Polemika

Zacznę od demagogii. Ukochany uczeń Sokratesa, Platon wezwany do składania zeznań w procesie swego Mistrza. Powiedział tak: „Bardzo kocham Sokratesa, ale prawdę bardziej”. Zeznanie Platona było ostatecznym powodem skazania Sokratesa na śmierć.

Ja też lubię prawdę, ale prawdopodobnie bym tak nie postąpił. Inne to były czasy i inne pojęcia lojalności. Odczuwam wielką lojalność, ze wszystkimi stałymi współpracownikami Nowej Gazety Polskiej. W ostatnim t.j. numerze 12/488 z dnia 20.06.2021 ukazały się trzy ważne teksty: Andrzeja Olkiewicza. Aleksandra Kwiatkowskiego i Andrzeja B. Lewkowicza. Andrzej Olkiewicz kwestionuje słowiańską czystość krwi dzisiejszych mieszkańców Polski. I naturalnie ma stuprocentową rację. Jest to dobry i ważny artykuł, który wszystkim polecam. W swoim, jak zawsze doskonale udokumentowanym opracowaniu Aleksander Kwiatkowski zajął się tzw. „żołnierzami wyklętymi”. Zgadzam się z Jego oceną i wnioskami, ale małe sprostowanie. Nie było nigdy hasła AK – zapluty karzeł reakcji. Był tylko znany afisz, o czym z resztą swego czasu już pisałem na łamach NGP, na wspomnianym afiszu był Olbrzym i Karzeł. Olbrzymem był żołnierz z pepeszą z ludowego Wojska Polskiego. Ludowe było wówczas pisane przymiotnikowo przez małe ł. Dopiero po paru latach uznano to za oficjalną nazwę przez duże L. (LWP). Natomiast Karłem był taki sobie mały diabełek ze śliniaczkiem, a na tym śliniaczku były inicjały AK. Państwo się zdziwią, ale określenie: „Zapluty Karzeł Reakcji”. To słowa Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, określające generała Józefa Hallera. Haller był raczej miernego wzrostu, gdy się denerwował, to się trochę zapluwał. Wspomniane określenie Piłsudskiego padło po zamachu śmiertelnym na pierwszego polskiego Prezydenta Gabriela Narutowicza. Prawica nie chciała się pogodzić z wyborem. W Warszawie odbywały się wiece protestacyjne, na których przemawiał (i się zapluwał) generał Haller. Więc, jak doszło do zabójstwa nowo wybranego Prezydenta na wystawie sztuki w „Zachęcie”. To wtedy właśnie Naczelnik Państwa użył tych (mając na myśli gen. Hallera): „To przede wszystkim winna tego zaplutego karła reakcji”. Dla mnie jednak ważniejsza jest druga pomyłka Pana Aleksandra. Otóż po wojnie żadnych oddziałów NOW (Narodowej Organizacji Wojskowej) nie było, z tej prostej przyczyny, że NOW w 1943 rok w czasie akcji scaleniowej się podzieliła. Część bardziej liberalna scaliła się z AK, a ta narodowa utworzyła NSZ (Narodowe Siły Zbrojne). Tak się złożyło, że część mojej bliskiej rodziny: wuj Józef Lubicz-Choynowski i dwie moje ciocie o tym samym nazwisku: Maria (Rysia) i Teresa (Echa) znalazły się w AK i Powstaniu Warszawskim z rekomendacji NOW.

To był naturalnie przypadek. Był taki pan Zygmunt Domański związany uczuciowo z Endecją, był wybitnym matematykiem, nauczycielem w liceum. Po przewrocie z maja 1926 został odsunięty, jako Endek od pracy w szkolnictwie. Ziemiaństwo, w tym moja rodzina, popierało Narodową Demokrację. Wyjątek stanowił mój Dziadek w prostej linii, czyli ojciec mojego ojca Wacław Gąssowski. On się zaangażował w Petersburgu (ówczesnym Piotrogrodzie) w akcję dywersyjną prowadzoną wówczas tam przez Józefa Becka. Co później zaowocowało wysłaniem mojego dziadka w składzie delegacji polskiej na konferencję wersalską. Dziadek należał do kontr listy, którą na polecenie Piłsudskiego, właśnie utworzył pułkownik Beck. Na konferencji w Wersalu brylowali przeciwnicy Piłsudskiego: Dmowski, Paderewski i hrabia Zamoyski. Po akcji Józefa Becka polska delegacja liczyła w sumie stu kilkunastu ludzi. Co do mojego dziadka, to głównym jego atutem była dobra znajomość, języka francuskiego. Co w Rosji było konieczne. Mój dziadek ożenił się z Rosjanką. Rodzice mojego ojca porozumiewali się po francusku i ewentualnie po rosyjsku. Mój Ojciec, który urodził się w grudniu 1910 w Petersburgu, opuścił Piotrograd w 1917 nie znając języka polskiego. Potem się go nieźle nauczył. Do końca swojego życia nie rozumiał, dla czego w dowodzie osobistym pisano mu, ze urodził się w Leningradzie.

Andrzej B. Lewkowicz w artykule: „Polak, Litwin dwa bratanki?” pisze i to bardzo słusznie o ścisłych, acz trudnych stosunkach polsko – litewskich. Ironizuje sobie, zaczyna artykuł od frazy: „Kiedy rzecz idzie o bratankach, od razu na myśl nasuwa się porzekadło o Węgrach i Polakach (Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki …). W porzekadle tym był jeszcze trzeci wyraz wykropkowany w tym tekście. Nie to jest ważne. Stanisław Cat Mackiewicz, który z przyczyn historycznych nienawidził Węgrów i uważał, że Węgrzy zawsze szkodzili wielkości Naszej Rzeczpospolitej, zadał sobie trud ustalenia skąd się w/w porzekadło wzięło. Otóż według niego, prof. UJ Karol Estreicher, żyjący w tych czasach opisał tę historię. W Krakowie w Kasynie oficerskim dwóch oficerów austryjackiej armii cesarsko-królewskiej, Polak i Węgier wypili bruderszaft. Rozmawiali ze sobą naturalnie po niemiecku. Bruderszaft to braterstwo. Przetłumaczyli to sobie na polski i węgierski. Wersję polską Państwo znacie. Węgierskiej nie pamiętam, ale mam nadzieje, ze pamiętają ją Węgrzy. I tyle moich złośliwych sprostowań.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Lämna ett svar