Kajetan

Działo się to w czasach, gdy dzisiejsi emeryci tryskali zdrowiem i życiowymi inicjatywami, litr benzyny kosztował tyle, co „Dagens Nyheter” czyli koronę dwadzieścia pięć, dolar dwie i pół korony, redaktor LGG dysponował dużą męską urodą, a bracia Wróblewscy mieli trzy kawiarnie (w porywach cztery) a dzisiejsze godne szacunku damy robiły za podfruwajki. Opowiem o latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy przychodziła na świat większość spacerujących dziś po sztokholmskich ulicach Polaków.

Będzie to wycinek z życia polskiego emigranta imieniem Kajetan, którym rządziło wielu szlachetnych pasji. Kajetan uważał siebie za humanistę i człowieka niesłychanie delikatnego i wrażliwego, co niekoniecznie musiało mijać się z prawda, ale po części jednak mijało. Opowiem jak ten interesujący człowiek uzewnętrzniał swoje talenty oraz cechy charakteru.

Kajetan był uczciwym człowiekiem zarabiającym na życie okradaniem sztokholmskich magazynów odzieżowych. Utrzymywał się z tego, co ukradł, a miał ku temu wyjątkowy talent oraz warunki fizyczne. Szczupły zgrabny blondyn o niebieskich oczach, zawsze starannie ogolony i nienagannie ubrany (nie kradł dla siebie byle czego!), asocjował wyglądem ku męskim progeniturom rodzin zamieszkałych w dzielnicy Östermalm, więc zrozumiałe, że nie powodował w oczach personelu sklepów, które był raczył odwiedzać, śladu podejrzeń.

Potrafił ukraść dosłownie wszystko. Na przykład – uśmiechając się uwodzicielsko do kasjerki, wynieść na ramieniu parę nart, albo wyprowadzić rower. Kiedyś ukradł w dwa dni sto par dżinsów, budząc w branży tym czynem ogólny szacunek.

Kajetan uwielbiał morze i jachty, więc wybudował, najzupełniej legalnie, bo za pożyczone w banku pieniądze, pełnomorski jacht, który to jacht sprzedał później innemu oddziałowi tego samego banku, za zupełnie przyzwoite pieniądze.

Miał zamiar popłynąć nim do Polski, ale by ten pomysł móc zrealizować potrzebował gotówki. Wówczas to zrodził się w bezsprzecznie utalentowanej głowie Kajetana pewien pomysł. Zakotwiczył swój jacht w Nynäshamn i czekał na prom z Polski, a gdy ten nadpłynął, zaprzyjaźnił się z jednym z marynarzy.

Gdy prom w kolejnym rejsie zawinął do portu, Kajetan już czekał ze swoim jachtem. Po paru godzinach, gdy zapanował chwilowy spokój, wziął kurs zbieżny z burtą promu i przyglądał się uważnie wodzie. Na gładkiej portowej tafli bez trudu zauważył małą bojkę, zaczepił bosakiem i płynął spokojnie dalej, ale już nie sam, bowiem ciągnął za sobą kosz wypełniony produkcją polskiego monopolu spirytusowego.

Kajetan bił swoje kobiety. Robił to właściwie niechętnie, gdyż był, jak już wiemy, człowiekiem delikatnym. Dopuszczał się w stosunku do nich rękoczynów, ponieważ był ogromnie uczuciowy. Bił, gdyż nie potrafił inaczej wyrazić uwielbienia.

Za siniakami bogdanek Kajetana kryła się jednak inna tajemnica, której nie wyjawił nigdy nikomu, co nie przeszkadzało, aby była ogólnie znana. Kajetanem rządził straszliwy kompleks, polegający na przekonaniu graniczącym z pewnością, że ma małe prącie. Był jedynym mężczyzną w Skandynawii, który w saunie nie zdejmował majtek.

Był to przypadek jak żywcem wyjęty z dzieł dżentelmena nazwiskiem Freud, gdyż dobrze zorientowane damy kategorycznie zaprzeczały jakiejkolwiek karłowatości Kajetana. Bijał je by wzmocnić stan swojego potrzaskanego ego, co oczywiście nie miało nic wspólnego z seksem a wszystko z kajetanową głową.

Dziś jest Kajetan przygarbionym wyleniałym emerytem, erotykę zastąpił kibicowaniem politycznym szaleństwom prezesa, (którego wiadomo), nadzwyczaj interesuje się swoim systemem trawiennym i odbywa długie codzienne spacery w cieniu, aby potem siąść na ławeczce i dumać na tym, jakby tu (wraz z prezesem oczywiście!), uratować Polskę.

Andrzej Szmilichowski 

Post scriptum: Zbieżność imion bohatera powyższej historii, z popularnym nadzwyczaj internetowym Kajetanem, jest najzupełniej przypadkowa, o czym informujemy z niekłamaną przyjemnością.

Lämna ett svar