. Oprócz sprzętu i prowiantu, potrzebowaliśmy również personel o różnych kwalifikacjach. Między innymi potrzebowaliśmy dwóch kucharzy. Po jednym do każdego obozu. Poprosiliśmy naszych studentów aby nam pomogli znaleźć takowych. Studenci poszli do bazaru w Dżeddzie i rozgłosili że mają pracę dla dwóch kucharzy. Mieli szczęście, bo już po kilku godzinach przyprowadzili Mosego i Mahomeda.

Oboje byli Somalijczykami. Mose miał świadectwo z francuskiej ambasady świadczące, że przez kilka lat był ich kucharzem. Z świadectwa wynikało, że był dobrym i sumiennym kucharzem. Mahomed nie miał żadnych papierów, ale Mose ręczył za przyjaciela.

Będąc gotowi, opuściliśmy Dżedde i po kilku dniach jazdy Land Roverami przez pustynię dotarliśmy do pierwszego obozu. Połowa ekspedycji została tam razem z kucharzem Mosem, a  my drudzy, pojechaliśmy 35 km dalej z drugim kucharzem Mahomedem.

Już na miejscu, poszedłem razem z Mahomedem do właśnie postawionego namiotu kuchennego i poprosiłem go, żeby jak najszybciej przygotował posiłek. W tej chwili Mahomed załamał się i przyznał z płaczem w głosie, że nie jest kucharzem i że nie ma zielonego pojęcia o gotowaniu. Po chwili okazało się, że nie potrafił nawet otworzyć konserwy.

Jak mogło tak się stać? Okazało się, że Mose i Mahomed nie zrozumieli, że będą pracować oddzielnie, w dwóch różnych miejscach. Gdy spotkali naszych werbujących studentów, Mose namówił Mahomeda, który był właśnie bezrobotny, aby on poszedł razem z nim. Mahomed uległ perswazji: ”Słuchaj stary, nie bój się, jesteśmy kumplami, będziesz pracował obok mnie, będę cię uczył i nikt nie zauważy że nie jesteś kucharzem.”

Podczas gdy nasi koledzy w drugim obozie rozkoszowali się wykwintnym jedzeniem Mosego, u nas była niedola. Jedzenie było podłe – żywiliśmy się przede wszystkim konserwami. A Mahomed?

Mahomed, z chwilą jak zrozumiał sytuację, wpadł z przerażenia w niedowład i resztę czasu leżał zdeprymowany w namiocie, chudł i ginął w oczach.

Wydawałoby się, że Mahomeda spotka pogarda czy nawet gniew. Nic takiego! Wszyscy karmiliśmy biedaka i staraliśmy się podnieść go na duchu. Byłem pełen podziwu jak skłonni do wybaczania i jaką wyrozumiałość okazywali mu studenci.

Mahomed miał pecha. A przecież, historia mogła skończyć się pomyślnie, gdyby było dane, że Mose i Mahomed mogli pracować razem.

Jankowi, mojemu przyjacielowi, przydarzyła się podobna historia, ale on miał więcej szczęścia. Zdarzyło się to w latach 1950-tych, zaraz na  początku naszego emigranckiego życia, kiedy próbowaliśmy znaleźć nasze miejsce w życiu i w świecie.

Janek był w Polsce marynarzem. Zszedłszy na ląd w Szwecji, aby się utrzymać, zmywał garnki w restauracjach. Przypadek sprawił, że spotkał dwóch rodaków z którymi się zaprzyjaźnił. A że był człowiekiem, który da się lubić, więc nowi znajomi postanowili mu pomóc i znaleźć dla niego lepszą pracę.

Oboje byli tokarzami precyzyjnymi. Zaproponowali mu, że zarekomendują go szefowi w firmie w której pracowali. Na wątpliwości i protesty Romka, że nie ma najmniejszego pojęcia o tokarstwie, uspokajali go w ten sam sposób, jak Mose Mahomeda, że będą pracowali obok niego, będą go uczyć zawodu, a jak będzie  potrzeba zrobią pracę za niego. Janek dał się namówić. Podstęp się udał. Czy szef się zorientował – nie wiadomo. Janek był zdolny i błyskotliwy i z czasem stał się dobrym fachowcem. Po kilku latach otworzył własny warsztat i bardzo dobrze mu się powodziło.

Dużo ludzkiego jest w obu historiach. W jednej doprowadziło do katastrofy, a w drugiej do udanej kariery. W życiu często tak bywa, że to przypadek decyduje jaki będzie koniec historii.

Andrzej Olkiewicz

Lämna ett svar