ALICJA NOWACKA: 21. Nowe Horyzonty. Kino żywe

Między 12 a 22 sierpnia, po wymuszonej pandemią zeszłorocznej edycji niemal w pełni online, Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty znów na 11 dni zamienił Wrocław w europejską stolicę kina. Była to wyjątkowa edycja w wyjątkowym roku. Choć pandemia nadal jest z nami, sama organizacja takiego wydarzenia pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość i pokazuje strategie działania w (post)pandemicznej rzeczywistości, co wyrażone zostało w festiwalowym haśle „kino od nowa”. Tegoroczne wyselekcjonowane filmy często poruszały tematy, które przez ostatnie półtora roku stały się szczególnie istotne, jak bliskość, relacje, więzi rodzinne i odchodzenie.

21. edycja była inna, nie tylko przez sanitarne wytyczne. Sale nie mogły zostać w pełni zapełnione, frekwencja również była mniejsza niż zwykle, ulubione miejsce spotkań i wymiany filmowych przeżyć po całym dniu seansów – klub festiwalowy Arsenał – w tym roku ze względu na bezpieczeństwo nie został otwarty. Lecz wszyscy zdawali się być jeszcze bardziej głodni kina i kinofilskiej wspólnoty po zeszłorocznej edycji online. Trudniej było rozpoznać dalekich znajomych, widząc jedynie zmęczone oczy i czoło wystające znad maseczki. Być może także to sprowokowało do większej ilości przypadkowych rozmów i nowych znajomości zawieranych przed kinem czy w biegu pomiędzy festiwalowymi obiektami. To także pierwsza edycja w pełni hybrydowa, której część online trwała tydzień dłużej niż festiwal stacjonarny oraz po raz pierwszy w roli dyrektora wystąpił Marcin Pieńkowski. Priorytetami organizacyjnymi tegorocznego wydarzenia było bezpieczeństwo oraz, przynajmniej deklaracyjnie, ekologia i zmniejszanie śladu węglowego przy produkcji festiwalowych gadżetów.

Nowe Horyzonty to festiwal transformujący. Przez lata zmieniał nazwy, miejsca oraz formy. Pierwsza edycja odbyła się w 2001 roku w Sanoku, następne cztery w Cieszynie, a od 2006 roku na stałe zagościł we Wrocławiu w kinie Nowe Horyzonty, od niedawna w Dolnośląskim Centrum Filmowym i, ponownie od tego roku, w Teatrze Capitol. Jednak przede wszystkim jest to festiwal przekształcający polską widownię. Od lat ojciec założyciel i wieloletni dyrektor MFFNH Roman Gutek dzięki swojej pracy dystrybutorskiej kształtuje gusta i wytycza drogi młodym (i nie tylko) widzom. Pokazuje tytuły nieoczywiste, reżyserów poszukujących nowych form i przede wszystkim kino poszerzające horyzonty. MFFNH jest także miejscem polskich premier najważniejszych tytułów prosto z Cannes i innych największych światowych festiwali, m.in. Berlinale. O pewnym rodzaju prestiżowości największego festiwalu filmowego w Polsce świadczyć może też fakt, że tegorocznemu jury przewodniczyła noblistka Olga Tokarczuk, jednym z gości był Gaspar Noé, a ze swoim recitalem z okazji retrospektywy filmów Chantal Akerman wystąpiła Sonia Wieder-Atherton. Ponieważ niektóre światowe festiwale w tym roku musiały przenieść się online, co wpłynęło na kształt ich programu, Wrocław stał się także pierwszym po Cannes miejscem pokazów tegorocznej zwyciężczyni Złotej Palmy – Titane Julii Ducournau, która podzieliła wrocławską publiczność.

Titane jest filmem, który „przywiera do ciała”. By nie zdradzać innym zaskakującego konceptu, jaki wymyśliła francuska reżyserka, nie sposób pisać o tym filmie inaczej, niż przez pryzmat fizycznych i osobistych odczuć. Ten sugestywny body horror wydaje się być idealnie skrojony na dzisiejszy czas. Po roku izolacji i ciągłego utrzymywania dystansu, nagle znajdujemy się niekomfortowo blisko ciała bohaterki, eksplorując jego granice. Wdrażamy się w cielesność filmowych postaci, ale i swoją. Obserwujemy, jak z upływem czasu bohaterka uczy się bliskości i także my jesteśmy bardziej niż zazwyczaj świadomi obecności innych widzów. Podczas brutalniejszych scen na zmianę słyszymy westchnienia, głosy obrzydzenia i chichot ulgi osób zebranych na sali, czyli coś, czego nie moglibyśmy doświadczyć w domowym zaciszu. To właśnie tych zbiorowo doświadczanych emocji brakowało nam od poprzedniej edycji. Nie mogło być lepszego niż Titane filmu otwarcia, który odkrywa przed nami tęsknotę zbiorowego przeżywania kina i skrajnych emocji.

Mimo otoczki transgresji i głosach o kontrowersyjności, dzieło Ducournau opowiada klasyczną historię o samotności i potrzebie bliskości, ale także rodzinie. Właśnie te tematy najczęściej pojawiały się na ekranie. W swoim nowym filmie – Mała mama (Petite maman), Céline Sciamma powraca do współpracy z dziecięcymi aktorkami, by opowiedzieć historię żałoby i więzi pomiędzy matką a córką. Kilkuletnia Nelly po śmierci babci zaprzyjaźnia się z dziewczynką, dzięki której zaczyna eksplorować historię relacji swojej mamy z jej rodzicielką. Reżyserka przygląda się zabawom i rozmowom bohaterek, kreśląc portret dziecięcych emocji i sposobów radzenia sobie ze stratą.

Najnowszy film François Ozona – Wszystko poszło dobrze (Tout s’est bien passé), także traktuje o odchodzeniu rodzica. Dwie siostry na prośbę ojca próbują zorganizować dla niego eutanazję za granicą, mierząc się przy tym z historią dynamiki ich relacji i głęboko tkwiącymi urazami. Ozon przeplata dramatyczne tony humorem, z samoświadomością opowiadając o francuskiej klasie wyższej, która może pozwolić sobie na luksus odchodzenia na własnych warunkach. W pewnym momencie filmu bohater dowiadując się, ile kosztuje eutanazja, sarkastycznie pyta: „To jak robią to biedni?”. Odpowiedź dałoby mu najnowsze dzieło Gaspara Noégo Vortex, w którym czołowy francuski ekstremista z niespotykanym u niego spokojem przygląda się koszmarowi starości, postępującej demencji i powolnemu odchodzeniu. Reżyser mimo zmiany nastroju, nadal potrafi zaskoczyć nas formą. Podzielił ekran na pół, jedną część oddając legendarnemu reżyserowi Dario Argento i jego postaci, a drugą wybitnej aktorce Françoise Lebrun w roli cierpiącej na demencję kobiety. Vortex tylko z pozoru bardzo różni się od pozostałej twórczości Noégo. Wcale nie porzucił on dwóch niezbędnych w jego filmach elementów: środków psychotropowych i imprez do utraty tchu. Tym razem narkotyki występują tu pod płaszczykiem leków, a życie „jest krótką imprezą, która wkrótce zostanie zapomniana”.

Na tegorocznej edycji MFFNH pojawiły się także pierwsze filmy jawnie odnoszące się do naszej obecnej pandemicznej rzeczywistości. Przykładem jest rumuński zwycięzca Złotego Niedźwiedzia Niefortunny numerek lub szalone porno (Babardeală cu bucluc sau porno balamuc) Radu Jude, w którym świadectwem pandemii są noszone (bądź też ostentacyjnie nie) maseczki. Ten drobny rekwizyt otwiera pole do poszerzenia charakterystyki postaci, które, tak jak osoby w naszym życiu, nieraz możemy ocenić po pierwszym spojrzeniu na ich maseczkę. O noszącym może świadczyć jej stan, nadrukowane obrazki lub napisy, czasem wręcz mini-manifesty lub polityczne odniesienia. Jude z humorem rozprawiając się ze współczesną Rumunią, ale także hipokryzją historii całego świata, przedstawia bolesny obraz podzielonego kraju dobrze znany Polakom. Po seansie przed kinem dało się słyszeć głosy, że „kto mieszka w Polsce, ten się nie śmieje”. Śmiech na sali jednak był, choć raczej pozostawiający gorzki posmak refleksji o coraz silniejszej polaryzacji, wpływie kapitalizmu na przestrzeń miejską, a także o historii, która manipulowana stanowiła i nadal stanowi oręże w walce idei.

21. Nowe Horyzonty swoją frekwencją (w festiwalu stacjonarnym uczestniczyło ponad 70 000 osób) i atmosferą potwierdziły silną wśród widzów potrzebę interakcji i wymiany myśli, które nie odbywałyby się jedynie za pomocą mediów społecznościowych. Pokazały, że kultura filmowa musi być żywa, opierać się na spotkaniu z drugim człowiekiem. Ludzie chcą przyjeżdżać co roku do Wrocławia, bo tam kino ożywa. Tegoroczna edycja pozwala myśleć z optymizmem, że izolacja i rozwój platform streamingowych nie zabiją drzemiącego w ludziach głodu kina i kina-miejsca.

Alicja Nowacka

Lämna ett svar