Wciąż trudno mi uwierzyć…

Wciąż trudno mi uwierzyć, że Krystyna nie żyje. To była niezwykle mądra kobieta, mądra życiową mądrością. Mieliśmy różne pasje i jedną wspólną – dzieci. Żyliśmy trochę obok siebie, ale kochała nas wszystkich ufną i spokojną miłością, była stabilizatorem i twórcą życia naszej rodziny.

Od śmierci Krystyny minęło wiele miesięcy i nie ma dnia, żebym o niej parokrotnie nie pomyślał. Szczególnie, gdy dzień się zmierzcha i świat układa do snu. Całe swoje dorosłe życie poświęciła rodzinie i mnie. Zawdzięczam jej wiele, prawie wszystko i to budzi wyrzuty sumienia – powinieneś być dla Niej lepszy! Pamiętasz, wtedy? I wtedy!… Brak mi Krystyny bardzo i ciągle mam wrażenie, że wróci.

Wiesz – to do siebie – chyba nie doceniałeś tego, jak bardzo potrzebujemy, każdy, zewnętrznego świata. Pandemia jest okropnym, ale i ciekawym czasem. Nikt nie przypuszczał, że może do czegoś takiego dojść. Świat skurczył się nagle do czterech ścian i wąskiej grupy ludzi, z którymi jeszcze pozwalasz sobie mieć kontakt. Siedzisz w domu, nie wychodzisz, nie widujesz się z nikim, nie bywasz, nie podróżujesz. To trudny czas, ale dla niektórych interesujący i inspirujący. Ludzie zaczynają pisać, malować, komponować. Biorą kartkę papieru albo siadają przed komputerem i – OK, może powinienem pójść za tą myślą? Ruszyć i zobaczyć dokąd mnie zaprowadzi?
Pamiętam tamtego siebie, sprzed lat. Sprzed wielu lat, sześćdziesięciu paru. Byłem dwudziestolatkiem niepewnym siebie, w kraju dziesięć lat po wojnie, pod sowieckim terrorem. Nie miałem pojęcia, co się może wydarzyć, jakie decyzje podejmować, w którą stronę iść?

Dziś powiedziałbym mu: Nie spiesz się, poznaj trochę świata! A świat był wówczas nieprawdopodobnie mały. Gdynia i Sopot, Gdańsk i Klub Studentów Wybrzeża „Żak”, trochę Szwajcaria Kaszubska, śladowo Warszawa. W Warszawie się urodziłem, ale wówczas znałem tylko fragmentarycznie, właściwie była mi obca.

Powiedziałbym mu wtedy: Rozejrzyj się! Patrz wokół! Ogarnij się i zacznij doceniać życie! Zrozum, że żyjesz tylko raz. To nie teatr, nie scenka kabaretowa, nie ma czegoś takiego, jak próba generalna!

W życiu dobrze się dzieje, gdy jest fart. Choć trochę farta, bo wiele od tego zależy. Zawsze i nieomal w każdym życiu pojawiają się momenty, w których wystarczyło podjąć inną decyzję, zapukać do innych drzwi, porozmawiać z innym człowiekiem, tym właściwym, uważniej spojrzeć na zegarek, skoncentrować uwagę na kimś czy czymś innym.

Andrzej Szmilichowski

 

Lämna ett svar