Dla mieszkających w Szczecinie grekokatolików Kościół jest miejscem zachowania ich tożsamości

O parafii greckokatolickej pw. Opieki Najświętszej Bogurodzicy w Szczecinie z jej proboszczem ks. Robertem Rosą rozmawia Leszek Wątróbski.

Ukraiński Kościół Greckokatolicki jest jednym z 22 Wschodnich Kościołów Katolickich.

Wraz z Kościołem rzymskokatolickim tworzą jeden Powszechny Apostolski Kościół Katolicki. Nasz Kościół należy więc do Kościołów Wschodnich, które rządzą się własnym prawem, bowiem katolickie Kościoły Wschodnie są autonomiczne – „sui iuris” (swego prawa). Kościół nasz pozostaje w pełnej jedności ze Stolicą Apostolską, a specyfika wynika z teologii, liturgii, duchowości, dyscypliny oraz tradycji. Zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego jest Arcybiskup Większy Kijowsko-Halicki Światosław Szewczuk, którego siedziba znajduje się w Kijowie, na Ukrainie.

Wasz Kościół w Polsce zorganizowany jest w samodzielną metropolię.       

Tak, tworzą go: archidiecezja (archieparchia) przemysko-warszawska, ze stolicą w Przemyślu, obejmująca tereny kraju położone w południowo-wschodniej części Polski; diecezja (eparchia) wrocławsko-koszalińska, obejmującej tereny położne na zachód od Wisły, z siedzibą we Wrocławiu oraz diecezja olsztyńsko-gdańska, z siedzibą w Olsztynie, obejmująca tereny położone w północno-wschodniej części Polski. Nasza parafia należy do diecezji wrocławsko-koszalińskiej.

Jesteście parafią terytorialno-personalną…

…obejmującą swym obszarem miasto Szczecin oraz okoliczne powiaty i gminy – od Świnoujścia – aż po południowe granice gminy Gryfino. I wszyscy grekokatolicy mieszkający na tym terenie, należą do naszej szczecińskiej parafii. Nabożeństwa odprawiane są u nas w obrządku bizantyjsko-ukraińskim. Stałych parafian jest u nas 150 rodzin (tj. ok. 600 osób). Stałych – to znaczy tych, których odwiedzam po kolędzie.

Jest również teraz w Szczecinie wielu obywateli Ukrainy, z których część to grekokatolicy.              

Są to jednak wierni, którzy w zdecydowanej większości przyjeżdżają tutaj na jakiś czas – do pracy, a następnie wyjeżdżają i wracają na Ukrainę. Część z nich odnajduje naszą parafialną świątynię i stara się brać udział w nabożeństwach w niedziele i na większe święta.

Aktualnie w naszym rejonie przebywa ponad 30 tys. obywateli Ukrainy. Wiem, z licznych rozmów z nimi, że wielu z nich ma zamiar zostać tu na dłużej, a niektórzy nawet pragną osiedlić się w Szczecinie na stałe, razem ze swoimi rodzinami. Niektórzy z nich szukając przyszłej lokalizacji swojego nowego mieszkania chcą, aby znajdowało się ono jak najbliżej naszej cerkwi. Wiele niestety takich planów musiało ulec zmianie w czasie trwającej od ubiegłego roku pandemii.

Obok Waszej świątyni parafialnej znajduje się Dom Kultury Ukraińskiej…

Współpracujemy z nim. W budynku tym znajdują się m.in. biura szczecińskiego oddziału Związku Ukraińców (ZUwP) oraz konsula honorowego Ukrainy. Dwa ostanie lata, to dla nas okres szczególnie ciężki. W okresie pandemii niektórzy przybysze z Ukrainy doświadczyli wielkich tragedii, bowiem nie mogli pojechać na pogrzeb bliskich na Ukrainę. Wielu z nich nadal czeka bowiem na polskie dokumenty pobytu, na uregulowanie wszystkich spraw urzędowych, a te procedury niekiedy trwają niezwykle długo.

Ilu z tych ludzi uczestniczy w życiu liturgicznym Waszej Parafii?

Nie wiem dokładnie ilu. Takich statystyk nie prowadzimy. Musielibyśmy wtedy rozróżnić – kto pochodzi z Ukrainy zachodniej, kto z centralnej, a kto ze wschodniej. Ukraina zachodnia nie doświadczyła aż takiej ateizacji i rusyfikacji jak np. Ukraina wschodnia, gdzie część mieszkańców nie otrzymała żadnego wychowywania religijnego. Wszystkie parafie były tam niszczone i zamykane, albo w najlepszym wypadku marginalizowane przez system. Trzeba pamiętać o znaczącej roli i wpływie podziemnej Cerkwi w zachodniej Ukrainie. Tam Kościół podziemny istniał w czasach komunizmu. Działał nieprzerwanie, mimo aresztowań kapłanów i wiernych, i co by nie powiedzieć, miał duży wpływ na tamtejsze społeczeństwo. I ludzie przekazywali sobie w rodzinach tradycję chrześcijańską, świętując w dostępny i możliwy im wówczas sposób ważniejsze święta cerkiewne. Świadomość wiernych z Ukrainy jest zatem różna. Zdarzają się też ludzie, którzy jadąc do nas – do pracy z zachodniej Ukrainy, nie myślą w kategoriach wspólnoty parafialnej, aby tu odnaleźć swoją nową cerkiew. Są bowiem nadal mocno związani ze swoją cerkwią w danej miejscowości, w miejscu stałego zamieszkania, dokąd przecież wcześniej czy później wrócą.

Udział w niedzielnej liturgii…

W każdą niedzielę odprawiane są u nas trzy liturgie. Dawniej były nawet cztery. Mamy w cerkwi ponad 100 miejsc siedzących. Liczę, że obecnie, w okresie wyciszenia pandemii, na wszystkich liturgiach modli się u nas ok. 200 – 250 wiernych. Frekwencja ta mocno związana jest nadal z syndromem strachu, który pojawił się w czasach pandemii covidowej. Duża część osób związanych z naszą parafią, wyjechała na Ukrainę jeszcze przed pandemią i niektórzy tu nie powrócili.

W tygodniu, na naszych codziennych nabożeństwach, uczestniczy kilka, kilkanaście osób. Jeżeli w tygodniu wypadają święta kościelne to w liturgii uczestniczy nawet 50 osób. Na nasze nabożeństwa przyjeżdżają m.in. ludzie z Gryfina, Polic a także z Dąbia i Płoni, czyli z najdalszych dzielnic miasta. Biorąc pod uwagę liczne remonty drogowe w naszym mieście i związane z tym utrudnienia, niektórzy nasi parafianie, mieszkający daleko od centrum, zdecydowanie szybciej mogą dotrzeć do cerkwi greckokatolickiej w Stargardzie! Niemniej, dla osób zdeterminowanych takie przeszkody jak odległość, czy brak własnego samochodu lub niekorzystna pogoda, nie stanowią wielkiej przeszkody.

Czy w Waszej Parafii działają stowarzyszenia osób świeckich?

Nie mamy takich stowarzyszeń. To co jednoczy naszych parafian, to wspólnotowa modlitwa w cerkwi, a także praca charytatywna – przede wszystkim działalność na rzecz Ukrainy. Trzeba pamiętać, że naszą parafię charakteryzuje dużego rozproszenia wiernych i dość skromne możliwości personalne – jestem jedynym duchownym w naszej parafii…

Jesteście parafią misyjną i wokoło żyją łacińscy katolicy. Czy często zdarzają się w Waszej Parafii małżeństwa mieszane?

Zdarzają się u nas także małżeństwa mieszane: narodowościowo i obrządkowo. Ich dzieci często uczestniczą później w nauce religii. Musimy więc dostosować katechezę do ich potrzeb – na przykład językowo, aby wszystkie dzieci rozumiały przekaz katechety. Na pewno wszystkie nasze dzieci rozumieją po ukraińsku, ale nie wszystkie mówią. To zależy przede wszystkim od rodziców.

 

Dawniej religii uczono w szkole podstawowej nr 47  w Szczecinie…

I dalej tam jesteśmy. Szkoła Podstawowa nr 47 im. Kornela Makuszyńskiego należy do grupy najlepszych i najbardziej innowacyjnych placówek w kraju, co potwierdza uzyskanie 4 razy certyfikatu jakości SUS i tytułu „Lidera SUS” jako piątej szkoły w Polsce. Przy szkole, od roku 2009 prowadzony jest Międzyszkolny Punkt Nauczania Języka Ukraińskiego i nauka religii dla dzieci należących do wyznania greckokatolickiego.

Ponadto uczę religii w naszym międzyszkolnym punkcie katechetycznym. Przyjeżdżają tu dzieci ze Szczecina i gmin ościennych. Zapisanych jest ich ponad czterdzieścioro ale liczymy, że do nauki religii dołączą się również dzieci obywateli Ukrainy. Mamy obecnie 5 grup katechetycznych tzn. dzieci uczących się religii. Są to przedszkolaki, klasy I-III, IV-VI, VII-VIII oraz uczniowie klas szkół średnich.

Różnice i podobieństwa pomiędzy grekokatolikami i łacinnikami…

W naszym tradycji dziecko zaraz po przyjęciu sakramentu chrztu św. i bierzmowania, otrzymuje także sakrament eucharystii. Dopiero później, po decyzji rodziców podjętej  w konsultacji z kapłanem, w klasie I, II albo III, dziecko jest przygotowywane do przyjęcia sakramentu pokuty i pojednania.

Wspomniane różnice wynikają z tego, że pochodzimy z różnych narodów, ale żyjemy na styku kultur i tradycji. Niekiedy są one wyraźniejsze, niekiedy ulegają nawet zatarciu. Mamy u nas przecież rodziny mieszane, gdzie kultywowanie tradycji jest niekiedy podwójne. Bywa też tak, że dzieci rodziców z Ukrainy wschodniej uczęszczają do nas na religię i przez to w pewnym sensie `zapraszają` do cerkwi swoją mamę i tatę. I wspomniani rodzice niekiedy odkrywają na nowo swoje chrześcijaństwo, albo uczą się tego razem z dzieckiem.

Mieszkamy blisko granicy, żyjąc tu nad Odrą – na styku wielu kultur i tradycji. Dla mnie osobiście ważna jest cała spuścizna Kościoła bizantyjskiego, kijowskiego i ta przebogata tradycja modlitewna, którą otrzymaliśmy przez chrzest św. Włodzimierza, dzięki misji apostołów słowiańskich – świętych Cyryla i Metodego, dzięki św. apostołowi Andrzejowi. Tym się zawsze interesowałem i to bogactwo Wschodu mnie intrygowało. I dlatego chciałem być księdzem greckokatolickim lub – jak to się u nas mówiło – księdzem ukraińskim. Zawsze było ważne, aby rozumieć: co oznaczają cerkiewne gesty – czy dlaczego w cerkwi jest tyle ikon…I dobrze jest jeśli człowiek szuka, stawia pytania o takie detale, ale też troszczy się o swoją wiarę. To przecież ważne, aby odnajdywać środowisko i miejsce dla siebie, w którym można porozmawiać o sobie i swoich problemach ze Stwórcą.

Przez 17 lat był Ksiądz dyrektorem Caritasu diecezji wrocławsko-gdańskiej.

Dla mnie działalność charytatywna była i jest sprawą bardzo ważną. Może dlatego, że znaczącą część swojego życia i zdrowia poświęciłem dla tej właśnie sprawy. Angażowaliśmy się jako niewielka liczebnie diecezja we wszystkie akcje charytatywne na świecie przeprowadzane przez Kościół katolicki w Polsce. Ale obok tego, w sposób szczególny, byliśmy zaangażowani, jako organizacja wiodąca, w pomoc charytatywną dla Ukrainy – szczególnie od końca roku 2013.

To był faktycznie fenomen, że udało się nam zachęcić do współpracy z nami także i innych.  Najczęściej staraliśmy się pomagać innym bezpośrednio, docierając do konkretnych ludzi najbardziej potrzebujących. Udawało się także pomagać za pośrednictwem organizacji kościelnych – takich jak Caritas Wołyń, Caritas Kijów, Caritas Charków czy Caritas Odessa oraz przez liczne centra wolontariatu na Ukrainie. Pracowaliśmy także z wolontariuszami, wspierającymi ochotników walczących na wojnie z Rosją. Pomagaliśmy też osobom tzw. wewnątrz przesiedlonym, czyli obywatelom Ukrainy uciekającymi przed wojną na wschodzie Ukrainy, których liczba szybko wówczas rosła. Odwiedzaliśmy też ludność tatarską, która za pro ukraińską postawę musiała uciekać z Krymu przed rosyjskimi reperkusjami. Ważna była ponadto i nadal jest dla nas współpraca ze Związkiem Ukraińców w Polsce o/ Szczecin i prezesem Janem Syrnykiem, który odpowiada teraz za sprawy związane z pomocą charytatywną dla Ukrainy.

W Waszej Cerkwi organizowane są także spotkania i koncerty…

Chcemy, aby w naszej świątyni prezentowano wysoką kulturę i dlatego jesteśmy otwarci m.in. na propozycje organizatorów Dni Kultury Ukraińskiej, które od wielu lat odbywają się corocznie w Szczecinie. W zeszły roku śpiewał u nas reprezentacyjny Ukraiński Chór Męski „Żurawli” Związku Ukraińców w Polsce. W tym roku był koncert „Krajki” z Przemyśla, który to zespół zaprezentował ludowe psalmy. Oprócz wspomnianych przedsięwzięć, w naszej cerkwi organizujemy również tzw. „wertepy”, czyli jasełka oraz kolędowe koncerty bożonarodzeniowe. Niemniej dbamy o to, aby cerkiew była zawsze miejsce kultu, modlitwy i ta wrażliwość musi być zachowana.

Ekumenizm, współpraca z innymi kościołami i wyznaniami…

Jeżeli się spotykamy, to na tego typu wydarzeniach, organizowanych przede wszystkim przez Kościół rzymskokatolicki. Nie zawsze mogę we wszystkim uczestniczyć, bowiem obciążają mnie liczne obowiązki duszpasterskie. I tak np. ks. Sławomir Sikora z parafii ewangelicko-augsburskiej w Szczecinie, zapraszał mnie wielokrotnie na Dni Bonhoefferowskie poświęcone tolerancji w wielokulturowym i wieloreligijnym świecie. I mimo, że chciałem w nich uczestniczyć, to rzadko się udawało, bo w soboty i niedziele mam wiele innych obowiązków duszpasterskich łącznie z katechezą. Tam, gdzie jestem zaproszony, staram się być obecny, kiedy tylko mam taką możliwość. Jestem otwarty na spotkania ekumeniczne i modlitwę w intencji zjednoczenia wszystkich chrześcijan.

Podam jeszcze inny przykład. Dotyczy on obecności Ormian w naszej świątyni. Nabożeństwa Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego (przedchalcedoński kościół wschodni działający wśród Ormian, pierwotnie w Armenii i na Bliskim Wschodzie, obecnie również wśród diaspory ormiańskiej na całym świecie, liczy ok. 6 mln wiernych) odbywały się w przeszłości 2-3 razy w roku. U nas modliło się zazwyczaj 50-80 ich wiernych, a modlitwie przewodniczył ormiański kapłan, który przyjeżdżał z Warszawy. Zawsze wcześniej tutejszy ich przedstawiciel telefonował do mnie i prosił o użyczenie cerkwi a ja po uzyskaniu zgody od swojego biskupa, udostępniałem im naszą świątynię. Rozumiemy ich sytuację bardzo dobrze, bo przez długie lata również nie mieliśmy swojej cerkwi i podobnie jak Ormianie, byliśmy zmuszeni korzystać z gościnności innych chrześcijan.

Ksiądz urodził się w Miastku na Ziemi Zachodniopomorskiej.

W roku 1973 i skończyłem tam szkołę podstawową. Średnią natomiast, z wykładowym językiem ukraińskim, ukończyłem w Legnicy. Zdałem tam też maturę, w tym maturę z języka ukraińskiego. Miałem kilku dobrych przewodników – kapłanów, których spotkałem na swojej drodze życiowej. Byli to m.in.: ks. Jarosław Madzelan, wieloletni proboszcz w Białym Borze a obecnie zakonnik studyta czy ks. Jarosław Moskałyk – dziś profesor zwyczajny teologii, pracownik Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ukończyłem seminarium lubelskie, w którym kształcą się obecnie klerycy grekokatoliccy. To było dla mnie spotkanie z zupełnie inną rzeczywistością. Sześć lat w seminarium, gdzie mieliśmy pewnego rodzaju autonomię – był tam nasz opiekun (prefekt) i korzystaliśmy z własnej kaplicy. Można powiedzieć, że mieliśmy tam taką seminaryjną „autokefalię”. Myślę, że mogliśmy tam poznawać bogactwo i różnorodność Kościoła powszechnego. Święcenia przyjąłem w obrządku wschodnim, czyli bizantyjsko-ukraińskim w Stryju na Ukrainie. Wyświęcił mnie śp. bp Julian Gbur i byłem przeznaczony do pracy w naszej diecezji wrocławsko-gdańskiej. Pierwszym moim miejscem pracy duszpasterskiej były małe wspólnoty w Oławie i Oleśnicy, niedaleko od Wrocławia. Pracowałem jednocześnie w naszej kurii biskupie, jako notariusz, potem jako kanclerz a także kierowałem diecezjalną Caritas. W międzyczasie ukończyłem studia podyplomowe w Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu, które zorganizowano dla przedstawicieli kościelnych osób prawnych.

W Szczecinie pracuję jako proboszcz od roku 2008. Wtedy też zostałem kapelanem Wojska Polskiego. Ukończyłem kurs oficerski w Wyższej Szkole Wojsk Lądowych we Wrocławiu – dziś Akademia Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki. Jako kapelan biorę udział w wielu przedsięwzięciach, z których niektóre odbywają się w przestrzeni miasta.

Rozmawiał: Leszek Wątróbski

Lämna ett svar